W poprzednim sezonie Barça musiała sobie poradzić bez Roberta Lewandowskiego w aż siedmiu meczach. Polak odkąd przyszedł jest bezdyskusyjnym liderem, jeśli chodzi o atak Blaugrany, ale okazuje się, że drużyna potrafi radzić sobie bez swojego najlepszego strzelca. W jutrzejszym meczu ponownie będzie musiała znaleźć sposób na znalezienie drogi do bramki rywali.
Barcelona nie ma ostatnio szczęścia z kontuzjami i obecnie musi radzić sobie bez swoich czterech ważnych zawodników. Pedri, Frenkie de Jong, Raphinha, a po ostatnim meczu z Porto, również Robert Lewandowski, są niedostępni dla trenera. O ile jeśli chodzi o pierwszych trzech, to można powiedzieć, że są zawodnicy o podobnym profilu, albo przynajmniej grający na takich samych pozycjach, tak w przypadku Lewego sytuacja jest inna. Jest on jedynym środkowym napastnikiem w składzie i jedynym, który potrafił w ostatnich sezonach strzelać tyle bramek. Polak ma na swoim koncie sześć trafień i cztery asysty w dotychczasowych meczach obecnego sezonu, co czyni go liderem zespołu w obu tych statystykach. Xavi będzie musiał trochę improwizować, ale jak sam powiedział na konferencji przedmeczowej: „Mamy alternatywy. Jest João [Felix], jest Ferran, mamy Paua Victora i Marca Guiu ze szkółki. Fermin również czasami grywał jako fałszywa dziewiątka”. Żaden z nich nie daje takiej gwarancji, jeśli chodzi o skuteczność pod bramką rywali, ale w meczu przeciwko przedostatniej w tabeli Granadzie, to nie powinno być aż takim problemem. Szczególnie, że mówimy o zespole, który w dotychczasowych ośmiu meczach w tegorocznych rozgrywkach LaLiga stracił już 21 bramek.
Kolejnym powodem do względnego optymizmu jest fakt, iż w ostatnim sezonie Barça wygrała wszystkie siedem meczów, w których Lewy nie brał udziału. W pięciu z nich był wynik 1:0, a w pozostałych dwóch udało się strzelić aż po cztery bramki, ale trzeba zaznaczyć, że były to mecze przeciwko znacznie niżej notowanym rywalom (3:4 z Intercity i 2:4 z Viktoria Pilzno). Jednak ze wszystkich strzelców bramek w tamtych spotkaniach, obecnie są dostępni tylko Ferran Torres, Marcos Alonso i Ronald Araujo. Wiele wskazuje, że to właśnie Tiburon zajmie miejsce Roberta w składzie. Już w Porto potrafił godnie go zastąpić strzelając zwycięską bramkę. W dziewięciu występach w tym sezonie, może pochwalić się czterema golami i średnio bramką na 89 minut. Cules mogą też liczyć na dobrze prezentującego się ostatnio João Felixa, a także trzymają kciuki za debiutanckie trafienie młodego Lamine’a Yamala. Ktokolwiek by to nie był, liczy się kolejne zwycięstwo. Oby w przyzwoitym stylu.
Komentarze (25)