Szkółka Barcelony od dawna znana jest jako jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza na świecie. Klub chwali się La Masią i swoimi wychowankami, ale ostatnio stało się to źródłem polemiki w Urugwaju. Barça po raz kolejny, tym razem przy przedłużeniu przez niego kontraktu, oznaczyła Ronalda Araujo hashtagiem #MadeInLaMasia. Czy miała prawo to zrobić?
Obrońca urodził się w 1999 roku w Riverze, na granicy Urugwaju z Brazylią. W piłkę zaczął grać w młodym wieku w lokalnym Huracanie. W wieku 13 lat Araujo zadebiutował w pierwszej lidze amatorskiej w swoim mieście. Trzy lata później przeszedł do profesjonalnego grania, trafiając do klubu Rentistas w Montevideo. Rok później, w wieku 17 lat zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Po 17 meczach w Rentistach, w których strzelił aż siedem goli, Ronald przeszedł do klubu Boston River, gdzie rozegrał 31 spotkań, w tym cztery w Copa Sudamericana, drugich najważniejszych rozgrywkach po Copa Libertadores. Dopiero w 2018 roku, a więc w wieku 19 lat, zawodnik przeszedł do Barcelony – najpierw do rezerw, a następnie do pierwszego zespołu.
Jak widać, Barça raczej nie może mówić o wychowaniu gracza, który trafił do niej w tak późnym wieku, po rozegraniu niemal 50 meczów na szczeblu profesjonalnym. Na jeden z tweetów oznaczonych #MadeInLaMasia Rentistas odpowiedzieli zresztą „Made in Rentistas”. To tam bowiem Araujo zadebiutował w pierwszej lidze pod wodzą Sergio Cabrery.
Z pewnością lepiej byłoby, gdyby Katalończycy ograniczyli się do chwalenia się prawdziwymi wychowankami, których im nie brakuje i którzy są równie utalentowani co urugwajski stoper. A wy co myślicie o tej sprawie? Dajcie znać w komentarzach.
Komentarze (42)