Fragment książki „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”

Redakcja

17 lutego 2015, 13:13

Brak komentarzy

Poniżej publikujemy fragment książki „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”, którą patronatem medialnym objął serwis FCBarca.com.

Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke

Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke
Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke

Następnego dnia Robert Enke wszedł do szatni na Camp Nou z poczuciem, że chętniej byłby teraz gdziekolwiek, byle nie tam. Jak każdego ranka czekało na niego śniadanie: świeże owoce, rogaliki. Gdy piłkarze zbierali się, by wspólnie napić się kawy z mlekiem, ich poczucie przynależności do drużyny automatycznie rosło. Tego dnia Robert zignorował jedzenie. Tępo gapił się w ścianę. Usiadł obok Szweda Patrika Anderssona, z którym grał wspólnie już w Borussii Mönchengladbach. Ponieważ rozmawiali po niemiecku, chociaż trochę czuł się jak w domu.

– Słyszałeś, co o tobie mówił de Boer? – wyszeptał Andersson, który będąc w grupie, zachowywał się typowo po szwedzku i który konkurował o miejsce w składzie właśnie z de Boerem. – Nie możesz sobie na to pozwolić! Musisz się odegrać!

Robert był zbyt nieobecny, aby czuć złość, jednak z poczucia obowiązku wobec Patrika Anderssona podszedł do de Boera i zapytał, co to miało znaczyć. De Boer odpowiedział mu, że dziennikarze błędnie go zacytowali. Przecież wszyscy wiedzą, że to się zdarza.

Robert Enke nie powiedział ani słowa. Uważał, że nie wypada kompromitować kolegów z zespołu, więc on sam również tego nie uczyni. Przede wszystkim jednak miał dość i de Boera, i całej drużyny. Jedyne, czego pragnął, to pobyć w samotności.

Luís Enrique, rzeczywisty kapitan i jeden z najstarszych piłkarzy w zespole, który nie pojechał do Noveldy, aby odpocząć, wziął de Boera w obroty. Trener van Gaal również go zrugał. Podkreślał, że tak nie zachowuje się prawdziwy profesjonalista, a w szczególności, jeśli ma tak duże doświadczenie.

Nikt nie przejmował się Robertem Enke. Niby po co? Przecież był profesjonalistą. Van Gaal nie zamienił z nim słowa. („Przez cały rok nigdy ze mną nie porozmawiał”). Nikt nie stanął w jego obronie, gdy prasa grzmiała: Gdzie właściwie był Enke? Niemiecki bramkarz udowodnił, że jest zbyt zielony na grę w Barcelonie.

Víctor Valdés przyznał: „Pozostawiono go samego na pożarcie lwom”. Robert Enke oraz Frank de Boer udali się wspólnie na konferencję prasową. Enke powiedział: – Przez całe moje życie nigdy nie skrytykowałem innego piłkarza i dziś też tego nie zrobię. Przegrała cała drużyna.

De Boer stwierdził, że nikogo nie skrytykował, a jedynie tłumaczył, jak padły gole:
– Enke, tak samo jak ja, mógł zdziałać więcej przy tych bramkach. Przy trzeciej ja zawiodłem, ale uważam, że zagrałem dobry mecz.
„Ciekawi mnie tylko jedno – powiedział Víctor Valdés osiem lat później. – Czy de Boer kiedykolwiek przeprosił Roberta?”. Nigdy.

Gdy to powiedziałem, z ust Víctora wydobył się jedynie dziwny dźwięk – ni to przełknięcie śliny, ni to śmiech. Wyrażał zdziwienie, czy może pogardę?

Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke

Kod rabatowy: BARCAENKE (25% zniżki)
Książka pod patronatem FCBarca.com
Premiera 18 lutego

REKLAMA

Poleć artykuł