Szanse na tytuł maleją z każdą kolejną wygraną Realu Madryt, jednak Barcelona wciąż ma, o co walczyć. Wygrana z Sevillą na Camp Nou pozwoliłaby awansować na drugie miejsce w tabeli LaLigi, które daje nie tylko awans do Ligi Mistrzów, ale też możliwość gry o Superpuchar Hiszpanii. Dzisiejszy mecz to zatem szansa na bardzo ważne trzy punkty i utrzymanie znakomitej passy pięciu kolejnych zwycięstw. W jakiej formie po przerwie są podopieczni Xaviego?
W katalońskiej prasie tzw. „efekt Xaviego” to już temat przewodni dziesiątek przesyconych optymizmem artykułów. Pięć kolejnych zwycięstw w lidze, a także aż 13 spotkań bez porażki to imponujące statystyki. Tym bardziej w zestawieniu z udanymi dwumeczami w Lidze Europy. Triumf Klasyku na Santiago Bernabéu dodatkowo przywrócił wiarę w skuteczną pogoń za Realem Madryt i choć wkraczamy tu już powoli w myślenie życzeniowe, to optymizm zaczął udzielać się wszystkim - od kibiców i dziennikarzy, przez zawodników, a na Joanie Laporcie kończąc. Królewscy swoją pracę jednak już w ten weekend wykonali i przybliżyli się o kolejne trzy punkty do mistrzostwa Hiszpanii. Tymczasem Barcelona musi się skupić na meczu z Sevillą, ponieważ zwycięstwo dałaby pozycję wicelidera.
Sevilla ma problem z urazami i wygrywaniem
Lopetegui wkracza w decydującą fazę sezonu na satysfakcjonującej drugiej pozycji, ale ostatnie tygodnie nie były dla jego drużyny idealne. Co prawda Sevilla zdołała przedłużyć passę meczów bez porażki do 15 i jest to najlepszy wynik w lidze, jednak z 10 ostatnich pojedynków ekipa ze stolicy Andaluzji wygrała zaledwie trzy. Problem ze zwyciężaniem zbiegł się nieprzypadkowo z plagą kontuzji w zespole. Przed meczem z Barceloną na Camp Nou sytuacja nadal nie jest najlepsza, choć do składu powinni wrócić Rafa Mir oraz Bono. Wciąż zabraknie jednak kilku kluczowych zawodników bowiem na pewno nie zagrają dziś Fernando, Delaney, Suso, Papu Gómez oraz Marcos Acuña. Dość powiedzieć, że wymieniona piątka rozegrała już w tym sezonie łącznie blisko 6500 minut, a wyłączając Suso każdy z nich ma na koncie występ w przynajmniej 20 ligowych spotkaniach. Nieobecni zapisali się też w statystykach ośmioma golami i siedmioma asystami. Trudno więc nie zgodzić się z Lopeteguim, który właśnie w problemach kadrowych upatruje przyczyny słabszej formy zespołu.
W obecnej sytuacji trzon zespołu stanowią jednak wciąż doświadczeni i dobrze znani na hiszpańskich stadionach zawodnicy. Ocampos i En-Nesyri mieli udział przy 11 bramkach zespołu, z kolei Joan Jordan, Ivan Rakitić czy Jules Koundé gwarantują odpowiednią jakość i okazje bramkowe. Problemem są natomiast boki obrony. Pojedynki Agustínssona z Dembélé lub Adamą czy już 36-letniego i słabego fizycznie Navasa z Ferranem Torresem zdają się mieć wyraźnych faworytów. Nie będzie zatem zaskoczeniem, jeśli Lopetegui zdecyduje się postawić na lewej obronie nominalnego stopera rodem z Holandii, Karima Rekika. Problemem może być także skuteczność, ponieważ Sevilla w ostatnich pięciu spotkaniach, włączając przegraną rywalizację w Lidze Europy z West Hamem, zdobyła zaledwie dwie bramki. Na dodatek jedna z nich była autorstwa niezdolnego do gry Delaneya, a przy drugiej asystował także nieobecny dziś Acuña.
Utrzymać formę sprzed dwóch tygodni
Tymczasem w stolicy Katalonii wszyscy zdążyli już zapomnieć o kryzysie sportowym, a i ten finansowy zszedł na dalszy plan. Nic zresztą dziwnego - podopieczni Xaviego w tym roku w lidze jeszcze nie przegrali, notując osiem zwycięstw i dwa remisy. Bilans bramkowy 27-7 także musi robić wrażenie. Tym bardziej, że miniony rok Blaugrana kończyła z zaledwie siedmioma golami na plusie (29-22). Przemiana jest oczywista, a wpływ zimowych transferów kluczowy. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem jest jednak także eksplozja formy Dembélé, który w tym roku rozegrał siedem ligowych spotkań, w tym pięć wyjściowym składzie, notując jedno trafienie i aż siedem asyst. Nic dziwnego, że wrócił temat przedłużenia umowy z Francuzem, a z kolei początkowy optymizm w kwestii transferu Adamy wyraźnie osłabł.
Wyśmienite statystyki mają także dwaj pozyskani w przerwie zimowej napastnicy. Aubameyang ma już siedem goli i asystę w LaLidze, a Ferran Torres dołożył cztery trafienia i trzy kończące podania. Obaj trafiali już też w Lidze Europy i trudno sobie wyobrazić, by nie zagrali dzisiaj na Camp Nou przeciwko Sevilli. W środku pola niepodważalną pozycję mają Sergio i Pedri. W rolę trzeciego pomocnika w najważniejszych meczach wcielał się zwykle Frenkie de Jong, jednak Holender grał dużo w przerwie na spotkania reprezentacji i bardzo możliwe, że Xavi tym razem postawi na Gaviego. Wielkich niespodzianek nie powinno być linii obrony. Występ Alby jest niemal pewny, z kolei żaden wybór duetu stoperów spośród trójki: Éric García, Ronald Araujo i Gerard Piqué nie będzie zaskoczeniem. Natomiast na prawej obronie pod nieobecność Desta powinien zameldować się Dani Alves, o ile Xavi nie postanowi powtórzyć zabiegu taktycznego z Klasyku.
Ekipa Xaviego najlepsza w Europie?
Biorąc pod uwagę formę obu zespołów, jakość piłkarzy, a także miejsce rozgrywania meczu - faworyt może być tylko jeden. Ekipa prowadzona przez Xaviego w 2022 roku rozkręca się z meczu na mecz i trudno przewidywać, by dwutygodniowa przerwa miała zniweczyć pracę wykonaną na treningach. Poza Sergio i Ter Stegenem żaden z zawodników Barcelony nie ma też więcej niż 1900 minut w lidze na koncie, więc trudno tutaj mówić o zmęczeniu sezonem. Lopetegui podczas konferencji prasowej uznał Blaugranę za aktualnie najlepszą drużynę w Europie i jakkolwiek tak wysoka ocena wydaje się trochę przesadzona, to wszystkie dotychczasowe testy z silnymi rywalami odbudowany zespół Xaviego przeszedł pomyślnie. Pojedynek z Sevillą będzie kolejnym i jeżeli Barça zakończy dziś wieczorem passę meczów bez porażki gości, najlepiej strzelając kilka bramek i wyraźnie dominując, to zamelduje się na pozycji wicelidera w świetnym stylu, niejako potwierdzając słowa Julena Lopeteguiego.
Kod promocyjny na bonusy w BETFAN do 1660 zł!
Komentarze (11)