Głos z szatni Barçy: Chcieli nas przedwcześnie pogrzebać

Mateusz Doniec

22 stycznia 2024, 15:30

Sport

14 komentarzy

Fot. Getty Images

Toni Juanmarti ujawnia dziś na łamach dziennika Sport stanowczy przekaz z szatni FC Barcelony po wygranym 4:2 meczu z Realem Betis. Zwycięstwo na Villamarín było dla zawodników zastrzykiem pewności siebie. "Niektórzy chcieli nas przedwcześnie pogrzebać" - mówią głosy z szatni.

***

Toni Juanmarti: Nikt nie może umrzeć dwa razy. A ta szatnia, łącznie ze sztabem trenerskim, została zabita od czasu klęski w finale Superpucharu Hiszpanii przeciwko Realowi Madryt. Do niedzieli drużyna była na wpół martwa pod względem morale. Jednak to, co wydarzyło się na Benito Villamarín, wybudziło drużynę Barçy ze śpiączki. Urażeni w swoją dumę, źródła z szatni przyznają, że wpatrywanie się w ziemię w ciągu ostatnich kilku dni jest teraz dla nich paliwem do buntu przeciwko tym, którzy uważali ich za martwych. "Chcieli nas przedwcześnie pogrzebać" - mówią.

Upokarzające KO w Arabii Saudyjskiej przeciwko odwiecznym rywalom otworzyło puszkę Pandory. Winę przypisywano wszystkim. Nikt nie został oszczędzony. Na scenie pojawiło się nawet nazwisko Thiago Motty jako możliwego następcy Xaviego. Otoczenie trenera określiło zresztą pojawienie się takiej plotki jako brak szacunku. Wiele rzeczy powiedziano także o piłkarzach i nawet w wielu programach sportowych typu talk show modlono się o to, by ktoś wyłożył na stół 80 czy 90 milionów euro za zawodników takich jak Araujo czy Frenkie de Jong.

Xavi przyznał publicznie: "Szatnia jest dotknięta". W miarę upływu czasu nie ma oczywiście innego wyjścia, jak tylko odwrócić sytuację. Ale bezpośrednie źródła z szatni powiedziały dziennikowi Sport o przygnębiającej atmosferze, która panowała w szatni w ostatnich dniach. Poziom radości był bliski zeru.

Piłka nożna jest jednak kapryśna i to, czego być może nie da efektowna wygrana 3:0, może zapewnić wyszarpane zwycięstwo w ostatnich minutach. Emocjonalna przejażdżka kolejką górską w Sewilli posłużyła do reanimacji przygnębionego składu. Wygodne pokonanie drużyny Pellegriniego byłoby czymś w rodzaju: "Dzisiaj wykonaliśmy swoją pracę, ale zobaczmy, kiedy możemy wykonać kolejną".

Stymulujący efekt zwycięstwa 4:2 w Heliopolis [dawna nazwa Benito Villamarín - przyp. red] jest 10 razy większy niż spokojne zwycięstwo. Po prowadzeniu 2:0 drużyna musiała wrócić, aby wygrać mecz. I zrobili to w ostatnich sekundach, kiedy byli na skraju oficjalnego odpadnięcia z wyścigu o tytuł.

W szatni świętowano zwycięstwo tak, jakby to był tytuł. Były uściski, od czasu do czasu uderzenie w ścianę, a przede wszystkim krzyki. Mnóstwo krzyków. Większość z wściekłości i dumy. Drużyna przybyła do Sewilli dotknięta krytyką, ale także słabym występem w finale Superpucharu.

W pewien sposób w szatni wierzy się, że jeśli drużyna wygra w Bilbao, może to być punkt zwrotny, który sprawi, że wystartuje w kierunku decydującej części sezonu. Zawodnicy wiedzą, że bitwa na San Mamés będzie trudna, ale ostrzegają: "A jeśli pokonamy Athletic, to co? Niektórzy chcieli nas przedwcześnie pogrzebać..." - mówią tonem, który po raz kolejny emanuje siłą potrzebną do walki o tytuły. Z odpowiednią mentalnością wielkie drużyny wciąż mogą cię pokonać, ale bez głowy na właściwym miejscu, nie możesz nawet spróbować sprawić niespodzianki. Co gorsza, indywidualne sytuacje takie jak te Ferrana, João Félixa, Lamine Yamala czy Cubarsiego dodają jeszcze więcej pozytywnej energii".

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (14)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze