Selekcjoner reprezentacji Belgii Roberto Martínez w wywiadzie dla dziennika AS wypowiedział się m.in. na temat pogłosek łączących go z Barceloną, swojego podejścia taktycznego i czerpania z filozofii Johana Cruyffa.
AS: Pytanie za milion dolarów – trzech stoperów czy linia z czterech defensorów?
Martínez: To zależy. Powiedziałbym, że to, co najlepiej pasuje do twoich zawodników. W moim pierwszym meczu w reprezentacji Belgii była linia czterech obrońców w spotkaniu towarzyskim z Hiszpanią i nie zaprezentowaliśmy odpowiedniego poziomu. Przeprowadziliśmy wewnętrzną dyskusję. Mieliśmy czterech spektakularnych stoperów i brakowało nam bocznych obrońców. Więc, żeby wzmocnić naszych graczy, postawiliśmy na 3-4-3 i od tego czasu było ono dla nas naprawdę dobre.
Jednak dwa lata później w meczu z Brazylią na mundialu wróciłeś do czwórki obrońców i rozegraliście historyczne spotkanie dla belgijskiego futbolu.
Trzeba być elastycznym. Filozofia drużyny się nie zmienia, tylko zmienia się strategię. Nieważne, czy grasz tym, czy innym schematem. Mierzenie się z Brazylią i bycie faworytem to też nie to samo. W każdym razie ważne jest bycie wiernym stylowi, a nie schematowi. Ten z trójką stoperów zacząłem stosować w 2009 roku w Wigan. Byliśmy jedyną drużyną w Premier League, która grała w tym ustawieniu! Teraz w ciągu ostatnich czterech czy pięciu sezonów widać tendencję do używania go. Jestem przekonany, że znowu się to zmieni. Takie są trendy. Dlatego nie wierzę w wykorzystywanie graczy zgodnie ze schematem, tylko schematu zgodnie z zawodnikami.
Jakie były twoje punkty odniesienia w roli trenera?
Pierwszy, uderzający, Johan Cruyff. Spowodował drastyczną zmianę. Wprowadził koncepcje, których wcześniej nie widziano. Wpłynął na futbol w taki sposób, w jaki nikt inny tego nie zrobił. Jest wiele postaci, które wpłynęły na jakiś nurt czy sektor, ale on wpłynął na wszystkich: tych, którzy podążali za nim i tych, którzy próbowali mu się przeciwstawić. Była wielka siła w tej grze, w bronieniu piłką, w zagraniach z przewagą liczebną, w jakości technicznej zawodnika… Wprowadził coś, co bardzo na mnie wpłynęło. A inni trenerzy zawsze mnie fascynowali ze względu na moment lub miejsca, w których się wyróżniali: Toshack, Maturana, Sacchi…
Jako cruyffiście pochlebia ci, że Barça o tobie myśli?
Słuchaj… nie było mnie tam przez wiele lat. Nie ma zbyt wielu kibiców, którzy wiedzą o mojej karierze ani że byłem przez siedem kolejnych lat w Premier League. Nawet mnie to bawi. Myślę, że zmiana nastąpiła podczas mundialu w 2018 roku. Mieliśmy sympatię hiszpańskich kibiców, od razu to zauważyłem. Dla mnie to była wielka radość. Jako trenerzy zawsze pojawiamy się w plotkach. Kiedy drużyna wygrywa, marzysz o innych projektach, a gdy przegrywa, jesteś na granicy zwolnienia. Przyzwyczajasz się do tego i żyjesz poza tym wszystkim.
Pójście teraz do Barcelony to byłaby szansa czy niebezpieczeństwo?
Tak naprawdę to nie zastanawiałem się nad tym. Od półtora roku myślę o Lidze Narodów i to mnie teraz zajmuje. Moja opinia byłaby dość niespójna.
Jak przeżyłeś odejście Messiego z Barcelony i inne wielkie transfery?
Jak kolejny kibic. Sytuacja Covid wpłynęła na kluby, a temat Superligi pomógł, żeby latem wszystko było bardziej anormalne. Zazwyczaj elitarny futbol ma swoje konsekwencje i wszystko przebiega dość spokojnie, ale doświadczyliśmy rzeczy, których z pewnością byśmy nie zobaczyli bez pandemii.
Komentarze (6)