Joan Capdevila grał z Xavim w reprezentacji Hiszpanii, a na poziomie klubowym przez kilka lat występował w Espanyolu, lokalnym rywalu Barcelony. Po zakończeniu kariery dołączył do departamentu relacji instytucjonalnych Papużek, a teraz udzielił wywiadu dziennikowi Sport przed niedzielnymi derbami.
Jakie znaczenie mają derby dla piłkarza Espanyolu?
Ogromne, to „nasze” derby. To nie jest normalny mecz. Zawsze chcemy wygrać i dajemy z siebie więcej, by to osiągnąć. W grze jest więcej niż trzy punkty. Jeśli wygramy, damy radość kibicom… To nie ma ceny.
Jak się przygotowuje do takiego spotkania?
Już w trakcie tygodnia widać, że to inny mecz. W prasie pojawia się więcej doniesień, przygotowania są bardziej szczegółowe, a koncentracja większa. Trzeba być gotowym na 100%. Barcelona to bardzo trudny rywal, wymagania są maksymalne.
Jak ważne jest posiadanie piłkarzy z doświadczeniem w tego typu meczach?
Wszyscy członkowie kadry są ważni, szczególnie w derbach. Każdy musi dać coś od siebie. Tak samo kibice, gra na własnym stadionie będzie decydująca. Pojawią się chwile cierpienia i wtedy będziemy potrzebować naszych fanów, by wyjść z kłopotów. Weterani muszą doradzać młodym. Kiedy grałem w moich pierwszych derbach, byłem wdzięczny Pochettino i Nando za sugestie. Rady doświadczonych graczy zawsze są mile widziane.
Z Espanyolem ci się to nie udało, ale w barwach Deportivo i Villarrealu pokonywałeś Barcelonę. Jak tego dokonać?
Najważniejsze to być przekonanym, że jest się w stanie to zrobić. Trzeba w siebie wierzyć. Poza tym musimy rozegrać kompletny mecz, nie można opuścić gardy w żadnym momencie. To bardzo trudne spotkania zarówno w obronie, jak i w ataku.
Martwi cię obecna dynamika Espanyolu?
Nie zaczęliśmy najlepiej 2022 roku. Jesteśmy w dołku, ale to normalne, każda drużyna miewa złe passy. Trzeba ją przerwać i jak najszybciej odwrócić sytuację, ale też nie szaleć. Jestem przekonany, że praca przyniesie rezultaty. Derby mogą być dobrą okazją, by wrócić do wygrywania i odzyskać wiarę w siebie.
Waszym celem jest utrzymanie?
Nie możemy zapominać, skąd startujemy. Primera División jest wyrównana, jednym z pierwszych celów musi być utrzymanie. Tego chce 10-12 drużyn. Jeśli uda nam się więcej, tym lepiej. Musimy być ambitni i stawiać sobie wymagania.
W kategoriach młodzieżowych miałeś szansę spróbować swoich sił w Barcelonie. Dlaczego do tego nie doszło?
José Manuel Casanova, ówczesny koordynator szkółki w Espanyolu, zaoferował mi trzyletni kontakt. Byłem socio i kiedy do mnie zadzwoniono, nie wahałem się.
Zawsze podkreślałeś, że piłkarz musi wiedzieć, gdzie leży jego granica.
Stosowanie tej maksymy pomagało mi w grze. Zawsze grałem bardziej głową niż nogami. Wiedziałem, jakie były moje wady i zalety, znałem swoje ograniczenia i byłem inteligentny. Myślałem o tym, co mogłem zrobić, by pomóc zespołowi, co powinno być celem każdego zawodnika. Starałem się też, by nie było za bardzo widać moich wad.
Wraz z Xavim, Xabim Alonso, Víctorem Valdésem brałeś udział w kursie trenerskim. Jaki był Xavi na zajęciach?
Jak wszyscy. Chcieliśmy się uczyć, to była świetna grupa. Nauczyłem Xaviego wszystkiego, co wie. [śmiech]
W trakcie jego kariery piłkarskiej widać już było, że kiedyś zostanie trenerem?
Tak, oczywiście. To było jego przeznaczenie, tak samo jak w przypadku Xabiego Alonso. Nie jest łatwo być dobrym szkoleniowcem, ale to było ich powołanie. Oni byli piłkarzami-trenerami, kontrolowali wszystko, rządzili na boisku. Byli inteligentni. Na szczęście w Hiszpanii mamy najlepszych trenerów.
Jak oceniasz jego pierwsze kroki na Camp Nou?
Nie wiem. Jest bardzo wcześnie i nie chcę wyciągać wniosków. Ja pracuję w Espanyolu i na tym się skupiam. Przygotowujemy się do derbów z radością i chęcią zdobycia trzech punktów.
Komentarze (3)