Gerard Piqué udzielił wywiadu w programie El Larguero. Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedziami dotyczącymi jego kariery piłkarskiej oraz aktualności związanych z klubem.
- Czy mam teraz mniej wolnego czasu niż gdy byłem piłkarzem? Tak, jestem zajęty właściwie 24 godziny 7 dni w tygodniu. Też w weekendy, zakończyłem karierę, żeby mieć je wolne... i do tej pory nie miałem żadnego. Ale oczywiście, żeby stworzyć coś takiego [rozgrywki Kings League i Queens League - przyp. redakcji] potrzebujesz dużo czasu i dużo poświęcenia. Liczby są jakie są, widzimy wzrost każdego dnia. Jestem bardzo podekscytowany i z dużymi chęciami na kontynuowanie rozwoju.
- Czy tęsknię za futbolem? W ogóle. Wiem, że to mocne, ale tak jest. To etap życia, który jest już za mną. Gdy podejmujesz decyzję o odejściu, jest ona podjęta. Ja w tym jestem bardzo zimny. Patrzenie wstecz nie służy niczemu. Poszło mi niesamowicie dobrze, dużo lepiej niż mogłem się spodziewać. Czuję się bardzo dumny z tego, co przeżyłem, nawet w marzeniach nie liczyłem, że wyjdzie to tak dobrze. Spędzenie całej, czy prawie całej, kariery w klubie mojego życia, wygranie wszystkiego, co wygrałem... ale myślę, że pozostanie w przeszłości, we wszystkich sukcesach byłoby błędem, bo to nic już nie daje. Jasne, ludzie na ulicach cię poznają, proszą cię o zdjęcia, ale to tyle. Ten etap się zakończył, a gdy to ma miejsce, musisz to zaakceptować i iść naprzód. Z Kosmosem [firma Piqué - przyp. redakcji] oraz Kings League mam sporo rozrywki.
- Czy uprawiam jeszcze sport? Wolę nie jeść niż uprawiać sport [śmiech]. Gdy zakończyłem karierę, pomyślałem sobie: "teraz muszę się odłączyć aż do momentu gdy moje ciało mnie poprosi, żebym do tego wrócił". Przytyłem dwa, trzy kilogramy, ale zamiast uprawiać sport wolę jeść mniej, kontrolować co jem i naprawdę czuję się dobrze. Pewnego dnia będę musiał do tego wrócić i to zrobię. Moją filozofią życiową zawsze było robienie rzeczy, na które mam ochotę. I gdy będę znów miał ochotę uprawiać sport, to zrobię to. Nie zrobię tego jednak z obowiązku. Uprawiałem sport całe życie, od kiedy miałem 10 lat wysilałem się każdego dnia... a gdy teraz widzę, że zakończył się sezon i zaczynają się przygotowania, mówię: "wow", co za tempo. I dlatego za tym nie praktycznie tęsknię.
- Czy Barcelona zapłaciła mi wszystko, co była mi winna? W dniu, w którym odszedłem zdecydowaliśmy, że będzie lepiej ogarnąć to od razu. Odpuściłem ostatnie półtora roku kontraktu, a to była duża kwota... ale skoro nie grałem w tym czasie, a odejście było moją decyzją, to nie było sensu prosić o cokolwiek. Nie "podarowałem" żadnych pieniędzy klubowi, zwyczajnie płacili mi do momentu, gdy zakończyłem karierę i na tym się skończyło.
- Decyzja Messiego? Od początku myślałem, że przejdzie do Interu Miami. To była trudna decyzja, na poziomie finansowym oferowali mu stratosferyczne kwoty [w Arabii], a była także opcja powrotu do Barcelony... ale wydaje mi się, że to była najbardziej naturalna decyzja. Otwarcie rynku w USA, w Miami jest dużo Latynosów, mówi się po hiszpańsku, adaptacja dla niego będzie bardzo łatwa. Żyje się dobrze, jeżeli chodzi o pogodę, jedzenie... a on pomoże bardzo urosnąć MLS i futbolowi w USA.
- Realność powrotu Messiego? Widać, że była opcja, żeby wrócił do Barcelony, ja jednak od początku uważałem to za trudne. Nie to, żebym znał wszystkie liczby i sytuację ekonomiczną klubu w szczegółach, ale z tego jaki jest przekaz, co pojawia się w mediach, było wiadomo, że będzie to skomplikowane i ostatecznie nie wyszło. Nie mam informacji czy było to realne, czy nie.
- Bycie presidente FC Barcelony? Obecnie jestem od tego bardzo daleki. Nie mówię, że nie, ale mamy dużo do zrobienia w Kings League i jeżeli bym teraz odszedł, a wybory są za trzy lata, zostawiłbym w pół drogi projekt, którym jestem bardzo podekscytowany.
- Czy kontaktował się ze mną ktoś z Arabii Saudyjskiej? Nie, nikt do mnie nie dzwonił, a nawet gdyby zadzwonił, to bym nie skorzystał. Klubem mojego życia jest Barça i jak mówiłem, gdy opuszczę Barcelonę, to przejdę na emeryturę. Dla mnie było to bardzo jasne, bo futbol był zawsze związany z Futbol Club Barceloną. Tak jak zawsze mówiłem, robienie rzeczy tylko dla pieniędzy nigdy nie było moim sposobem patrzenia na świat. Jeżeli chodzi o kraj, inwestują wielkie pieniądze w sprowadzenie talentu, chcą wzmocnić futbol, też wypromować się na świecie, żeby ludzie ich znali... widzimy jak zmienia się świat futbolu.
- Real Madryt? Zawsze rozumiałem to jako rywalizację, w której szło nam wszystko, gdy byłem piłkarzem. Teraz, gdy jestem na zewnątrz, oczywiście dalej zawsze chcę, żeby przegrywał... ale nie śledzę tego na bieżąco, żeby móc ocenić czy robią rzeczy dobrze, czy źle, czy w tym roku będą faworytem. Zobaczymy jak zaczną, zawsze dobrze rywalizują, czy to w lidze, czy w Lidze Mistrzów, która jest ich rozgrywkami-fetyszem. Jedyne, co będę śledzić to Barça i Andorra. Real jest wielkim klubem, nigdy nie powiedziałem niczego odmiennego. Po prostu gdy bronisz barw Blaugrany, rodzisz się w tym klubie... wiecie. Myślę, że po 20 latach wiecie, co myślę i czuję. Wyjście na zewnątrz powoduje, że przeżywa się w to trochę inny sposób, ale uczucia zostają.
Komentarze (30)