Inter Miami po porażce 0:1 z Los Angeles FC w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Mistrzów CONCACAF wrócił do rywalizacji ligowej. Znów nie udało się wygrać, a gdyby nie Leo Messi, ekipa z Florydy mogłaby zanotować kolejną porażkę.
Inter mierzył się z Toronto i pod koniec pierwszej połowy przegrywał po bramce Federico Bernardeschiego. Chwilę po tym trafieniu Messi zdołał jednak wyrównać wynik rywalizacji. Argentyńczykowi nieco odskoczyła piłka przy przyjęciu, ale i tak miał ją ustawioną na tyle dobrze, że mógł od razu pokusić się o uderzenie. Wykonał je bezbłędnie i nie dał szans bramkarzowi rywali. Wcześniej Messi strzelił jeszcze jednego gola, ale został on anulowany ze względu na rzekomy faul 37-latka.
Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a w podstawowym składzie zagrali też Luis Suárez, Sergio Busquets i Jordi Alba. Z jednej strony Inter nadal jest niepokonany w MLS (cztery wygrane i dwa remisy), ale z drugiej drużyna Messiego została wyprzedzona w tabeli przez Columbus Crew. Ekipa z Florydy ma jednak jeden mecz mniej, więc może wrócić na fotel lidera Konferencji Wschodniej.
Dla samego Messiego był to czwarty występ w tym sezonie MLS, a do tej pory zgromadził trzy gole i dwie asysty. W Pucharze Mistrzów CONCACAF dołożył kolejne trzy bramki w czterech meczach.
Komentarze (5)