Barcelona jest już bardzo blisko sprowadzenia za darmo Francka Kessiego z Milanu oraz Christensena z Chelsea, a nie milkną spekulacje na temat podobnego kierunku w przypadku Césara Azpilicuety. Jak prezentują się potencjalne nowe nabytki Blaugrany i czego można od nich oczekiwać? Zapytaliśmy o opinię Redaktorów polskich serwisów ChelseaPoland.com oraz ACMilan.com.pl.
Sprowadzenie z Chelsea dwójki obrońców z już wyrobioną marką i sporym doświadczeniem bez opłacania kwoty odstępnego wydaje się znakomitym posunięciem. Christensen u Thomasa Tuchela bardzo się rozwinął, a Azpilicueta może być znakomitym uzupełnieniem kadry budowanej przez Xaviego. Duńczyk pomimo decyzji o niepodpisaniu nowego kontraktu wciąż jest jednym z 10 najwięcej grających w tym sezonie zawodników The Blues (1894 minuty), a doświadczony hiszpański obrońca może liczyć nawet na silniejszą pozycję w ekipie Niemca (rozegrał 2357 minut).
Okazje, których nie można przepuścić
Bardzo dobrą opinię o potencjalnych wzmocnieniach Barcelony ma Redaktor Naczelny ChelseaPoland.com, Jakub Karpiński:
Odejście Andréasa Christensena z punktu widzenia Chelsea będzie dużą stratą, bo mówimy o piłkarzu, który zdecydowanie miał papiery na stanowienie o solidności obrony The Blues przez długie lata. To defensor niebojący się pressingu, potrafiący dobrze i szybko rozgrywać, podawać poprzez linie przeciwnika, próbować rajdów środkiem boiska celem zdobycia terenu. Gdy wchodził do drużyny za kadencji Antonio Conte po udanych wypożyczeniach w Borussii Mönchengladbach, uchodził za obrońcę zdolnego, ale wciąż regularnie popełniającego kosztowne błędy – kibice Barcelony na pewno pamiętają, jak padł gol Leo Messiego na Stamford Bridge w ostatnim dwumeczu obu drużyn w Lidze Mistrzów.
Christensen okazał się jednak jednym z wygranych przyjścia na Stamford Bridge Thomasa Tuchela. Pod wodzą Niemca Duńczyk zrobił duży postęp, szczególnie jeśli mówimy o spokoju w grze – trzeba byłoby naprawdę dobrze przeszukać archiwa, żeby znaleźć jakieś znaczące błędy w jego wykonaniu w tym okresie. Jak na wychowanka, który do akademii w Cobham dołączył mając 15 lat, mówimy o bardzo dużym rozczarowaniu, jeśli chodzi o jego zachowanie w negocjacjach kontraktowych – werbalne porozumienie, wycofanie się z niego, zmiana agenta i chęć renegocjacji warunków od zera. Na pewno podpisałby się pod tym Thomas Tuchel, który najpierw odsunął go od pierwszego składu (były momenty, że Niemiec faworyzował Duńczyka kosztem nie byle kogo, bo Thiago Silvy), a potem publicznie wezwał do wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje i dołożenia starań, by negocjacje wreszcie zakończyły się jakimkolwiek rezultatem. Barcelona przeprowadza kapitalny transfer, bo bierze bez kwoty odstępnego stopera na lata, a Chelsea zalicza sporą sportową stratę i staje przed wizją wydania dużych pieniędzy na następcę – jak nie teraz, to za rok, gdy z klubu odejdzie Thiago Silva.
Mówiąc o Césarze Azpilicuecie możemy już teraz, bez zawahania, wymieniać go w jednym zdaniu z takimi nazwiskami jak John Terry, Didier Drogba czy Frank Lampard. Tak, to legenda Chelsea pełną gębą, i to taka z loży VIP. Mało kto się spodziewał, że budżetowe uzupełnienie składu z biegiem czasu zostanie niekwestionowaną postacią w mistrzowskich układankach Mourinho, Conte i Tuchela. Być może nie jest piłkarskim artystą, dla którego ludzie przychodzą na stadiony albo włączają telewizory, ale jeśli można opisać go dwoma słowami, to byłyby to „solidność” i „wszechstronność”. Potrafił być już prawym obrońcą, lewym obrońcą (pomimo że jest prawonożny), prawym środkowym stoperem, a także prawym i lewym wahadłowym. W skrócie – gdzie trzeba, tam zagra i wykona dobrą robotę, nawet jeśli bez fajerwerków i efektów specjalnych.
Najlepiej César wypada jako prawy środkowy stoper, mogąc w ataku pozycyjnym grać blisko osi boiska. Jego firmowym zagraniem są podkręcone, dochodzące wrzutki lub piłki za obrońców ze środkowej strefy – tacy napastnicy jak Álvaro Morata czy Olivier Giroud na pewno dobrze je wspominają. Odejście Azpiego z Chelsea w tym momencie byłoby o tyle zrozumiałe, że mówimy o Hiszpanie. Jak bardzo nie kochałby Londynu, na pewno wreszcie musi zatęsknić za słońcem i rodzinnymi stronami. Trzeba pamiętać, że to bardzo ambitny gość, chcący wciąż grać wszystko od „A” do „Z” – a u Thomasa Tuchela musi liczyć się z niekwestionowaną pozycją Reece’a Jamesa na wahadle, a po prawej stronie defensywy z progresem Trevoha Chalobaha i poważnym zainteresowaniem Julesem Koundé, który ma być opcją na lata. Odchodząc teraz kapitan odszedłby jako jedyny piłkarz w historii klubu, który z Chelsea zdobył każde możliwe trofeum i drugi po Johnie Terrym kapitan który wzniósł puchar za triumf w Lidze Mistrzów, a także ktoś, kto zapisał się na zawsze swoimi walorami przywódczymi w finale Klubowych Mistrzostw Świata – meczu o ostatni brakujący puchar w klubowym muzeum.
[Jakub Karpiński, red. naczelny ChelseaPoland.com]
Niebarceloński transfer z Serie A sporym znakiem zapytania
Mniej oczywistym wzmocnieniem wydaje się sprowadzenie Francka Kessiego z Milanu. Silny pomocnik pozostaje niepodważalnym punktem w drużynie prowadzonej przez Stéfano Pioliego, dokładając co sezon przynajmniej kilka bramek. Zdaniem Mateusza Wilińskiego z ACMilan.com.pl Iworyjczyk nie jest jednak piłkarzem, który dobrze odnajdzie się w systemie gry Barcelony:
Jako osoba od zawsze mająca pewien sentyment do Barcelony i starająca się regularnie oglądać spotkania Dumy Katalonii szczerze mówiąc nie wiem, czy Kessie jest jej potrzebny przy jej stylu gry. Oczywiście ten sezon ma bardzo przeciętny, ale pamiętajmy, jak wyglądał w poprzednim, kiedy w mojej opinii do spółki z Nicolo Barellą z Interu był najlepszym pomocnikiem w Serie A. Według mnie był wtedy najlepszym zawodnikiem Milanu. Pierwszym graczem, z którym ma się ochotę go porównać, jest jego rodak Yaya Touré, ale według mnie to całkowicie różni zawodnicy. Właściwie to obu panów łączy tylko paszport i to, że można określić ich jako bardzo silnych piłkarzy. Byłego pomocnika Barcelony cechowała wyższa kultura gry i zdecydowanie bardziej precyzyjne podania. Kessie więcej biega i świetnie nadawałby się (podkreślam - w formie) do zespołu grającego głównie z kontry, a według mnie Barcelona Xaviego taka nie jest. To nie jest zawodnik do grania na jeden kontakt. Najlepiej czuje się w „tłoku”.
Podzielam opinię innych kibiców Milanu, że jego styl jest idealnie skrojony pod Premier League, gdzie swoją fizycznością i jak na środkowego pomocnika bardzo dobrą szybkością mógłby idealnie wkomponować się w zespół. Mimo wszystko, wracając do Barcelony, nie widzę ani jednego zawodnika w jej obecnym składzie, do którego mógłbym porównać Iworyjczyka, ale być może właśnie dlatego Xavi tak bardzo go chce. Czas pokaże, czy ten potencjalny transfer „będzie strzałem w 10”, czy kolejnym Alexem Songiem.
[Mateusz Wiliński, ACMilan.com.pl]
Komentarze (19)