"Przyjaciół trzymaj blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów”. Ten zwrot, którego Michael Corleone nauczył się od swojego ojca Vito, bardzo dobrze oddaje relacje obecnych prezydentów Barcelony i Realu Madryt. Kiedy te kluby mierzą się ze sobą w El Clásico, na trybunach i w internecie pomiędzy ich kibicami panuje atmosfera pełna wrogości. Jednak gdy tylko piłka przestaje się toczyć, dwaj giganci hiszpańskiego futbolu zaczynają ze sobą współpracować.
Okazuje się, że interesy obu klubów, częściej niż można by się spodziewać, pokrywają się. Według Relevo, w ostatnich latach stało się niemal zwyczajem, że Barcelona oddaje swój głos na Real Madryt podczas zgromadzeń klubów LaLiga i że oba zespoły są zgodne w niemal każdej ważnej kwestii związanej z polityką sportową. Patrząc wstecz, nie można sobie wyobrazić Ramóna Mendozy czy Joana Gasparta, wspólnie kreślących linie strategicznego rozwoju profesjonalnego futbolu. A teraz jesteśmy tego świadkami. Poniżej przedstawiamy 8 głównych kwestii, w których Barça współpracuje z Realem, według Relevo.
Superliga
Projekt prowadzony przez Florentino Péreza jest idealnym przykładem wspólnych interesów Madrytu i Barcelony. W tym momencie agencja promująca Superligę, A22, twierdzi nawet, że występuje w imieniu obu klubów jednocześnie. Po spektakularnej porażce pierwszej wersji nowych rozgrywek, kluby czekają na orzeczenie Europejskiego Trybunału w Luksemburgu, aby wrócić do gry, przeciw prawie wszystkim. Juventus ma w tej chwili większe problemy, drużyny z Bundesligi nie chciały dołączyć, Premier League zasłoniła się legislacją [zresztą angielskie zespoły już tworzą pewien rodzaj superligi – przyp. red.], Atlético publicznie odrzuciło ten pomysł, a Inter, wykonał biurokratyczną pracę, niezbędną do odłączenia się. Być może koniec końców projekt Superligi wyjdzie im na dobre, ale w tej chwili z pewnością nie jest to opłacalny projekt w perspektywie krótko- lub nawet średnioterminowej. Ale Joan i Florentino, w dalszym ciągu publicznie bronią pomysłu, który ma zrewolucjonizować futbol.
CVC
Projektowi LaLiga Impulso, pod którym podpisała się zdecydowana większość klubów zawodowych (39 z 42), ostro sprzeciwił się Real Madryt. Barcelona była o krok od przystąpienia do projektu (i to nie raz), ale zawsze w ostatniej chwili się wycofywała. Ta bitwa jest zresztą częścią większej wojny z Javierem Tebas. Real Madryt ma tendencję do głosowania przeciwko zdecydowanej większości inicjatyw prezydenta LaLiga, od scentralizowanej sprzedaży praw, regulacji audiowizualnych, CVC, meczów poza Hiszpanią.... Wiele spraw trafia nawet do sądów powszechnych. Barcelona idzie z Królewskimi ręka w rękę.
Ustawa budżetowa (gwarancje)
Skąd bierze się zaciekła lojalność Laporty wobec Florentino Péreza? Bardzo trudno jest wiedzieć na 100%, ale kwestia gwarancji była jednym z najbardziej napiętych momentów w trakcie drugiej kadencji prezydenckiej obecnego lidera Barçy. Gdy wygrał wybory, zarząd Laporty musiał poświadczyć posiadanie ponad 100 milionów euro. Udało mu się to cudem, w ostatnim dniu, w którym mógł to zrobić. Do tej pory obowiązywała zasada, że gdy traci się pieniądze, to te gwarancje rosną - a to nie odpowiadało Laporcie. Ustawa o sporcie zobowiązywała wszystkie zarządy do zagwarantowania 15% budżetu plus to, co stracili po drodze. Straty Barcelony nie były małe, ale jej możliwości gwarancyjne malały. Było to obciążenie finansowe dla wszystkich jego dyrektorów. Teoretycznie ten "problem" miał być rozwiązany wraz z nowym prawem sportowym, ale trwało to dłużej niż zwykle, a Laporta (a także Athletic) potrzebował szybszego rozwiązania. Potem przyszła ustawa budżetowa. PNV przedstawiła poprawkę, aby wycofać obowiązek zagwarantowania 15% budżetu i pozostawić w gestii każdego klubu, ile musiał zagwarantować. Ta propozycja przeszła, mimo że Real Madryt jej nie potrzebował, i przypuszczalnie mógł przeciwko jej wprowadzeniu protestować znacznie gwałtowniej, gdyż była to zmiana wyraźnie korzystna dla ich rzekomego odwiecznego rywala. Co więcej, kilka źródeł twierdzi, że Florentino Pérez nie tylko pozostał na uboczu, ale aktywnie popierał tę poprawkę, która uratowała jego rywala. Zrobił Barcelonie i Athleticowi przysługę (poprzedni zarząd Elizegi też miał z tym duży problem). Obie drużyny zresztą były tymi, które później najżarliwiej sprzeciwiały się CVC... obok Realu Madryt.
Prawo sportowe
O mały włos nie skończyło się to strajkiem. Ustawa dot. sportu tuż przed ostatecznym głosowaniem, zakładała pewne zmiany, które w rozumieniu LaLiga drastycznie szkodziły klubom (wszystkim poza Realem Madryt i Barceloną) w zarządzaniu zasobami i komercyjnym wykorzystywaniu. Wszystkie oczy zwróciły się wtedy na Florentino Péreza i jego wpływy. Niedługo później, po spotkaniu przedstawicieli profesjonalnego futbolu z ministrem kultury i sportu oraz kilku zmianach w ostatniej chwili, konflikt został zażegnany.
Sixth Street i Legends
Zarządzanie eksploatacją nowego Santiago Bernabéu zostało przejęte przez Sixth Street w ramach umowy ogłoszonej przez Real Madryt 19 maja 2022 roku i zapewni mu przychody w wysokości 360 milionów euro. Jakiś czas potem Barcelona znalazła się w fatalnych warunkach, aby dostosować się do zasad kontroli ekonomicznej LaLiga. Trzeba było sprzedać aktywa, słynne dźwignie… Kto się wtedy pojawił? Sixth Street. W czasach i z procentami, które najbardziej odpowiadały Barcelonie, przejęli 25% praw telewizyjnych klubu w dobrej cenie. To był początek „cudu”, by móc zarejestrować cały swój skład na ten sezon. Klub z Katalonii uzyska nieco ponad 500 milionów przychodu. Firma Legends też współpracuje już z oboma klubami. Dla Realu Madryt są partnerami przy eksploatacji nowego Bernabeú, a w Barcelonie będą doradzać przy komercjalizacji Espai Barça.
Marka "El Clásico"
To kolejna walka z LaLigą, która rozpoczęła się w 2017 roku. Podczas gdy liga chciała zarejestrować i zaprezentować swoje logo "El Clásico", aby promować pojedynek Real Madryt vs Barcelona na całym świecie, oba kluby ostro sprzeciwiły się temu posunięciu i próbują ponownie nabyć wyłączność do tego określenia. Nie udało im się jednak zapobiec zarejestrowaniu przez LaLiga koncepcji i logo El Clásico. Do tej pory oba kluby jedynie sprzeciwiały się wykorzystywaniu logo przez LaLigę, ale teraz, jak ujawnił serwis 2Playbook, połączyły siły, by zarejestrować własny, wspólny znak towarowy i prowadzić działalność gospodarczą. Ten manewr będzie oznaczał oczywiście nowy konflikt z organizacją, na czele której stoi znany i lubiany Javier Tebas.
Futbol kobiecy
Profesjonalizacja kobiecego futbolu była walką dużo bardziej między LaLigą a RFEF niż kimkolwiek innym, ale Real Madryt i Barcelona też brały w niej udział (oczywiście po stronie Federacji). Żadna z dwóch drużyn nie należała do Stowarzyszenia Kobiecych Klubów Piłkarskich ani nie była reprezentowana w zarządzie pierwszej zawodowej ligi kobiet. Wcześniej kluby zawsze były daleko od siebie, jeśli chodziło o podział praw telewizyjnych lub ułatwienie porozumienia w sprawie wspólnej sprzedaży tych praw. W tej chwili FCB i RM należą do ligi, ale podobnie jak w męskich rozgrywkach, są opozycją do tego, czego szuka większość drużyn. Nie wchodzą też w skład Komisji Delegatów, czyli najwyższego organu wykonawczego zarówno męskiego, jak i kobiecego futbolu zawodowego.
Koszykarska Euroliga
Tak, w koszykówce też. Są dwoma z jedenastu właścicieli rozgrywek. Razem z Baskonią twardo stali przy swoim, aby Jordi Bertomeu (do niedawna prezes i twórca Euroligi) pozostał na swoim stanowisku. Nie udało im się. Dzięki naciskom rosyjskich klubów udało się doprowadzić do jego zwolnienia, ale przeciw temu głosowały właśnie Real Madryt, Barcelona i Baskonia.
Komentarze (5)