Andreas Christensen rozpoczyna swój trzeci sezon w Barcelonie, jednak po pierwszej kolejce jedynym powodem Duńczyka do radości są trzy punkty wywiezione z Mestalla. On sam zaczął ten mecz na ławce rezerwowych, a na boisku zameldował się w 64. minucie tylko przez to, że Pau Cubarsí miał już na koncie żółtą kartkę i istniało ryzyko, że nie dokończy tego meczu.
W zeszłym sezonie Christensen był kluczowy dla Xaviego. Od stycznia rozgrywał mecze na pozycji piwota, kiedy Oriol Romeu nie dawał zespołowi tego czego najbardziej potrzebował, czyli stabilności i równowagi między defensywą a ofensywą. Przede wszystkim Duńczyk pracował w obronie, aby ograniczyć liczbę traconych bramek przez drużynę. Zmienił się nie tylko trener, ale częściowo system gry. W presezonie dobrze spisywali się młodzi zawodnicy, Casadó, Bernal, Pablo Torre i to pośród nich Hansi Flick wybiera na dzisiaj zawodników do gry w środku pola. Christensen nie znalazł też miejsca na swojej nominalnej pozycji, czyli środku defensywy, na Valencię wyszła dwójka Pau Cubarsí - Iñigo Martínez.
Tego lata otworzyła się furtka na odejście Duńczyka z Barcelony. Wszystko oczywiście tyczy się często opisywanego w ostatnim czasie finansowego fair play i zejścia z wynagrodzenia Christensena, w celu rejestracji innych piłkarzy, w tym Daniego Olmo. Natomiast jak informuje Toni Juanmarti ze Sportu, zawodnik wcale nie myśli o opuszczeniu Barçy. Jest mu tu dobrze, jego rodzinie również, a sam Christensen chce kontynuować grę dla Blaugrany.
Komentarze (12)