Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty dzisiejszego pojedynku z Realem Madryt zdaniem redakcji FCBarca.com?
Najlepsze: fantastyczny spektakl i mistrzostwo o krok
Barcelona kolejny raz wróciła z wyniku 0:2 i całkowicie zdominowała rywala. Aż 23 strzały z czego dziewięć celnych, ponad 62% posiadania piłki i wiele fenomenalnych interwencji Courtois. Dzisiaj ręce same składały się do oklasków. Rewelacyjne spotkanie rozegrał Ferran Torres, który zanotował aż trzy asysty. Hiszpan ma w tym sezonie na swoim koncie we wszystkich rozgrywkach już 19 bramek i siedem asyst przy rozegranych 1921 minutach. Jeszcze bardziej spektakularne statystyki poprawił dzisiaj Raphinha, który po dodaniu dwóch goli ma już 34 trafienia i 25 asyst w sezonie. Zachwycający był także Lamine Yamal - nie tylko zdobył kolejną piękną bramkę, ale powinien zanotować też przynajmniej dwie asysty. Dyrygentem na unikalnym poziomie był Pedri, który poza asystą podawał 73 razy ze skutecznością 95% i dołożył trzy kluczowe zagrania. Nie zawiódł także Eric García, dobrze radząc sobie z Viníciusem i trafiając do siatki przy wyniku 0:2. Do mistrzostwa już tylko krok lub dwa. Wystarczy bowiem zwycięstwo lub dwa remisy w ostatnich trzech kolejkach.
Najgorsze: zespół sędziowski i problem ze skutecznością
Kiedy poszkodowana drużyna wygrywa, to o sędziowaniu zwykle mówi się mniej, ale to, co dzisiaj wyczyniał zespół sędziowski nie może zostać przemilczane. Już przy pierwszym trafieniu z rzutu karnego można było dyskutować, czy nie powinna zostać odgwizdana pozycja spalona, ale ta decyzja wydaje się być słuszna. Nie przerwanie gry po faulu na Lamine Yamalu przy akcji na 0:2 to już jednak ewidentny błąd i brak interwencji VAR musi rodzić oburzenie. Dyskusyjne było też zignorowanie możliwego zagrania ręką przy jednej z bramek Barcelony. Trudno natomiast zrozumieć brak czerwonej kartki dla Tchouaméniego za faul na Ferranie, kiedy Francuz był ostatnim obrońcą oraz brak rzutu karnego za zagranie ręką tego samego piłkarza w drugiej połowie. Anulowanie bramki Fermína również było niezrozumiałe, ponieważ po zagraniu ręką przez pomocnika Barcelony Valverde odzyskał posiadanie. Do tego warto wymienić jeszcze dwa możliwe faule w polu karnym - pierwszy Tchouaméniego na Raphinhi w momencie wyjścia w powietrze do strzału głową (z tyłu w nogi) oraz przytrzymywanie Brazylijczyka przez Lucasa w polu karnym przy jednym z dośrodkowań. Sędzia nabrał się też na ordynarną symulkę Mbappe i tylko pozycja spalona uratowała Barcelonę. Błędów było co nie miara, a fakt, że Tchouaméni dokończył spotkanie mówi wszystko. Jeśli jednak na chwilę zapomnimy o sędziowaniu, to nie można nie wspomnieć o kolejnym słabszym meczu pary Cubarsí - Martínez i znów fatalnej skuteczności. Raphinha zmarnował przynajmniej trzy doskonałe okazje, a koledzy z zespołu tylko odrobinę mu w tym zakresie ustępowali.
Komentarze (42)