Okazuje się, że wpadka Fermína Lópeza z ostatniej soboty, nie przeszła niezauważona przez władze LaLigi. W końcu piractwo internetowe jest jednym z głównych pól bitewnych dla Javiera Tebasa i spółki. A Fermín nie jest jakimś anonimem, lecz jednym z bohaterów tego lata dla Hiszpanów.
O wspomnianej wpadce mogliście przeczytać w tym artykule. W skrócie, chodziło o to, że Fermín López, przebywając jeszcze na urlopie, chciał okazać wyrazy wsparcia swoim kolegom z zespołu przed meczem z Valencią. Intencja jak najbardziej dobra, ale przy okazji pokazał zdjęcie swojego ekranu, a na nim pirackiej transmisji, na której oglądał spotkanie. Piłkarz się zreflektował i usunął post, ale w internecie nic nie ginie.
Informacja o wpadce Fermína szybko dotarła do władz LaLigi i samego Javiera Tebasa. Póki co nikt publicznie nie skomentował tego zajścia, ale Sergio Fernández, z Relevo, uważa, że nastąpiły kontakty z Barceloną i wyrażono zaniepokojenie tym, co się wydarzyło. Oczywiście klub z Katalonii nie jest tutaj niczemu winny, ale LaLiga chce się upewnić, że sytuacja się już nie powtórzy i w tym celu prosi, żeby kluby poinformowały swoich zawodników o tym, jak ważne jest to, co publikują w internecie. Przykład, który dają ma wielki wpływ na kibiców i nie może dochodzić to tego typu sytuacji.
Javier Tebas nie ustaje w swojej walce z piractwem i podkreśla, jak ważne jest, żeby władze LaLigi miały więcej narzędzi do walki z tym zjawiskiem. Uważa, że jest to coś na kształt masowej kradzieży i powinno być bardzo surowo karane. Jeśli jednak chodzi o ukaranie Fermína, to dziennikarz Relevo twierdzi, że jest to bardzo mało prawdopodobne. LaLiga nie ma możliwości nakładania sankcji na zawodników w tej kwestii i konieczne byłoby złożenie skargi do Komitetu ds. Rozgrywek, do czego według Sergio Fernándeza raczej nie dojdzie.
Komentarze (16)