Pep Boada spędził w Barcelonie 17 lat, pracując w dziale skautingu, a teraz jest dyrektorem sportowym Granady, która zmierzy się z jego byłym klubem. W wywiadzie dla Mundo Deportivo ujawnił on, że Barça była bliska sprowadzenia takich zawodników jak Vinicius, Rodrygo czy Havertz, ocenił przyszłość Blaugrany i wypowiedział się na temat dzisiejszego starcia.
Mundo Deportivo: Odwiedzacie dziś Barcelonę. To twój mecz?
Pep Boada: Tak, to jeden z tych zaznaczonych w kalendarzu. Jestem podekscytowany przybyciem tu po tym wszystkim, co przeżyłem. To będzie wyjątkowe spotkanie.
Pierwszy etap w roli dyrektora sportowego w elicie. Jak do tego doszło?
Miałem roczną przerwę. Granada szukała osoby, która byłaby związana z futbolem młodzieżowym i znała rynek. Pasował jej mój profil. Jestem zachwycony tym zaufaniem.
Przeżyłeś swoje pierwsze okienko transferowe.
Nie jest łatwo. Teraz rozumiem, że gdy podejmuje się decyzje, trzeba być ich bardzo pewnym i wierzyć w członków swojego zespołu. To, co mi się najbardziej podobało, to całościowa dobra praca klubu, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Kiedy nie mogliśmy osiągnąć porozumienia ze względu na pieniądze, potrafiliśmy wymyślić coś nowego. Jestem bardzo zadowolony, ponieważ wiele z opcji, jakie zostały zrealizowane, były naszymi pierwszymi.
Twój trener był w Barcelonie. Czego oczekujesz od Roberta Moreno?
Proszę go, żeby kierował się swoim charakterem, chęciami i zdolnościami zawodowymi. Z tą mentalnością polegającą na tym, żeby wszyscy tworzyli drużynę, z pewnością pociągniemy projekt do przodu. Stworzyliśmy najbardziej konkurencyjny zespół, jaki mogliśmy, a on ma ambitną i chętną do pracy grupę.
Przyjeżdżacie tu jednak z dwoma punktami na dwanaście, na pojedynek ze zranioną Barceloną. To zły moment na odwiedzenie Camp Nou?
Nigdy nie wiadomo. Jeśli patrzysz na statystyki, trudno, żeby Barça przegrała dwa mecze z rzędu, ale to długi wyścig i musimy przyspieszać. Staraliśmy się skonstruować dobry samochód, lecz widzimy już, jak wyrównana jest ta liga. Musimy iść dalej i patrzeć wprzód, mając zaufanie do naszych ludzi. Powrót kibiców na trybuny nam pomoże. W każdym meczu trzeba walczyć na śmierć i życie.
Jakiego spotkania się spodziewasz?
Wściekłej Barcelony, próbującej zmienić tę sytuację, chociaż my też nie zamierzamy być tylko statystami. Jedziemy na Camp Nou utrudnić życie rywalowi.
Luis Suárez ma dobrą passę.
Znałem go wcześniej, ponieważ obserwowaliśmy go w Barcelonie. Zawsze wyróżniał się w młodzieżowych zespołach Kolumbii. Jest bardzo silny, rozciąga drużynę, jest waleczny. Wiele nam daje i ma przed sobą wspaniałą przyszłość.
Skoro mowa o przyszłości, jak oceniasz Barcelonę?
Barça wróci do bycia punktem odniesienia. Potrzebuje piłkarzy robiących różnicę, ale w najlepszych momentach w historii jej podstawą zawsze byli wychowankowie. Nie może stracić tej tożsamości. Teraz jest dobre pokolenie młodych graczy. Trzeba obdarzyć ich zaufaniem i być odważnym. Trzeba jednak też uważać i pozyskiwać dobrych młodych zawodników, im wcześniej, tym lepiej, aby przesiąkali tym, czym jest Barca, jej modelem i tożsamością.
Sprowadzałeś niektórych z tych młodych graczy.
Czasem skupia się na jednej osobie, ale ja nadaję duże znaczenie ludziom z okolicy, spoza Katalonii, gdzie rywalizujesz z innymi klubami, jak w przypadkach Nico, Gaviego, Ansu... Albo też swego czasu Icardiego czy Munira, którzy dotarli do elity.
I tych, którzy wciąż są na drodze ku temu.
Byliśmy blisko sprowadzenia zawodników, którzy teraz są bardzo znaczący. Havertz, Gravenberch, Bellingham… Mieliśmy raporty w swoim czasie, kiedy nie byli na szczycie. Praca i informacje działu były na bardzo dobrym poziomie.
Byliście też blisko sprowadzenia Viniciusa i Rodrygo?
Tak. Viniciusa znaliśmy od turnieju U-15 w Kolumbii. Był bardzo blisko Barcelony, bliżej niż Madrytu, ale agenci mimo zaangażowania z Barceloną przyjęli więcej pieniędzy z Realu, który mocno na niego postawił. Potem pojawiła się opcja z Rodrygo i była to praktycznie kopia tej sytuacji.
Komentarze (11)