Eduard Romeu: 700 milionów euro pozwoliłoby nam się zrelaksować

Julia Cicha

13 czerwca 2022, 21:37

Goal

23 komentarze

Fot. Getty Images

Wiceprezydent FC Barcelony Eduard Romeu kontynuuje serię wywiadów dla hiszpańskich mediów, wyjaśniając sytuację finansową klubu. Tym razem odniósł się też do konkretnych sum, jakie może zarobić Barca.

Powiedziałeś ostatnio, że jeśli Barcelona nie będzie działać, straty w tym sezonie wyniosą 150 milionów euro. W budżecie była sprzedaż Barça Studios za 50 milionów i awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. To się nie udało. Co jeszcze zawiodło, że ta suma to 150 milionów?

Być może byliśmy zbyt optymistycznie nastawieni do kwestii obniżki pensji. Myśleliśmy, że uda nam się oszczędzić więcej. To jeden z powodów. Oprócz tego przeprowadziliśmy kilka transferów, które nie były przewidziane. To wpłynęło na wyniki. Gdybyśmy tego nie zrobili, być może nie zakwalifikowalibyśmy się do Ligi Mistrzów, bo byliśmy wtedy na dziewiątym miejscu w lidze. To był nasz obowiązek. Budżet był optymistyczny i bardzo agresywny.

Sprowadzenie Ferrana Torresa zimą zaszkodziło waszym finansom?

Nie wymieniam nikogo z nazwiska, pozyskaliśmy niektórych piłkarzy, a inni otrzymali podwyżki. To spowodowało większe wydatki. Tak już jest. Nie oceniam transferów pojedynczo, to nie moje zadanie. Skoro Ferran przyszedł na takich warunkach, to dlatego że tylko na takich było to możliwe. W miarę możliwości robimy to, o co prosi trener.

Zgromadzenie socios zatwierdzi lub nie negocjacje sprzedaży 49,9% BLM. Czy to znaczy, że po uzgodnieniu kontraktu trzeba będzie go zatwierdzić na kolejnym zgromadzeniu?

Nie. Prosimy o zezwolenie na sprzedaż, tylko o to. Mamy różne opcje i nie trzeba późniejszej akceptacji. Zawsze mówię, że transparentność jest idealna, ale czasem zderza się to z negocjacjami. Szkody zostały już wyrządzone, nikt nie zastanawiał się, czy proszono o zgodę, by tak zaburzyć równowagę klubu. Nie mam problemu z urządzeniem referendum, robiliśmy już to, ale chodzi o aktywa klubu. Moim zdaniem późniejsze zatwierdzenie nie jest konieczne.

Rozumiesz, że pojawia się polemika, ponieważ socios nie będą wiedzieć w momencie głosowania, komu i za ile sprzedacie udziały?

Mamy zasady odpowiedzialności społecznej i kodeks etyczny. Zawsze ich przestrzegamy. Jeśli dział compliance zatwierdzi daną firmę, nie będzie o czym mówić. W przypadku BLM chodzi o wspólnika mniejszościowego, a przy prawach telewizyjnych sprzedamy maksymalnie 25%. Postaramy się maksymalnie zwiększyć zyski. Prosimy o możliwość elastycznego działania. Właścicielami klubu są socios, ale nie są oni odpowiedzialni za ten kryzys. Musimy odwrócić wyrządzone szkody. Nie sprzedajemy aktywów, bo tak nam się podoba.

Czy w swojej własnej firmie sprzedałbyś strategiczne aktywa, nie znając konkretnych liczb, kupca ani okresu?

Gdyby chodziło o taką sytuację braku równowagi, bankructwa i bez socios wykładających pieniądze, bo ich nie mają lub nie chcą zapłacić, nie miałbym innej opcji jak zaufać dobremu zarządzaniu. Prosimy tylko o zaufanie. Chcielibyśmy dać więcej informacji, ale to zaszkodziłoby trwającym negocjacjom. A jeśli zwołalibyśmy zgromadzenie dopiero po dojściu do porozumienia, nie starczyłoby nam czasu. Mamy dwie kluczowe daty: 30 czerwca i 31 lipca. Chcemy zyskać na czasie. Nie wykonamy tej operacji za wszelką cenę. Niektóre grupy na nas naciskają, wszystko się wydłuża, ale koniec końców odpuszczają. To gra.

30 czerwca zamykacie rok obliczeniowy, a co dzieje się 31 lipca?

Wtedy oblicza się finansowe fair play LaLigi. Jeśli nie chcemy zależeć od słynnej reguły 1/3, musimy być w wiarygodnej sytuacji. Nie tylko na rynku, lecz także dla ligi. Musimy zanotować zysk w tym sezonie, odwrócić nasz bilans i mieć dodatni kapitał. To dwa ważne wymogi, o które proszą.

Zrobienie tego latem byłoby cudem?

Trzeba zrobić to bardzo dobrze, ale to nie cud.

Czy sprzedaż 49,9% BLM i 25% praw telewizyjnych wystarczy?

Postaramy się sprzedać mniej niż 25%, to po pierwsze. W przypadku BLM z finansowego punktu widzenia dobrze jest poszukać wspólnika, który pozwoli nam się rozwinąć, i to niezależnie od sytuacji klubu. Dobrze radzimy sobie w bliskim nam biznesach, ale świat jest bardzo duży. Odpowiedni partner otworzy dla nas rynek azjatycki i amerykański, gdzie nie wykorzystujemy potencjału. Jesteśmy przekonani, że inwestor da nam pieniądze nie tylko teraz, lecz także w przyszłości. Chcemy regulować zyski wspólnika i mieć opcję odkupu całości. Musimy wykonać tę operację.

A prawa audiowizualne?

To zwykły przychód. Jest wielu inwestorów, którzy wiedzą, że w przyszłości odzyskają pieniądze. To operacja odwrotna od hipoteki, w której po kilku latach suma się zmniejsza. Postaramy się sprzedać jak najmniej i na jak najkrócej, jeśli oczywiście skorzystamy z tej dźwigni, bo podoba mi się ona najmniej. BLM i Barça Studios to priorytety. Gdy dokonaliśmy oceny, zobaczyliśmy, że potencjał Barça Studios to dużo więcej niż 50 milionów zawarte w budżecie. Teraz przynosi straty.

Jaką kwotę chcecie w sumie uzyskać? Ile potrzebuje klub?

Zawsze mówiłem, że najchętniej wziąłbym 700 milionów. To pozwoliłoby nam się zrelaksować. Ale zostaje jeszcze kwestia uregulowania wszystkiego przed 30 czerwca oraz to, co zrobimy później z pieniędzmi. Musimy się wzmocnić i zmniejszyć wydatki na pensje. To niełatwe, ale mamy profesjonalistów, którzy to umieją. Mamy zadłużenie w wysokości 1,35 miliarda euro, które też musimy zmniejszyć. Ja chciałbym, by wynosiło maksymalnie dwa razy wartość EBITDA, tak jak jest w statucie.

Wydatki na pensje wynosiły 560 milionów i chcieliście zmniejszyć je do 470 milionów. Co się nie udało?

Budżet był wymagający. Musimy od siebie wymagać. W trakcie sezonu dzieją się różne rzeczy, dokonaliśmy nieprzewidzianych inwestycji. Nie byliśmy też w stanie dokonać tak intensywnych obniżek, jak chcieliśmy. Ciężko pracowaliśmy, bo sytuacja była dużo gorsza. Musimy dalej to robić. 470 milionów to wciąż dużo, celem jest 400.

Jak tego dokonać?

Chcemy skończyć z odraczaniem wypłaty części pieniędzy na później. To zmniejszyłoby zadłużenie i odpowiednio zamknęło nam rok. Jeśli nam się to uda, będzie lepiej.

Chcecie więc zapłacić wszystko z góry?

To część negocjacji, które przed nami. Negocjacje z pieniędzmi i bez nich to dwie różne rzeczy. W grudniu prosiliśmy Mateu Alemanyego o coś trudnego, nie odnieśliśmy oczekiwanego sukcesu.

Rozumiesz Busquetsa i Albę, którzy powiedzieli, że dowiedzieli się o obniżce płac z prasy?

Wielokrotnie mówiłem, że do moich zadań nie należy negocjowanie z piłkarzami. Lubię ich, są moimi idolami, wyobraź sobie, co by było, gdybym miał przed nimi stanąć. To nie byłoby dobre. Sytuacja jest trudna. Ja mówię o obiektywnych liczbach, nikogo nie wyszczególniałem. Rozumiem, że kapitanowie wypowiedzieli się w ten sposób. Wszystko ma swój czas.

Alba powiedział, że skoro klub jest w tak złej sytuacji, powinien skupić się na grze wychowankami. Zgadzasz się z nim?

Kręgosłupem drużyny zawsze jest szkółka. Przynajmniej w modelu Laporty. Zawsze dobierało się jednak zawodników, których nie mamy u siebie. Zasadniczo jednak zgadzam się, to nasz model klubu.

Czy dzisiaj rozmowa o transferach jest rozsądna?

Wszystko będzie zależało od naszych możliwości negocjacyjnych. Potrzebujemy, by socios nam zaufali. Transfery to kwestia trenera, z punktu widzenia przychodów dział finansów nie ma żadnych zysków z transferów. Nie chcemy się do tego mieszać. Nie powinienem wyrażać opinii.

Christensen i Kessie są już pewni, ale na razie nie mogą zostać zarejestrowani. Czy mówienie o Lewandowskim, Silvie, Koulibalym i Koundé ma sens? Czy bez dźwigni finansowych któryś z nich może trafić do Barcelony?

Jeśli nie spełnimy wymogów LaLigi, będziemy mogli kupować za 1/3 tego, co zaoszczędzimy. Nie ma innej opcji.

Czy mówienie o tych nazwiskach w kontekście Barçy jest odpowiednie?

To normalne, że pojawiają się nazwiska, ale rzeczywistość może nie wyglądać dokładnie tak. Jeśli jest tak w moim dziale, to w innych pewnie też.

W obniżeniu wydatków na pensje ma pomóc sprzedaż piłkarzy. W przeszłości oferowaliście odejście za darmo Umtitiemu i Pjaniciowi, ale nie zgodzili się na to. Zrobicie to ponownie?

To nie temat dla mnie, ale to prawda, że wydatki na pensje są niezwykle wysokie między innymi z powodu pensji, które są nieproporcjonalnie duże w porównaniu do wartości piłkarzy.

I wtedy nikt nie może ich kupić?

Oczywiście.

Rozwiązanie kontraktu to drastyczna metoda, później trzeba by udać się do sądu.

Nie wiem, to zależy od działu prawnego. Mam szczęście, że to nie moja działka.

Dlaczego pozostajecie w stanie wojny z Javierem Tebasem? LaLiga nie może porozumieć się z Barçą?

To absurdalna wrogość, która donikąd nie prowadzi. Nie jest dobra ani dla nas, ani dla nich. Zgadzam się, że Barça nie powinna być faworyzowana. To nie podlega dyskusji, ale nie można też traktować jej gorzej niż innych. Nie lubimy komentarzy, szczególnie gdy mogą powodować problemy z piłkarzami, wątpliwości, bo organ, który ma ich zarejestrować, mówi różne rzeczy. To nie pomaga w dobrych relacjach. Sytuacja Barçy jest jednak jej winą. Szkoda, że LaLiga nie ostrzegła jej, ale to już przeszłość. Wiemy, jakie są reguły gry, jak poprawić sytuację. Prosimy, by dano nam pracować. Najlepiej jest spełniać wszystkie normy i przestać być zależnym. Wtedy pogodzimy się z ligą. Taka sytuacja nie ma sensu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze