Trzy szybkie ciosy posłały Barcelonę na deski i otrzeźwiły wielu optymistów. Xavi zespołu w dwa tygodnie nie odmienił, a Gavi nie stał się w miesiąc Modriciem. Rzeczywistość znów zadrwiła z marzeń nadziei wszystkich sympatyków klubu ze stolicy Katalonii. Nie pamiętam, by Barça była tak daleko od europejskiej czołówki.
Porażka jest wkalkulowana w ten sport i nie warto przesadnie długo rozpamiętywać każdą klęskę. Szybko nadchodzi kolejny mecz oraz kolejna szansa na zmazanie plamy i zmianę dynamiki. Nauka wymaga jednak wyciągania wniosków, a po takich spotkaniach jak potyczki z Bayernem czy Benficą w Lidze Mistrzów w tym sezonie nasuwają się one same. Formuła nie tyle się wyczerpała, co bardzo kiepsko zestarzała. Nikt w Barcelonie cofać czasu raczej nie potrafi, zatem trzeba pogodzić się z rzeczywistością i rozpocząć pracę, by za rok wyglądała ona korzystniej niż teraz. A o to z wielu względów nie powinno być aż tak trudno. Przy czym „lepiej” wcale nie oznacza „dobrze”.
Już tam byliśmy 21 lat temu?
Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. Lorenzo Serra Ferrer odpadł już w fazie grupowej Ligi Mistrzów, ale Barcelona ograła wtedy Leeds 4:0, o jedną bramkę więcej aplikując Beşiktaşowi. Owszem, w efekcie zakończyła rywalizację w tych rozgrywkach z dorobkiem ośmiu punktów i 13 zdobytych bramek, nie potrafiąc wygrać z Milanem. Wciąż była to jednak Barcelona, która rywali dominowała i walczyła do końca. Pozwoliło to też zamieszać w Pucharze UEFA, w którym na etapie półfinału Blaugrana przegrała w dwumeczu zaledwie jednym golem z Liverpoolem. Rivaldo zakończył sezon z 31 golami, z kolei Kluivert dołożył 22 trafienia. Ponadto łącznie 20 bramek zapisali na wspólnym koncie Marc Overmars i Luis Enrique.
W lidze również nie było kolorowo, jednak zespołowi prowadzonemu już przez Carlesa Rexacha udało się rzutem na taśmę wskoczyć do najlepszej czwórki i zapewnić sobie udział w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Warto też dokładniej przyjrzeć się wynikom tamtej Barcelony. Zdystansowana przez Real w walce o mistrzostwo Blaugrana zdołała w tamtym okresie wygrać z Królewskimi na Camp Nou i wywieźć punkt z Santiago Bernabéu. U siebie była zresztą piekielnie groźna, ponosząc tylko trzy porażki. W 38 meczach ligowych tylko raz rywalom udało się pokonać Barçę więcej niż jednym golem i choć było to bolesne 0:6 na wyjeździe z Realem Sociedad, to jedna wpadka zawsze może się przytrafić. Tamta ekipa potrafiła rywalizować, dzisiejsza z przeciwnikami ze ścisłej czołówki tylko odbiera naukę na przyszłość. Bądźmy tego świadomi, kiedy zaczniemy szukać rozwiązań. Bilans bramkowy 2 do 9 w Lidze Mistrzów nie wziął się znikąd.
Koeman obrał zły kurs, Xavi jeszcze go nie zmienił
Nieuczciwym uproszczeniem jest zrzucanie winy na Ronalda Koemana, podobnie jak szukanie przyczyn w jakości kadry. Holender oczywiście popełnił wiele błędów, ale nigdy nie ukrywał, że planuje z perspektywą dalszą niż ta akceptowalna dla przeciętnego kibica. Dużo większym problemem był brak zaufania do Koemana, który blokował działania w wielu sferach. Gdyby to od Ronalda zależało, czy służby medyczne pozostają w obecnym kształcie, to być może Xavi nie musiałby zwalniać niemal całego sztabu. Zaufania jednak nie było i w mętnej atmosferze Barcelona z tym sternikiem zapłynęła zbyt daleko. Kiedy zespół objął Xavi, uniknięcie konsekwencji w postaci odpadnięcia z Ligi Mistrzów było już praktycznie niemożliwe. Nawet przy wcześniejszej zmianie warty - ogranie Benfiki byłoby niezwykle trudne.
Zmiana trenera sama w sobie może dać Klubowi bardzo dużo, natomiast największą korzyścią jest właśnie odbudowa jedności w ekipie. Xavi ma zaufanie Laporty, a zawodnicy również skorzystają na tym, że konflikt ponad nimi wyparował. Jasno określone kryteria pozwolą też na dokonywanie radykalnych zmian kadrowych bez wywoływania niezdrowej atmosfery w zespole. Operacyjnie Barcelona na pewno odzyska sprawność, której pod wodzą Ronalda Koemana nie miała prawa już posiadać. Nie miejmy jednak złudzeń, że przy tak niezrównoważonej zwłaszcza pod kątem doświadczenia i ogrania kadrze zespół szybko zyska powtarzalność. Na zmianę kursu trzeba będzie poczekać i wcale nie jest powiedziane, że nawet optymalne wykorzystanie posiadanego potencjału pozwoli na rywalizację z najlepszymi w kolejnych sezonach.
Duet Xavi - Alemany nadzieją na lepsze jutro
Doświadczony prezes dobiera sobie zaufanych ludzi i pozwala im działać. Za projekt sportowy przede wszystkim odpowiada dwójka, która pod kątem doświadczenia znajduje się na przeciwnych biegunach. Mateu Alemany wykonał wspaniałą pracę zarówno w Realu Mallorca jak i w Valencii. Jest jednym z dwóch najbardziej cenionych dyrektorów sportowych w Hiszpanii i bez wątpienia ma niezbędne doświadczenie, by zarządzać w kryzysie pod ogromną presją. Praca w takiej atmosferze nie jest co prawda żadnym novum też dla Xaviego, ale perspektywę i zakres działań w roli zawodnika miał zupełnie inne. Jako trener z podobnymi problemami jeszcze się nie mierzył i na pewno popełni wiele błędów. Duża autonomia i wsparcie tak doświadczonego dyrektora może jednak przynieść efekty, których wszyscy oczekujemy.
Bezpośrednio po meczu Thomas Müller powiedział, że Barcelona ma świetnych technicznie zawodników, ale nie jest w stanie rywalizować na najwyższej intensywności. Diagnoza tyleż przykra, co dobrze nam znana i prawdziwa. Rozwiązaniem nie jest jednak sprowadzenie silniejszych fizycznie zawodników i wzmocnienie w ten sposób wyjściowej jedenastki, ale takie przygotowanie zespołu i ustawienie taktyczne, by wykorzystać atuty obecnie posiadanych zawodników. Nico, Gavi, Depay, Frenkie de Jong czy Araujo to piłkarze przygotowani do wysiłku fizycznego. Fati, Pedri także dużo pracują na boisku, a braki kadrowe są dobrze znane i być może już zimowe okienko przyniesie pewną poprawę.
Do sukcesu nie da się dotrzeć skrótem
W piłce nożnej tylko zmiany zawodników w trakcie meczu potrafią przynieść natychmiastowy efekt. Na efekty pracy trenera z zespołem trzeba poczekać trochę dłużej, tym bardziej przy młodej i niedoświadczonej kadrze. Dla nastoletniego czy dwudziestoletniego piłkarza rok pracy z trenerem znaczy dużo więcej, niż w przypadku ogranego reprezentanta z kilkoma kryzysami w życiorysie. Z kolei doświadczenie z poprzednich klubów pozawala weteranom szybciej zrozumieć oczekiwania nowego szkoleniowca. Przywoływanie Tuchela jest szczególnie dobrym przykładem. Kiedy Niemiec przychodził do Chelsea, miał w kadrze 20 piłkarzy przynajmniej 24-letnich z minutami na boisku. Obecnie ma takich graczy w kadrze już 17. Jednocześnie zawodnicy poniżej 21. roku życia rozegrali w lidze w tym sezonie u Tuchela łącznie okrągłe zero minut. Barcelona ma 14 piłkarzy przynajmniej 24-letnich z minutami w tym sezonie, w tym niezdolnych do gry Agüero, Roberto i Braithwaite’a, dopiero powracającego do gry Dembélé, fatalnego Luuka de Jonga i dwóch bramkarzy. Z kolei 10 zawodników U-21 rozegrało już w samej lidze 4264 minuty. Wnioski? Niech każdy wyciągnie własne.
Xavi ma teraz czas na budowanie zespołu. Krótkoterminowe cele już wyparowały. Trauma Ligi Mistrzów za kilka tygodni stanie się mglistym wspomnieniem i tylko od pracy wykonywanej w Klubie zależy, czy na Camp Nou hymn najważniejszych rozgrywek w Europie zacznie znów wywoływać pozytywne emocje. W trwającym sezonie niektórych błędów już nie da się naprawić. Kadrę czeka co najwyżej skromny retusz, przygotowanie fizyczne zawodników, rozgrywając mecz co trzy dni jest w zasadzie niemożliwe, a kolejne 400 minut na boiskach LaLigi nie uczyni z 18-latka „profesora futbolu”. Nie oczekujmy zbyt dużo. Wystarczy, że z tych zgliszczy wyłoni się spójny projekt, w który wszyscy uwierzymy. Nawet jeśli owoce przyniesie za dwa czy trzy lata.
Komentarze (68)