Były sędzia, a obecnie ekspert ds. arbitrażu, współpracujący z ASem czy Cadena SER Eduardo Iturralde González udzielił wywiadu El Confidencial, w którym poruszył kilka ciekawych kwestii. Nie wahał się przedstawić swojej diagnozy na temat problemów z sędziowaniem, ale też stanął w obronie arbitrów wobec prowadzonej przeciwko nim kampanii medialnej. Iturralde zwraca uwagę na nieskuteczność dążeń do mechanizacji i ujednolicania decyzji sędziowskich ze względu na to, że rozstrzygnięcie wielu akcji musi podlegać interpretacji arbitra. 56-latek twierdzi, że pomysły Realu Madryt i LaLigi co do zmiany struktury arbitrażu polegają tylko na chęci uzyskania większej kontroli w tym zakresie, a nie poprawie sytuacji. Zabrał też głos na temat kontrowersji związanych z Viníciusem, działalnością klubowej telewizji Los Blancos i sprawą Negreiry.
El Confidencial: Możesz podać nagłówek o poziomie hiszpańskiego arbitrażu?
Iturralde: Dobrzy sędziowie i złe sędziowanie.
Możesz zagłębić się w to złe sędziowanie?
Widziałem arbitraż bez osobowości. Mam pewną teorię. Chciałbym, żeby wszyscy zarabiali duże pieniądze, ale uważam, że sędziowie obawiają się utraty dochodów. Zarabiając 300 tysięcy euro, stracili tę osobowość. Jest strach przed spadkiem i utratą statusu, nie chcą wpakować się w kłopoty. Są bardziej konserwatywnymi sędziami. Dąży się do tego, żeby wszyscy arbitrzy byli tacy sami, a sędzia musi mieć swoją osobowość i musi ją rozwijać.
W czym zmienili się w porównaniu do twojej epoki?
Za moich czasów była wymiana poglądów między górą i sędziami. Teraz nikt nie protestuje do tych wyżej. Mówimy o Komitecie Technicznym Arbitrów, który zawsze był prezydencki. W mojej epoce było więcej debat. Jeśli cię degradowali, nie obawiałeś się utraty pieniędzy, ponieważ zarabialiśmy 20 tysięcy euro rocznie. Miałeś swoją pracę poza arbitrażem. Teraz nie. Teraz sędziowie zarabiają jak dyrektorzy generalni, podróżują w klasie VIP, mają pięciogwiazdkowy hotel i to wszystko może odejść z dnia na dzień. Gwiżdżą, myśląc, że generalnie co roku spadają dwaj.
Jedna z największych polemik dotyczy kryteriów zagrań ręką. Co się dzieje?
Chcą stworzyć zespół arbitrażowy, który jest bardzo kontrolowany, zamknięty. Chcą wrzucić do jednego worka 20 akcji, kiedy w futbolu nie ma dwóch takich samych akcji. Trzeba pozwolić sędziemu myśleć. Nie wszystkie zagrania ręką są takie same. To bardzo skomplikowane. Nadal będą polemiki związane z zagraniami ręką.
Czy byłoby dobrze, gdyby sędziowie zabierali głos po meczach?
Pod względem medialnym byłoby to dobre, ale co to naprawia w meczach? Ja chcę, żeby mieli rację na boisku.
Florentino Pérez domagał się zmiany struktury arbitrażu. Co można zmienić?
Czym jest zmiana stuktury arbitrażu? Kontrolowanie desygnacji, awansów i spadków. Florentino i LaLiga chcą więcej kontroli nad arbitrażem. Nie chcą go ulepszać. Chcą go kontrolować, a to co innego. Kluby nie przedstawiają rozwiązań, tylko ładne słowa. W Anglii i w Niemczech sędziowie nie zależą od Federacji i mają te same kontrowersje co w Hiszpanii. W tym roku system VAR w Premier League to katastrofa. Tutaj w Hiszpanii kwestia kontroli arbitrażu to bardzo stara walka.
Nie sądzisz jednak, że trzeba zmienić hiszpański arbitraż?
Wszystko podlega dyskusji. Wszystko można zmienić. Nie mówię, że hiszpański arbitraż jest najlepszy, ale trzeba wiedzieć, dlaczego kluby o to proszą. Chcą odebrać władzę Federacji. Jakie propozycje ma LaLiga, aby poprawić arbitra boiskowego? Te kłótnie dotyczące struktury to walki o władzę. Dla kibiców i piłkarzy ważne jest to, żeby sędziowie byli lepsi. To był sezon komunikatów klubów przeciw arbitrom i nie widziałem, żeby ktokolwiek proponował coś w zakresie poprawy arbitrażu. Skarżą się tylko wtedy, gdy czują się pokrzywdzeni. W lecie niczego nie robią. A ku temu trzeba wykonać pracę.
Jedna ze skarg Realu Madryt dotyczy tego, że sędziowie nie chronią Viníciusa.
Co ma wspólnego zmiana struktury arbitrażu z chronieniem Viníciusa? W Hiszpanii powstał problem z Viníciusem. Nawet Lula [prezydent Brazylii – przyp. red.] się wypowiadał, nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych. Dotarło to do G7. Doszło do zrzucania winy na arbitrów za rasizm, kiedy w meczu na Mestalla protokół został dobrze użyty. Sędzia się myli, ale problem stanowi ten, kto wykonuje rasistowskie okrzyki.
Byłeś bardzo krytyczny wobec wiadomości, które zostały opublikowane przez Real Madrid TV przeciw kolektywowi sędziowskiemu. Uważasz, że w Los Blancos broni się swoich interesów?
Telewizja Realu Madryt naznacza i prowokuje przemoc. Nie dostarcza informacji, ponieważ umieszcza tylko błędy i żadnych dobrych decyzji. Taka jest różnica. Umieszczenie w filmiku tylko błędów nazywa się wytykaniem arbitra, który jest człowiekiem, ma rodzinę i musi wyjść na ulicę. Jest dużo niezrównoważenia i furii, a sędziowie czują się wytykani. W końcu coś się stanie i złapiemy się za głowę. Wytykanie odbywało się w innych epokach.
Co sądzisz na temat wykorzystywania VAR i kontrowersji, jakie generuje?
VAR zbyt często interweniuje, a nie po to przyszedł. Przyszedł po klarowny i wyraźny błąd. Jak gol Míchela z Brazylią, który nie został uznany, jak uderzenie łokciem Luisa Enrique ze strony Tassottiego czy gol ręką Maradony. W pierwszym roku filozofia była klarowna. Co się stało? Presja medialna i ze środowiska piłkarskiego domagała się, żeby wkraczał częściej. Worek stawał się coraz większy, podczas gdy mówiło się, że będzie interweniował tylko w przypadku klarownych, oczywistych i wyraźnych błędów. Wszedł do sportu, w którym jest dużo uznaniowości i interpretacji. Nie można dyskutować o akcji podlegającej interepretacji. Jak wysoko stawiamy poprzeczkę, kiedy są akcje podlegające interpretacji? Zawsze będą problemy. W takiej strukturze czy innej. Podczas mundialu w Rosji mówiło się, że problemy zostaną rozwiązane, a ja powiedziałem „nie”. Maszyna nie może sprawdzać problemów w akcjach podlegających interpretacji. Są takie zagrania ręką, które są szare. Dla niektórych stają się wielkie, a dla innych nie. Nie wszystkie akcje w futbolu są czarne lub białe. To niemożliwe, żeby wszystkie akcje były takie same.
Jeden z największych skandali VAR dotyczył tego, że sędzia z boiska nie otrzymał kompletnego obrazu starcia Hugo Duro z Viníciusem. To wzmacnia podejrzenia i kontrowersje?
To była wielka wpadka VAR. Był bardzo źle użyty. Jednak także ze strony Komitetu ds. Rozgrywek, który teraz może wejść z urzędu i powinien był ukarać obu piłkarzy. Uczyniono barbarzyństwo, zabierając czerwoną kartkę Viníciusowi. VAR spisał się bardzo źle, ale Komitet nie był sprawiedliwy. Agresja Viníciusa miała miejsce i trzeba było ukarać także Hugo Duro. Komitet był przerażony. Chciał wypaść dobrze wobec klubu i wypadł źle wobec futbolu. Jest tam po to, żeby wymierzać sprawiedliwość, a wyrządził szkodę. Usuńmy z równania Real i Viníciusa. To, co zrobił Komitet, to aberracja prawna polegająca na zabraniu czerwonej kartki agresorowi. Byli miękcy, przestraszeni, a sprzyjała temu presja medialna. Mając obrazy, trzeba wejść z urzędu. To bardzo poważna sprawa i uważam, że arbitrzy powinni byli protestować, aby powiedzieć, że nie zgadzają się z zabraniem czerwonej kartki.
Były inne kontrowersje związane z systemem VAR, a najpoważniejszym był gol-widmo Griezmanna, który zaszkodził Espanyolowi w kluczowym meczu walki o utrzymanie. Czy w tym spotkaniu wskazano na arbitra boiskowego i tego na VAR-ze?
Tak, musisz przyznać się do błędu. VAR [González González – przyp. red.] zdezorientował arbitra boiskowego [Melero López - przyp. red.]. Nie było decydującego obrazu, który potwierdziłby, że piłka weszła całym obwodem. To jednak problem, który muszą rozwiązać kluby, aby implementować technologię bramkową. Kosztuje 3,5 miliona euro, licencje wydaje FIFA i nie robią nic.
Kolejnym skandalem, który plami arbitrów, jest sprawa Negreiry.
To najgorsze, co mogło się przydarzyć arbitrażowi w całej historii. Wyrządziło to wiele szkód hiszpańskiej piłce. Wina leży jednak po obu stronach. Tej, która płaciła, i tej, która pobierała. Mam nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość. Znana jest jako sprawa Negreiry, ale tutaj są dwie strony. Powinna to być sprawa Barcelony-Negreiry. W jakiej głowie powstaje myśl, że warto, aby klub kupił usługi wiceprzewodniczącego arbitrów? Tylko ze względów etycznych nie powinni byli tego robić.
Czy rozumiesz, że są tacy, którzy myślą, że sędziowie zostali kupieni?
Będę jak zdarta płyta, ale włożyłbym ręce do ognia za wszystkich arbitrów. Te pieniądze poszły w jedno miejsce, a wróciły w inne. Ale nie do arbitrów. To, co zostało zrobione, to zburzenie całej reputacji sędziowskiej. Negreira i Barcelona wyrządzili te szkody.
Do tego stopnia, że sędziowie nie byli w stanie z powodu strachu uczcić minutą ciszy śmierci Victoriano Sáncheza Arminio, który był ich szefem przez wiele lat. To najsmutniejsze ukoronowanie sezonu kontrowersji, napięć i skandali?
Tutaj sędziom zabrakło charakteru. Zwyciężyli ci zwolennicy teorii spiskowych i ci agresywni. To nie jest normalne, że sędziowie nie mogli uczcić minuty ciszy ze strachu. Ja uczciłem mojego prezesa minutą ciszy. Po pierwsze z szacunku, a po drugie dlatego, że był najuczciwszą osobą, jaka przeszła przez stan sędziowski. Za moich czasów przestrzegano minuty ciszy, a jeśli są gwizdy, ja wytrzymuję dwie, trzy, cztery czy pięć minut, dopóki stadion się uciszy.
Dlaczego masz reputację antimadridisty?
Nie jestem d. Jestem arbitrem, a kiedy ich atakują, bronię ich.
Komentarze (11)