Afera dotycząca wynajęcia przez Barcelonę firmy zewnętrznej, za pośrednictwem której pewne osoby związane z Blaugraną miały być dyskredytowane w mediach społecznościowych, ma kolejną odsłonę. Dziennikarze Cadena SER i Goal.com, odpowiedzialni za ujawnienie Barcagate, dotarli do zeznań pracowników firmy I3Ventures, należącej do grupy Nicestream, która otrzymała zlecenie od Barcelony w tej sprawie. – Kiedy wyszły na jaw fakty związane z Barcagate, w I3Ventures opróżniono komputery pracowników, zamknięto konta poczty elektronicznej i utworzono nowe. Przedstawiono też do podpisania dokument o poufności – wyjaśnił śledczym z katalońskiej policji Mossos jeden z zatrudnionych. Nie było to jedyne zeznanie tego typu. – Kiedy wróciliśmy do pracy, napotkaliśmy nową pocztę elektroniczną i sformatowane komputery w biurze.
Ówczesne władze Barcelony w reakcji na ujawnienie afery zleciły firmie PricewaterhouseCoopers przeprowadzenie wewnętrznego audytu ws. Barcagate, ale Adria Soldevila z Goal.com przypomina, że został on podważony przez Mossos. Bartomeu miał wyznaczać jego zasady, prezydent nie podlegał śledztwu, a były dyrektor generalny Oscar Grau, który też został oskarżony przez sąd w tej sprawie, był stałym pośrednikiem audytorów, co zdaniem dziennikarza nie jest standardową procedurą. PwC miało też otrzymać dokumenty od firmy współpracującej z Barceloną, ale i w tym kontekście pojawiają się dowody świadczące o zacieraniu śladów podczas audytu. Jak podaje Soldevila, jedno z zeznań pracowników I3Ventures wskazuje na rolę żony właściciela firmy Carlosa Ibaneza panią Míchelle Seixas w tym procederze. – Kiedy przeprowadzano audyt PwC, pani Seixas tydzień wcześniej usuwała slajdy, które mogłyby w jakiś sposób zaszkodzić Barcelonie. Po zmodyfikowaniu tych raportów zostały one dostarczone PwC.
Ponadto w artykule opublikowanym w Goal.com czytamy, że wspomniani pracownicy I3Ventures mieli też przyznać, że próbowali wpłynąć na opinię publiczną poprzez profile na Facebooku i Twitterze, tworząc nawet memy na temat Piqué, Guardioli czy Fonta. Zgodnie z ich relacją zadaniem firmy było również monitorowanie wstępnych kandydatów na prezydenta - Fonta, Laporty i Freixy. Ponadto jeden z pracowników wyjawił, że Carles Ibanez skłamał, twierdząc w jednym z wywiadów, że przedstawione przez media profile nie mają nic wspólnego z jego firmami. Sique Rodríguez z Cadena SER pisze wprost, że pracownicy przyznali się do pisania wiadomości w mediach społecznościowych, które miały faworyzować Bartomeu i szkodzić jego przeciwnikom.
Do wyjaśnienia całej afery droga jednak daleka. Jak informuje Soldevila, szef gabinetu Bartomeu Jaume Masferrer, który miał być wykonawcą afery Barcagate, powinien 30 czerwca zeznawać przed sądem w związku z pozwem założyciela Mediapro Jaume Rouresa, kolejnym poszkodowanym w wyniku działalności wspomnianych profili w mediach społecznościowych. Przesłuchanie nie tylko Masferrera, ale także Bartomeu zostało jednak na wniosek jednego z obrońców przełożone, bez ustalenia kolejnej daty. Z kolei Carles Ibanez ma stawić się przed sądem 20 lipca. Soldevila dodaje, że Joan Laporta zmienił prawnika FC Barcelony - José Ramon Sorni Bustinduy zastąpił zatrudnionego przez poprzedniego prezydenta Carlesa Monguiloda.
Ponadto Cadena SER podaje, że prokuratura wniosła o przedłużenie śledztwa o sześć miesięcy, ponieważ brakuje końcowego raportu Mossos, jego późniejszej analizy, a także zweryfikowania materiałów elektronicznych zarekwirowanych Bartomeu i innym dyrektorom Barcelony 1 marca bieżącego roku. Po otrzymaniu raportu prokuratura będzie też chciała przesłuchać byłych dyrektorów i pracowników Blaugrany oraz firmy I3Ventures. Dlatego też cała sprawa się przeciąga.
Komentarze (12)