Według niektórych mediów w drugiej połowie czerwca było niemal przesądzone, że Mikayil Faye odejdzie do Porto. Później jednak sprawa transferu Senegalczyka przyhamowała i obecnie wydaje się, że obrońca przynajmniej spędzi presezon z pierwszym zespołem Barcelony. Rozważmy zatem, co Barça powinna zrobić z Faye, zwłaszcza że temat jest wielowątkowy.
Zacznijmy od kwestii finansowych, które zapewne miałyby duże znaczenie dla podjęcia decyzji o sprzedaży Faye. Początkowo media zakładały, że Porto zapłaci Barcelonie 15 milionów euro, być może nawet z bonusami. Jak na gracza występującego na poziomie trzeciej ligi, są to naprawdę duże pieniądze. Tym bardziej, że Barça pozyskała go (według prasy) za 1,5 miliona euro + zmienne, które sprawiały, że cena operacji mogła sięgnąć 5 milionów. Pod względem bilansu finansowego Barcelona zarobiłaby (w najgorszym wypadku) 10 milionów w ciągu roku. Takimi ruchami realnie poprawia się budżet klubu.
Później jednak okazało się, że Porto wcale nie jest skore płacić aż tak dużej kwoty. Doniesienia wskazywały na 5-8 milionów euro kwoty stałej i konkretną sumę odkupu gracza przez Barcelonę oraz procent zysku z kolejnego transferu. Barça nie była zainteresowana sprzedażą Faye na takich warunkach, a w mediach pojawiały się sugestie, że klub tak czy siak chciał najpierw sprawdzić Senegalczyka. Można jednak mieć wątpliwości, czy rzeczywiście Barça nie puściłaby defensora za 15 milionów. W obecnej sytuacji finansowej klubu taka oferta brzmi bardzo kusząco, choć władze dopinają różne porozumienia, więc być może ostatecznie okazałoby się, że nie byłoby takiej potrzeby, aby wyrazić na nią zgodę. Poruszamy się w obrębie wielu niewiadomych, ale wydaje się, że Barcelona zmieniła zdanie ze względu na rozczarowanie ofertą Porto.
Sprzedać, czy liczyć na większy zysk w przyszłości?
Na sprawę trzeba też spojrzeć z innej strony. Faye jest piłkarzem o bardzo dużym potencjale. Odpowiednio poprowadzony może nawet wyrosnąć na czołowego stopera na kontynecie, który zapewni swojemu klubowi kilkakrotnie większe zyski. Choć Senegalczyk nadal ma dużo do poprawienia, to jednak na pierwszy rzut oka widać, że ma też bardzo wysoki sufit możliwości. Im bardziej Faye będzie się rozwijał, tym nawet ta kwota 15 milionów euro z upływem czasu wyglądałaby coraz gorzej. Kluczowe mogłoby być to, jaką klauzulę odkupu Barça zapewniłaby sobie przy tej operacji. W przypadku Nico Gonzáleza było to 30 milionów euro, co jest sporą kwotą w czasie kryzysu finansowego Blaugrany i przy sprzedaży pomocnika za 8,5 miliona.
Czy Barcelona nie mogłaby poczekać ze sprzedażą Faye, aż rozwinie się w jeszcze lepszego piłkarza, który dałby klubowi korzyść na boisku lub w budżecie? Odpowiedź na to pytanie jest jednak dość skomplikowana ze względu na brak miejsca w kadrze. Obecnie w zespole jest siedmiu innych stoperów (Ronald Araujo, Pau Cubarsí, Andreas Christensen, Iñigo Martínez, Eric García, Jules Koundé i Clement Lenglet) i nie ma pewności, kto z nich odejdzie (ani czy przedostatni nadal będzie prawym obrońcą u Flicka). Dla Faye pozostanie w rezerwach na poziomie trzeciej ligi może nie wchodzić w grę, a już na pewno nie poprawi znacznie jego wartości. Być może jakąś opcją byłoby wypożyczenie zawodnika, ale to zawsze skomplikowana materia. Musiałby to być z jednej strony klub, który da mu pewne miejsce, a z drugiej strony występujący na określonym poziomie. Zespoły raczej jednak nie przepadają za inwestowaniem w rozwój cudzych piłkarzy, na których nie mogą zarobić.
Duża konkurencja
Do tego trzeba dodać ryzyko, że Faye może jednak nie dobić do swojego sufitu w przyszłości, zwłaszcza że daleko mu do bycia gotowym produktem. Może więc jednak lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu i trzeba już teraz go spieniężyć? Tym bardziej, że Barcelona ma dobrze skonstruowany i perspektywiczny środek obrony, zatem przebicie się teraz czy w niedalekiej przyszłości może nie być łatwym zadaniem. Eric García, Koundé i Araujo wciąż są dość młodzi jak na tę pozycję, Pau Cubarsí dopiero zaczyna karierę, a Andreas Christensen na papierze wchodzi w swoje najlepsze lata, więc w zasadzie tylko Iñigo Martínez może schodzić ze sceny, gdy Faye będzie na nią wchodził.
Oczywiście można też wyobrazić sobie posunięcia kadrowe, które doprowadzą do zrobienia miejsca dla Faye. Nie wiemy, jakie będzie nastawienie Hansiego Flicka, ale wydaje się pewne, że Lenglet odejdzie z klubu. Sprzedany może też zostać Eric García, a Koundé pozostać prawym obrońcą. Niewykluczone jest odejście Iñigo Martíneza, tylko czy Barça powinna preferować jako zastępcę 17-letniego Cubarsíego kolejnego młodego gracza niż weterana? W tym planowaniu wiele może zależeć od tego, jak Senegalczyk pokaże się w okresie przygotowawczym.
Ostatnia kontuzja Araujo sprawia, że Faye na pewno będzie miał szansę do pokazania się podczas presezonu, ze względu na nieobecność Garcíi, Koundé i Cubarsíego na starcie przygotowań. Pewne znaczenie może mieć to, czy Flick będzie widział na "6" Christensena. Wtedy na stoperze (początkowo) pozostaliby tylko Faye, Martínez i będący na wylocie Lenglet. Przynajmniej w mniejszym wymiarze byłaby szansa na ocenienie Senegalczyka. Tylko pytanie brzmi, czy później w trakcie sezonu 19-latek będzie dostawał na tyle dużo szans, aby się rozwijać i zwiększyć swoją wartość. Czy też będzie grał ogony i straci kluczowy rok. Balansowanie między zachowaniem kontroli nad piłkarzem i zapewnieniem mu możliwości postępów wcale nie jest łatwe.
Stracona szansa
Przykre w tej sytuacji jest właśnie to, że jeden z najciekawszych piłkarzy rezerw nie dostał nawet szansy debiutu w pierwszym zespole Barcelony. I to u trenera, który rzekomo ochoczo stawiał na młodych graczy. To też jest sygnał dla samego zawodnika, więc nie możemy się dziwić, że potem gracze chcą rozwijać swoje talenty gdzieś indziej. Dobrze by było, gdyby klub miał jednak spójny i konsekwentny plan rozwoju dla tych najbardziej utalentowanych piłkarzy. Ile Barça mogłaby zarobić więcej, gdyby kilka razy pokazała Faye w pierwszym zespole? A może jednak Senegalczyk zaprezentowałby się z dobrej strony i przebiłby się do składu, rozwiewając wątpliwości co do jego postawy na tym poziomie? Czasu już nie cofniemy.
Zachować kontrolę nad zawodnikiem?
Trzeba też wrócić do zagwozdki, której teraz nie rozwiążemy – na jaki szczebel wejdzie Senegalczyk. 19-latek ma wiele rzeczy do poprawy, na czele z decyzyjnością, ale jednak jego moc w pojedynkach i absolutnie fenomenalna lewa noga (strzały, ale też nie tylko – jego podania na kilkadziesiąt metrów są jak z gry na konsoli) są na tak unikatowym poziomie, że tylko z tego względu byłby pewien żal w związku z ewentualnym odejściem tego zawodnika. Faye może nie jest jeszcze na tyle solidny (wręcz popełnia zbyt dużo błędów), aby regularnie grać w pierwszej ekipie, ale fajnie mieć kogoś takiego w zanadrzu (jeśli wiesz, jak go rozwinąć).
Zawsze też szkoda talentu. Stawianie na młodych piłkarzy powinno być naczelną zasadą klubu i z jednej strony można się cieszyć, że tacy gracze jak Faye, Chadi Riad czy nawet Marc Guiu dają perspektywę dodatkowych przychodów, ale pytanie, co klub zrobi z tym dalej? Czy te uszczuplenie talentu zostanie należycie uzupełnione w przyszłości? Czy też Barcelona znów wyda miliony (może nawet jeszcze większe niż osiągnięte zyski) na zawodników przeciętnego sortu, aby skompletować zespół. Dlatego ewentualny transfer Faye będzie można w pełni ocenić dopiero za kilka lat, widząc efekt rozwoju piłkarza i to, jak klub zaplanował kadrę na jego pozycji, także w perspektywie długoterminowej. Optymalnie byłoby, gdyby Barcelona zachowała jakąś formę kontroli nad sytuacją Senegalczyka, czy to na zasadzie wypożyczenia, czy opcji odkupu w przypadku otrzymania satysfakcjonującej oferty transferu. Łatwiej jednak coś takiego napisać niż zrobić.
Komentarze (8)