Ostatnie wielkie wyzwanie Lorenzo Insigne

Łukasz Lewtak

17 lutego 2022, 15:00

Sport

7 komentarzy

Fot. Getty Images

Przed pierwszym spotkaniem Barcelony z Napoli w 1/16 finału Ligi Europy kataloński Sport przybliża swoim czytelnikom postać Lorenzo Insigne, dla którego dwumecz z Blaugraną będzie ostatnim wielkim wyzwaniem w barwach klubu z południa Włoch.

Lorenzo Insigne nosi Maradonę na swojej skórze. Dosłownie. - Od pierwszego dnia, kiedy przybyłeś do naszego ukochanego Neapolu, stałeś się prawdziwym neapolitańczykiem. Oddałeś wszystko za swój naród, broniłeś tej ziemi, kochałeś ją. Dałeś nam radość, uśmiech, trofea, miłość - napisał kilka godzin po śmierci Maradony kapitan Napoli Lorenzo Insigne. A kilka dni później postanowił, że wizerunek wielkiego neapolitańskiego idola na zawsze odciśnie się na jego skórze - ogromny tatuaż przedstawiający twarz Maradony krzyczącego po strzeleniu gola zdobi lewe udo Insigne, najbardziej neapolitańskiego z neapolitańczyków w Napoli, kapitana drużyny, przed którym ostatnia misja przed rozpoczęciem nowej przygody w Toronto.

Insigne lepiej niż jakikolwiek inny zawodnik Napoli oddaje istotę Neapolu. Lorenzo urodził się we Frattamaggiore, na obrzeżach Neapolu, i nadal tam mieszka. Wychował się w skromnej rodzinie. Jego ojciec, jak wielu Włochów z południa, pracował na północy i wracał do domu co dwa tygodnie. Kiedy stracił pracę, rodziny nie było stać na opłacenie składek Olimpii Sant'Arpino, pierwszego klubu ośmioletniego wówczas Lorenza. Talent chłopca sprawił, że klub odpuścił mu opłaty.

Lorenzo lubił bawić się na ulicy bardziej niż w szkole, ale w pewnym momencie ojciec go ostrzegł. - Powiedział mi: "jeśli nie chcesz iść do szkoły, idziesz do pracy, nie będziesz siedzieć w domu cały dzień i nic nie robić". Poszedłem do mojego kuzyna, który miał stragan na rynku, i pracowałem u niego za 50 euro tygodniowo. Wstawałem o 6 rano, a po południu szedłem na trening, to były niekończące się dni. Byłem tak zmęczony, że czasami zasypiałem w szatni, a trener przychodził i budził mnie. W dniu, w którym podpisałem swój pierwszy kontrakt z Napoli, opuściłem pchli targ - wyznał Insigne w wywiadzie dla El País.

Duma południa, odrzucony na północy

Insigne przeszedł przez młodzieżowe zespoły Napoli, ale wcześniej próbował swoich sił w młodzieżowych drużynach Torino i Interu. W obu został odrzucony. Powiedziano mu, że jest dobry, ale za niski. Nadal jest niski (1,63 m), ale jego talent i umiejętność zdobywania bramek nie podlegają już wątpliwości. Zeszłego lata został mistrzem Europy z Włochami po finale na Wembley.

Już w młodzieżowych drużynach Napoli (gdy podpisywał swój pierwszy kontrakt, dostawał 1500 euro miesięcznie i prosił ojca, by przestał pracować) Insigne musiał sam kształtować swoją karierę.

Problemy rodzinne podczas wypożyczeń

Po debiucie w pierwszej drużynie w styczniu 2010 roku był wypożyczany do Cavese, Foggii i Pescary, gdzie grał w Serie B. Wyjazd do Pescary okazał się problematyczny: rodzina Genoveffy Darone (jego ówczesnej dziewczyny, obecnie żony) nie pozwoliła jej na przeprowadzkę z nim, a Lorenzo ciężko pracował, by jak najszybciej wrócić do Neapolu i się z nią ożenić.

Wrócił w 2012 roku, już na stałe. Rok później dołączył do niego jego młodszy brat, Roberto, którego kariera była skromniejsza i który obecnie gra w Benevento.

Insigne urodził się trzy miesiące po ostatnim meczu Maradony dla Napoli. Dlatego nie widział, jak gra legendarny Diego (jego idolem był Del Piero). Odziedziczył jednak całą mitologię "10", przekazaną mu przez ojca Carmine. I los sprawił, że pierwszy gol Napoli po śmierci Maradony był autorstwa Insigne.

Imponujące statystyki

W styczniu tego roku Insigne zdobył 115. bramkę jako zawodnik Napoli i zrównał się tym samym z Maradoną. Już teraz jest na równi z Argentyńczykiem trzecim najlepszym strzelcem w historii klubu, za Mertensem i Hamsikiem.

Jak na dobrego neapolitańczyka przystało, sprawia wrażenie, że wszystko wokół niego jest intensywne i pełne pasji, również jego odejście z klubu, ogłoszone z półrocznym wyprzedzeniem i otoczone kontrowersjami, gdyż prezydent De Laurentiis zaproponował mu bardzo słabe warunki przedłużenia umowy (obniżka z 5 mln rocznie do 3,5), a Lorenzo tego nie zaakceptował. Insigne nie brał pod uwagę gry dla innego włoskiego zespołu, dlatego przyjął ofertę z MLS, gdzie zaproponowano mu sześcioletni kontrakt z pensją 11 milionów za sezon.

Zdenerwowani tifosi

Tifosi nie byli zadowoleni, że Insigne pojechał do Rzymu, aby podpisać kontrakt z Toronto, na 48 godzin przed meczem z Juventusem. Niektórzy nawoływali, aby pozostawić go na trybunach do końca sezonu, ale Insigne jest zbyt ważny, aby pominąć go w tak wymagającym sezonie.

Chłopiec, który niegdyś wstawał bardzo wcześnie, by pójść na rynek, jest teraz wzorcowym graczem i zmierzy się z Barçą, by wypełnić swoją ostatnią misję w barwach Napoli - zdobyć tytuł, być może Ligę Europy, którą kiedyś wygrał Maradona. A później przeleci ocean i przeniesie się do MLS.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze