Ekspedycja FC Barcelony przyleciała do Miami w minioną sobotę, ale na pokładzie samolotu nie znalazł się trener drużyny Xavi. Wszystko wskazuje na to, że zabraknie go też podczas meczu z Interem Miami, który rozpocznie się o 2 w nocy czasu polskiego.
Katalończyk miał problemy z uzyskaniem pozwolenia na wjazd do USA z powodu wcześniejszych wizyt w Iranie. Rozegrał tam kilka meczów, gdy był zawodnikiem Al-Sadd, w związku z czym potrzebował teraz specjalnego pozwolenia ze strony amerykańskich władz. Jego załatwienie miało być formalnością, na którą jednak trzeba było poczekać do poniedziałku. Teraz wydaje się, że cała sprawa jeszcze się przeciągnie.
Xavi miał wylecieć dziś rano i znaleźć się w Miami na kilka godzin przed spotkaniem, w związku z czym spokojnie zdążyłby zasiąść na ławce trenerskiej. Tymczasem szkoleniowiec wciąż przebywa w Hiszpanii, co potwierdzają różne lokalne media, więc Barçę w trakcie meczu poprowadzić będzie musiał jego brat Oscar Hernández. Obecne opóźnienie ma według Sportu nie wynikać już z problemów biurokratycznych, a z odwołania lotu, którym Xavi miał trafić do USA. Z drugiej strony AS podaje, że dziś rano Xavi wciąż nie miał pozwolenia, a obecnie nie zdąży już dolecieć na czas żadnym z dostępnych lotów.
Nie wydaje się prawdopodobne, by Robert Lewandowski zadebiutował dziś w barwach Barcelony, ale i tak kuriozalny wydaje się fakt, że nowy piłkarz nie spotkał się jeszcze z Xavim. Będzie musiał na to poczekać, a media nie podają na razie nowej daty przylotu trenera. W najgorszym razie na pozwolenie czeka się jednak 72 godziny, więc Katalończyk powinien otrzymać je w ciągu najbliższych godzin. Jego pojawienie się podczas El Clásico nie jest więc zagrożone.
Mimo wszystko taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w tak wielkim klubie jak Barcelona. Ponownie nie dopełniono formalności i według ASa ktoś z pracowników powinien ponieść konsekwencje zaniedbań. Barçę miała zaskoczyć również niewielka pomoc ze strony organizatorów tournée.
Komentarze (10)