Ostatnie wydarzenia piłkarskie w Hiszpanii spowodowały, że konflikt pomiędzy LaLigą i RFEF stał się coraz większy. Dwie organizacje, które powinny wspierać się dla dobra futbolu w tym kraju, od lat nie mogą dojść do porozumienia w wielu kwestiach.
Po podpisaniu przez LaLigę kontrowersyjnej umowy z CVC, teraz przyszła kolej na podjęcie decyzji wobec Primera RFEF, trzeciego poziomu rozgrywkowego, który zastąpił ligę Segunda División B. Był to kolejny powód do starcia pomiędzy Luisem Rubialesem i Javierem Tebasem. Jako pierwszy uderzył prezes RFEF, który powiedział: "Dla zatwierdzenia porozumienia potrzebna była większość, ale nie oznacza to, że jest ono legalne. Jest to umowa historyczna, ale tylko dla CVC. Dla LaLigi jest to wstydliwe porozumienie".
Rubiales w czasie zeszłorocznego lockdownu również zaproponował swój własny projekt pomocy klubom LaLigi, ale nic z tego nie wyszło. Prezes RFEF stwierdził: "Wtedy mówiono, że 10-letnia umowa jest nielegalna, a teraz zatwierdzono kontrakt na 50 lat".
Konflikt pomiędzy RFEF i LaLigą objawiał się podczas wielu okazji: ustalaniu harmonogramu i formatu rozgrywek, propozycji meczów ligowych za granicą, nieudanego porozumienia z CSD jako mediatorem, Superpucharu w Arabii Saudyjskiej itp. W kwestii CVC, Rubiales opowiedział się po stronie Realu Madryt, Barcelony i Athleticu, a Tebas, który jest pomysłodawcą porozumienia, pozostał przy pozostałych 38 klubach głosujących "za".
Scysje pomiędzy Rubialesem i Tebasem trwają już od dziesięciu lat. Było to widoczne już wtedy, gdy obecny prezes RFEF bronił interesów Związku Zawodowych Piłkarzy, a także gdy objął stanowisko w federacji po aresztowaniu Ángela Marii Villara. Już wtedy prezes LaLigi stwierdził, że Rubiales "nie ma odpowiednich kompetencji".
Ostatni konflikt w kwestii klubów Primera RFEF pokazuje, że RFEF i LaLiga nie chcą odpuścić i dalej będą się ze sobą wspierać. Najbardziej traci na tym hiszpański futbol, który w trudnym momencie potrzebuje stabilizacji i współpracy, a nie wewnętrznych wojen.
Komentarze (7)