Gerard Piqué w końcu zadebiutował w tym sezonie. Stało się to w dziewiątym meczu od rozpoczęcia presezonu, w towarzyskim starciu przeciwko Manchesterowi City.
W dwóch pierwszych spotkaniach presezonu Katalończyk był nieobecny z powodu urazu, a w czterech kolejnych pojedynkach, z Realem, Juventusem, New York Red Bulls i Pumas, był zmiennikiem. Xavi nie wystawił go też w wyjściowej jedenastce w pierwszych dwóch kolejkach sezonu ligowego z Rayo Vallecano i Realem Sociedad. W LaLidze Piqué nie rozegrał zresztą nawet minuty. Przed nim w hierarchii znaleźli się Christensen, Éric García czy Ronald Araujo.
Po raz ostatni w lidze weteran pojawił się na boisku w 34. kolejce poprzedniej kampanii przeciwko Mallorce. Po pół godzinie gry musiał jednak zostać zmieniony, ponieważ dolegliwości, z którymi zmagał się od dłuższego czasu, były coraz silniejsze. Od tamtej pory minęło 115 dni, a Piqué w końcu doszedł do siebie. Jego rola nie będzie jednak taka jak do tej pory. Jules Koundé nie został jeszcze zarejestrowany do gry w oficjalnych meczach, ale i tak w kadrze znajdują się stoperzy, na których Xavi będzie stawiał częściej niż na Gerarda. Może dojść do sytuacji, w której zawodnik z numerem 3 będzie nawet czwartym środkowym obrońcą w hierarchii Barcelony.
Komentarze (16)