Sergio Busquets wrócił do reprezentacji Hiszpanii na mecz ze Słowacją, w którym został wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania. Wczoraj wieczorem pomocnik Barçy był gościem programu „El Larguero”, w którym opowiedział o swoich przeżyciach oraz o turnieju.
Wczoraj byłeś wyczerpany, prawda? A jaki świetny mecz rozegrałeś.
Cóż, przy jednym zagraniu przy linii bocznej poczułem nieco mięśnie w łydce. Powiedziałem to trenerowi, a on nie chciał ryzykować przy takim wyniku.
Wczoraj nieco się załamałeś. Nie wiem, co miałeś wtedy w głowie…
Myślę, że to z powodu napięcia w całej tej sytuacji, tego, co przeżyłem przez koronawirusa, braku punktów, gry o awans w ostatniej kolejce… Nie lubię się tak zachowywać, wolę robić to w domu, jeśli muszę, ale nie mogłem się powstrzymać. Czasem tak się zdarza. Przeżyłem trudną sytuację. To było 11 dni, wydaje się niewiele, ale bardzo mi się dłużyły. Droga do Barcelony w karetce była bardzo ciężka, nie mogłem w to uwierzyć, wiedziałem, że zrobiłem wszystko, a potem modliłem się, by żaden kolega nie był zarażony, żebyś nie czuł się winny. Pozbawienie kolegi udziału w EURO byłoby bardzo, bardzo ciężkie, myślałem o tym. Diego miał pozytywny wynik testu, ale wiedziałem, że to niemożliwe. Nie miałem z nim niemal kontaktu, poza meczem na Wanda Metropolitano. Myślę, że to nie było wystarczające, choć z tym wirusem nigdy nie wiadomo. Mijały dni i żaden kolega nie był zarażony, więc nieco się uspokoiłem, ale nie byłem pewny, czy będę mógł wrócić. Jestem bardzo wdzięczny trenerowi za jego słowa i zaufanie, powiedział, że na mnie poczeka. Miałem kolegów, którzy nie dostali negatywnego wyniku przez ponad 20 dni…
Powiedziałeś trenerowi, że jeśli musi powołać kogoś w twoje miejsce, niech to zrobi?
Nie, ponieważ od początku przedstawił sprawę jasno. Powiedział, żebym się uspokoił, pracował, a on na mnie poczeka. Że najważniejsze jest zdrowie i ma nadzieję, że nie będę miał objawów. Kiedy powtórzył to publicznie, jeszcze bardziej mnie to wzmocniło. Starałem się pracować jeszcze więcej. Po dziesiątym dniu miałem już przeciwciała i lekarze powiedzieli mi, że nie mogłem zarażać, ale wszystko zależało od wyniku testu.
To najtrudniejsze, co przeszedłeś jako piłkarz?
Tak jak powiedziałem w ostatnim wywiadzie, to na pewno moje ostatnie mistrzostwa Europy. Wiedziałem, że jestem kapitanem, a praktycznie zostawiałem statek przed wypłynięciem… A mundial? W pewnym wieku trzeba zacząć patrzeć, jak wszystko się rozwija, jak się czujesz, jaką rolę odgrywasz. I potem decydować.
Wszyscy mówią o tobie jako o liderze. Czujesz się nim? A może nie lubisz, kiedy to się mówi, choć wiesz, że jesteś liderem?
Myślę, że to drugie. [śmiech] Wiem, że jestem kapitanem, piłkarzem z największą liczbą występów, największym doświadczeniem. W niektórych momentach muszę stanąć na czele i reprezentować siebie, kolegów, drużynę. Zespół bardzo mi to ułatwia, mamy spektakularną grupę. Bardzo dobrze nam się ze sobą przebywa, to widać na boisku. Grałem w wielu bardzo dobrych drużynach, szczególnie na mundialu w RPA, ale ta jest inna. Młodzi wiele dają, chcą we wszystkim uczestniczyć, iść razem… To się wyróżnia. Pracujemy na boisku, podróżujemy, to przyjemne. Koniec końców rządzą jednak wyniki, ale to bardzo pomaga.
Czy zdenerwowało cię coś po pierwszych dwóch remisach?
Wiemy, że świat futbolu taki jest, szczególnie w Hiszpanii. Żyję z tym od momentu rozpoczęcia gry w pierwszym zespole Barcelony i w reprezentacji. Jesteśmy otwarci na krytykę. Nie ma perfekcyjnej drużyny, każdej ekipie czegoś brakuje, a jakiś mecz może się skomplikować w ten sposób czy w inny. Tak jak mówiłem wcześniej, niektórzy jednak przekraczają linię, brakuje im szacunku… To już się wydarzyło, trzeba trzymać się pozytywów. Wszędzie tak się dzieje. To normalne, oczekiwania były bardzo wysokie, a ludzie żyją wynikami. Wiedzieliśmy, że robiliśmy wszystko dobrze, że ciężko pracowaliśmy i trudno jest grać przeciwko nam. Wiemy, jak trenujemy, to dodaje pewność siebie, ale koniec końców ma się nadzieję na dobre wyniki.
Van der Vaart powiedział, że dzięki jego słowom zareagowaliście. Może dobrze byłoby go zatrudnić jako waszego psychologa?
Tak, jesteśmy mu wdzięczni. Wyślemy mu szynkę [ironicznie, ze śmiechem] Czy ja odważyłbym się powiedzieć coś takiego o jakiejś reprezentacji? [Holender skrytykował Hiszpanów, mówiąc, że jedynie podają oni z boku na bok, a ani jeden piłkarz nie potrafi wykonać decydującego podania – przyp. red.] Nie, nie. Byłoby niemal niemożliwe, żebym był komentatorem, na EURO pracuje wielu świetnych. Nie odważyłbym się tego powiedzieć, bardzo szanuję kolegów, byłych kolegów, selekcjonerów, drużyny, reprezentacje… Wiem, jak jest ciężko. To więcej niż brak szacunku, chodzi o analizę i wiedzę, dlaczego coś się dzieje.
Pojedynek z Holandią byłby niezły, prawda?
Byłoby dobrze, oznaczałoby to, że awansujemy. Podpisuję się pod tym.
Zabolała cię sytuacja Moraty? Po meczu z Polską widziałem, że wszedłeś na murawę i pocieszałeś wszystkich. Zabolały cię gwizdy w kierunku Álvaro?
Tak, ponieważ jesteśmy o wiele silniejsi, kiedy trzymamy się razem i idziemy w tym samym kierunku. Wiem, ile pracuje Álvaro, jakim jest człowiekiem i na co zasługuje. Zabrakło mu szczęścia… Boli mnie to ze względu na niego i na reprezentację.
Jaka jest zasługa Luisa Enrique dla waszej gry, dobrej atmosfery? Jest liderem?
Tak, myślę, że tak. Jest liderem, bo jest trenerem, ale też ze względu na jego charakter, na to, co chce i jak to robi. Wypowiada się jasno, a grupa robi wszystko to, co on chce. Widać to. Potem na konferencjach prasowych musicie sobie z nim radzić. [śmiech]
Jeśli zostanie na stanowisku i poprosi cię, żebyś wziął udział w mundialu, odmówisz mu?
Nie wiem, zobaczymy. Zrobię to, co będzie dobre dla reprezentacji. Mundial jest jeszcze daleko. Cieszmy się mistrzostwami Europy, mamy jeszcze Ligę Narodów, eliminacje…
Widzisz się w przyszłości jako trenera?
Tak, myślę, że spróbuję. Nie jest to łatwe, trzeba umieć dotrzeć do piłkarzy, przekazywać im pomysły. Chciałbym jednak spróbować.
Pamiętam, co na MŚ 2010 powiedział o tobie Del Bosque. Gdybyś mógł w przyszłym życiu być jakimś trenerem, którego byś wybrał?
Myślę, że pierwszy trener zawsze jest wyjątkowy, ponieważ to on daje ci szanse i dzięki niemu dzieje się wszystko to, co ma miejsce później. Być może z innym też by tak było, ale później i inaczej. Zawsze będę wdzięczny Guardioli.
Myślisz, że Chorwacja zagra przeciwko wam w inny sposób?
Myślę, że nie zagra bardzo bezpośrednio i nie będzie stosować szalonego wysokiego pressingu. Wiele razy graliśmy już przeciwko sobie. Wszystko zależy też od wyniku. Chorwacja to trudny rywal. Wiedzieliśmy, z kim mogliśmy się zmierzyć, teraz wszystkie pojedynki będą trudne. Chcieliśmy po prostu awansować, trafiliśmy na Chorwację, czyli wicemistrza świata. Ma doświadczonych piłkarzy i kapitana, którego znamy z LaLigi. Oni też pewnie nie są jednak zachwyceni, że trafili na Hiszpanię.
Wyjątkowo motywuje cię, że grasz przeciwko piłkarzowi Realu…
Nie, nie. To jak gra przeciwko koledze z drużyny. Ja walczę o swoje, kiedy piłka jest w grze, wszystko inne zostaje z boku.
W ćwierćfinale możecie zmierzyć się z Francją. To byłby najlepszy mecz EURO?
Tak, Francja to mistrz świata, wszyscy uważają ją za faworyta, ale w grupie widzieliśmy już, że nie ma łatwych meczów. Francuzi mieli trudną grupę, a zespół, który był uważany za kopciuszka, postawił się wszystkim rywalom i był o krok od awansu. [mowa o Węgrach – przyp. red.]
Teraz wszyscy zakładają, że wygracie z Chorwacją, tak jakby to było łatwe, a potem przegracie z Francją, bo nie da się jej pokonać. Możecie wygrać z Francuzami?
Myślę, że tak. Nie chcę uważać za pewnik pokonania Chorwacji, to trochę brak szacunku. Graliśmy z Niemcami na ich terenie i zremisowaliśmy, choć byliśmy lepsi. Tutaj też byliśmy lepsi, ale nie mieliśmy wyników. Graliśmy też z Holandią i tam również byliśmy lepsi, choć zremisowaliśmy. Trudno jest nas pokonać.
Komentarze (35)