Emerson udzielił wywiadu dla Sportu i opowiedział o swoich pierwszych tygodniach w Barcelonie oraz o wyzwaniach, jakie sobie stawia. Zapowiedział, że będzie walczył o miejsce w składzie.
Jak twoje pierwsze tygodnie w Barcelonie?
Jestem zachwycony. To zaszczyt być tutaj. Miasto jest piękne i inne, podobne do miast w moim kraju. Ma plażę i jest gorąco. Jestem bardzo zadowolony z moich pierwszych tygodni.
A jak w drużynie?
Też. Koledzy od początku bardzo mi pomagali. Poprawiam się z treningu na trening i adaptuję się do stylu Barçy, który nieco różni się od Betisu. Tutaj piłka krąży nieco szybciej, ale dobrze się dostosowuję i jestem szczęśliwy.
Jaka jest szatnia po odejściu Messiego?
Jest bardzo dobra, w Barcelonie jest wielu dobrych piłkarzy, którzy do tego są świetnymi osobami. Sprawiają, że czuję się jak w domu. Wszystko jest dla mnie łatwe.
Zawsze mówiłeś, że marzyłeś o grze u boku Messiego. Ostatecznie nie będzie to możliwe…
Szkoda, wszyscy chcieliśmy grać z najlepszym piłkarzem na świecie i w historii Barçy. Mamy jednak dobry zespół, teraz musimy być zjednoczeni, by osiągnąć nasze cele. Do tego oczywiście trzeba ciężko pracować.
Twój debiut miał miejsce w dniu pożegnania Leo. Co czułeś, gdy wyszedłeś na murawę w koszulce Barçy?
Nie da się tego opisać. Spełnienie marzenia jest niewiarygodne. Trzeba to przeżyć, by to zrozumieć. W dniu meczu o Puchar Gampera byłem bardzo szczęśliwy. Chcę pracować, by rozegrać wiele meczów w tej koszulce.
Kiedy byłeś w Betisie, zapewniałeś, że twoim głównym celem była gra w Barcelonie. Te wypowiedzi wywołały polemikę w Sewilli, niektórzy kibice tego nie zrozumieli, ale pokazały też, że jesteś ambitny.
Oczywiście. Zawsze mówiłem prawdę, szanowałem Betis, pracowałem, by pomóc klubowi, ale nie mogłem kłamać. Zawsze chciałem grać w Barcelonie i to było moim głównym celem. Po zakończeniu kontraktu mówiono mi o innych klubach, ale ja nie słuchałem. Chciałem tu być i cieszę się, że mi się to udało.
Jak byś siebie opisał?
Jestem silny fizycznie, rywalizuję i staram się robić wszystko tak, jak trzeba. Nie boję się popełniać błędów, myślę tylko o mojej pracy i o poprawianiu się. Nie lubię mówić o tym, co chcę osiągnąć, ani obiecywać czegoś. Są rzeczy, które chce zrobić, ale nie mówię o nich nikomu, ponieważ muszę pracować sam ze sobą. Lubię się motywować, by być coraz lepszym.
A jaki jesteś jako osoba?
Jestem szczęśliwy, wesoły, zawsze żartuję. Tutaj jeszcze nie za wiele, ponieważ nie znam zbyt dobrze kolegów, ale powoli się rozluźniam. [śmiech]
Kto najwięcej żartuje w szatni?
Piqué i Jordi Alba.
Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że nie lubisz nudnych ludzi i że w twoim domu non stop słychać śmiech. Myślisz, że Barça jako klub może odzyskać uśmiech i zostawić za sobą trudne chwile? Postarasz się zarazić kibiców swoim nastawieniem i filozofią?
Uważam, że życie takie jest, a my musimy być szczęśliwi. Nie można być w Barcelonie i być smutnym. Ludzie poza klubem nie wiedzą zbytnio, co dzieje się wewnątrz. Piłkarze są radośni, to świetni ludzie. Zawsze pomogę pod tym względem, lubię taką atmosferę. Ważne jest, by zawodnicy się uśmiechali, to pomaga w tym, by wszystko szło dobrze.
Przydomek Royal masz jednak dlatego, że dużo płakałeś.
[śmiech] Tak. Nadała mi go ciocia, która zawsze opowiadała, że płakałem i mocno otwierałem usta. Na początku wkurzało mnie to przezwisko, ale potem przyzwyczaiłem się, że mnie tak nazywała. To normalne, że dzieci płaczą, choć przyznaję, że kiedy byłem starszy, też robiłem to za często.
W Betisie miałeś pewne miejsce w pierwszym składzie, a w Barcelonie musisz walczyć o minuty. Jak poradzić sobie z taką zmianą?
To normalne. Kiedy zmieniasz drużynę, musisz dostosować się do nowego miejsca. Betis to świetna ekipa, ale przyszedłem do jednego z najlepszych klubów na świecie. Ważne jest, by dobrze poznać kolegów i pracować. Wiem, że dostanę minuty, bo będę walczył o nie. Nie spieszę się. Wysilę się, by rozegrać w Barcelonie wiele meczów.
O co prosi cię Koeman na treningach?
O codzienne poprawianie się, wykorzystywanie moich zalet i pracę nad słabymi stronami. Nalega też, bym był sobą i skupił się na robieniu tego, co najlepiej mi wychodzi.
Z kim najlepiej dogadujesz się w szatni?
Oczywiście rozmawiam ze wszystkimi. Dobrze dogaduję się z Coutinho i Neto, bo mówią po portugalsku, oraz z Araujo.
Jakie są twoje relacje z Sergiño Destem? Barça oczekuje między wami zdrowej rywalizacji, dzięki której obaj będziecie lepsi.
Są bardzo dobre, nie mamy ze sobą żadnego problemu. To świetny facet, rozmawiam z nim niemal codziennie, żartujemy. To fantastyczny piłkarz o dużych umiejętnościach.
Jesteś najnowszym piłkarzem sprowadzonym w poszukiwaniu „nowego Daniego Alvesa”. Porównania nigdy nie są dobre, a czas pokaże, czy zajmiesz jego miejsce, ale gdybyś miał wybrać jedną jego cechę, co by to było?
Najbardziej lubię charakter Alvesa. On bardzo lubi rywalizację, zawsze chce wygrywać. Też taki jestem, dzięki temu tu dotarłem. Chcę walczyć o tytuły.
Jakie cele indywidualne i zespołowe stawiasz sobie na ten sezon?
Teraz, bez Leo, zaczyna się nowy etap. Musimy robić wszystko dobrze i walczyć trofea. Indywidualnie chcę rozegrać jak najwięcej minut w Barcelonie i w reprezentacji.
Twój rozwój od momentu przybycia do Hiszpanii jest ewidentny. Wciąż jesteś ofensywnie usposobionym bocznym obrońcą, ale poprawiłeś się pod względem defensywnym i taktycznym. Co jeszcze możesz poprawić?
W Betisie grałem długie piłki i miałem dużo miejsca. Z Rubim miałem dla siebie całą prawą stronę i dużą swobodę ruchów. W Barcelonie musze poruszać się na nieco mniejszej przestrzeni i współpracować przy wyprowadzaniu piłki. Muszę się do tego przyzwyczaić, ale powoli będę to szlifował.
Styl Barçy jest specyficzny.
Lubię taką piłkę – posiadanie piłki, pressing, intensywne bieganie… Podoba mi się taki styl, pasuje do mojej gry. Niewielu piłkarzy lubi biegać za piłką, nie mogąc jej przejąć.
Co zapamiętasz z etapu w Betisie?
Zyskałem tam pewność siebie. Przyszedłem z Brazylii, z zupełnie innej piłki i musiałem szybko zaadaptować się, bo zespół pilnie potrzebował bocznego obrońcy. Musiałem nauczyć się hiszpańskiego, by zrozumieć, co mówili do mnie koledzy i trener. Zapamiętam, jak trudne było to wyzwanie i czego nauczyłem się jako człowiek i jako piłkarze. W Sewilli dobrze się żyje, to podobne miasto do Barcelony. Nieco mniejsze, ale bardzo mi się podobało.
Płynnie mówisz po hiszpańsku.
[śmiech] Dziękuję. Teraz muszę nauczyć się nieco katalońskiego, ale jest dużo trudniejszy.
Twoja „przesiadka” podczas lotu z Brazylii do Barcelony była pozytywna?
Oczywiście. Mamy duży dług wobec Betisu. Częściowo jestem, jaki jestem, dzięki temu klubowi, ale przede wszystkim dzięki wszystkim piłkarzom, trenerom i pracownikom, których tam spotkałem. Wszyscy bardzo mi pomogli i mogę wypowiadać się o nich tylko pozytywnie.
Jest jedno zdjęcie, na którym wraz z Mandim siedzisz na murawie Benito Villamarín po waszym ostatnim meczu. Co sobie wtedy powiedzieliście?
Nasz zawód jest trudny. Zaczynasz w jednej drużynie, zakochujesz się w niej, budujesz rodzinę, poznajesz niesamowitych ludzi… To sprawia, że odejście jest trudne. Wtedy powiedzieliśmy, że odchodzimy w dobry sposób – wszystko dobrze zrobiliśmy i daliśmy z siebie wszystko. Nadszedł moment, by odejść.
Komentarze (13)