Wiadomość o przedłużeniu kontraktu Nico Williamsa z Athletikiem złapała mnie trochę w biegu. Trudno było wyjść ze stanu pewnego szoku, nie tylko ze względu na szybkie rozstrzygnięcie sprawy, ale też negatywny z perspektywy Barcelony obrót wydarzeń, którego nikt się nie spodziewał. Spróbujmy zatem rozebrać tę sytuację na czynniki pierwsze, żeby dowiedzieć się, co właśnie nas trafiło, a także wskazać „winnych”.
Zacznijmy od tych, od których wszystko się zaczyna, czyli dziennikarzy. Ogólna narracja była dość optymistyczna, media w pewnym momencie całkiem zgodnie zakładały, że Nico powinien trafić do Barcelony. W ostatnich dniach pojawił się jednak pewien rozdźwięk. Fernando Polo z Mundo Deportivo oraz dziennikarze Marki twierdzili, że agent piłkarza domaga się gwarancji rejestracji, co blokuje zawarte już na innych płaszczyznach porozumienie. Z kolei Gerard Romero absolutnie bagatelizował te ostrzeżenia, podobnie jak wielu innych katalońskich dziennikarzy, na czele z tymi ze Sportu czy José Álvarezem z El Chiringuito TV. Dopiero wczoraj szef Jijantes FC przyznał, że istnieją rozbieżności, jednak nadal upierał się w swoim przekazie do kibiców, że wszystko zostanie załatwione i Nico trafi do Barcelony. W jednej z wcześniejszych transmisji powiedział nawet, że „przyjdzie na 150%”.
Historyczna kompromitacja Gerarda Romero
To właśnie tego typu sformułowania sprawiają, że kibice czują tym większe rozżalenie i złość, gdy sprawy ostatecznie potoczą się inaczej. Wierzcie mi, że jako osoba tłumacząca te wszystkie sprzeczne doniesienia też często czuję się zażenowany, znużony i zdezorientowany. Niestety weryfikacja tego, co podają dziennikarze, często jest zwyczajnie niewykonalna. W jednym przypadku doniesienia pana X się sprawdzą, a Y się pomyli, a w drugiej sytuacji będzie na odwrót.
Większość z Was też zakładała (niebezpodstawnie), że to Romero ma lepsze źródła niż dziennikarze Marki. Tymczasem okazało się, że założyciel Jijantes FC w swoim stylu postawił na robienie show, bagatelizując kluczową informację dla negocjacji. Prezentował skrajną wizję przebiegu wydarzeń, gdy sytuacja wcale nie była tak klarowna. Albo zwyczajnie oszukiwał ludzi, albo wykazał się całkowitą niewiedzą. Oba warianty muszą prowadzić do zdeprecjonowania doniesień tego dziennikarza. Być może Romero się odbije, ba, wręcz jestem przekonany, że to zrobi, bo tak było przez całą jego karierę, po kompromitacji z Messim też potrafił się podnieść. Mamy jednak wyraźne wskazanie, że nikogo nie można traktować jako wyrocznię.
Jakie jeszcze wyciągniemy z tego wnioski? Przede wszystkim trzeba zachować wstrzemięźliwość i uważnie porównywać to, co powiedzieli dziennikarze, z tym, co rzeczywiście się dzieje. Nie warto też zasłaniać się „madryckim” pochodzeniem danego medium, jeśli jego informacje są dość zbieżne z przebiegiem wydarzeń. Przypomnę, że to Marca jako pierwsza ogłosiła odejście Leo Messiego. Ustawianie się w medialnych okopach „a bo oni są z Madrytu” niczego nie daje. „Nasi” bowiem są z Barcelony i mogą reprezentować skrajnie nieobiektywną i niezwiązaną z rzeczywistością wersję katalońskiego klubu, który też może mieć swoje cele w kreowaniu konkretnej narracji.
Mimo wszystko warto też przypomnieć, że to Fernando Polo z Mundo Deportivo nakręcił temat gwarancji, zatem były też sygnały ze strony katalońskich dziennikarzy świadczące o zagrożeniu. Odnoszę wrażenie, że kibice po prostu nie dopuszczali do siebie myśli, że coś może pójść nie tak, bo przecież doniesień o trudnościach też nie brakowało. A brak natychmiastowej wpłaty klauzuli od 1 lipca wyraźnie wskazywał, że jest problem w rozmowach. Już wtedy tłumaczenia Romero wydawały się mętne i nieprzekonujące. Teraz ci sami dziennikarze będą wmawiać, że Nico oszukał wszystkich, próbując przykryć swoją własną niekompetencję.
Nieprzygotowana Barcelona
Niektórzy dziennikarze przyczynili się więc do rozmycia realnego obrazu sytuacji. To jednak interesuje nas tylko pośrednio. Najważniejsze w tej sytuacji jest to, że Barcelona po raz kolejny została obnażona jako niepoważna instytucja. Taka, która nie potrafi zagwarantować piłkarzowi, że będzie mógł zostać zgłoszony do rozgrywek. Nie chodzi mi o to, że Barça powinna zgodzić się na klauzulę zwalniającą Nico z umowy, jeśli nie zostanie zarejestrowany, ale o ciągłe trwanie w atmosferze niepewności.
Odziedziczona sytuacja była koszmarnie trudna, Javier Tebas mógł rzucać kłody pod nogi, ale Joan Laporta przejął władzę w 2021 roku. Cztery lata to naprawdę za mało na uporządkowanie spraw? Ile jeszcze mamy tkwić w warunkach, gdy nie możemy normalnie działać, musimy lawirować, uruchamiać dźwignie, sprzedawać aktywa klubowe, wchodzić na drogę sądową, wykorzystywać kruczki prawne, żeby zrobić COŚ? Kibice mają prawo być tym wszystkim cholernie zmęczeni.
Wizerunek Barcelony, która drugi raz ruszyła po Nico i drugi raz została ostatecznie spławiona, też został nadwyrężony. Takie operacje stanowią również sygnał dla rynków, że wcale nie jest z katalońskim klubem tak dobrze. A skoro Barça cały czas ma trudności, po co było to gadanie Deco, że Blaugrana spróbuje pozyskać Nico? Publiczne poruszanie takich tematów zwykle niewiele daje, a teraz brzmi wręcz godnie pożałowania.
Nic(o) nie wiemy, czego tak naprawdę chcesz?
Co do samego Nico. Uważam, że ma prawo domagać się gwarancji rejestracji. Zwłaszcza po tym całym cyrku, z jakim mieliśmy do czynienia w sprawie Daniego Olmo. Poważny piłkarz jak najbardziej może domagać się poważnego traktowania. To po stronie klubu spoczywa odpowiedzialność, żeby przygotować swoje finanse na tyle, aby móc sprawnie realizować operacje. Barça tego nie zrobiła, znowu nie była gotowa.
Inna sprawa, że o gwarancjach rejestracji dowiedzieliśmy się dopiero w ostatnich dniach. Dlaczego Nico nie rzucił tego tematu wtedy, gdy jego agent dzwonił rozpaczliwie do Deco, pytając „czy chce coś z Avonu czy można wrócić do porozumienia sprzed roku”? Nie mamy żadnych informacji, żeby to była sprawa poruszana na pierwszym spotkaniu, wręcz dziennikarze są dość zgodni co do tego, że taki postulat zaskoczył Barcelonę. Agent Nico postąpił więc trochę niepoważnie, tak kluczowy element negocjacji zostawiając na koniec, gdy nawet detale są już dograne. Pytanie, czy nie można było tego przewidzieć. W każdym razie moim zdaniem można mieć pretensje do Nico głównie o to, a także o brak cierpliwości, bo jednak wydaje się, że gdyby poczekał jeszcze parę dni (być może Barça zdołałaby naprostować sprawy?) to żadna krzywda by mu się nie stała.
Niektórzy uważają, że Nico od początku planował przedłużenie kontraktu z Athletikiem i po prostu pogrywał sobie Barceloną, aby wynegocjować lepsze warunki. Nie sądzę, żeby to był dobry trop, bo jednak baskijski klub uznawał temat za zamknięty, formalizował protesty przeciw działaniom Barcelony, a sam piłkarz naraził się na nienawiść kibiców. Nie wydaje mi się, żeby sprawy zaszły tak daleko, gdyby Nico rzeczywiście nie zamierzał odejść. Przecież równie dobrze mógłby ogrywać kartę Bayernu, który oferował mu nawet lepsze warunki. Gdyby zresztą chodziło mu o finanse, wybrałby Bawarczyków.
Podejrzewam, że zastosował wariant sprzed roku – chcę grać dla Barcelony, ale nie zdecyduję się na transfer w tak niepewnych warunkach. Zostanę więc w Bilbao i zobaczymy, co będzie za rok. Mam okazję wpromować się w Lidze Mistrzów, więc jak Barcelona po mnie nie pójdzie, to też nie będzie dramatu i nie powinienem narzekać na brak ofert. Po prostu zaakceptował wcześniejszą propozycję kontraktu ze strony Athleticu, zwłaszcza, jeśli zdesperowany baskijski klub podniósł trochę cyferki. Uznał, że ma jeszcze czas na transfer, ale być może się pomylił. Niewykluczone, że zamknie mu to drzwi do Barcelony, w której mógłby występować z przyjaciółmi, w której miałby zagwarantowane miejsce w wieloletnim projekcie, w absolutnym TOP2 wśród najbardziej medialnych klubów. Czy podobne warunki dostanie w innej ekipie, czy będzie w bogatym klubie tylko przystankiem między jednym wielkim transferem a drugim?
Przegapiony drugi pociąg z Barcelony
Pytanie brzmi, co teraz zrobi Barcelona. Czy zdecyduje się na dużą inwestycję typu Luis Díaz, co w zasadzie przekreśli szansę na kupno Nico, czy opcję zastępczą typu wypożyczenie Marcusa Rashforda. Osobiście chciałbym, żeby klub poszukał innego docelowego skrzydłowego niż gracz Athleticu. Barça powinna wybrać pewną opcję, bo jednak w przypadku Nico i jego agenta będzie się za nimi ciągnąć atmosfera niepewności. Kataloński klub też mógł być zresztą zszokowany decyzją o przedłużeniu kontraktu (brak przecieków prasowych). Tak jakby strona piłkarza nie była w tych rozmowach do końca szczera, co mogłoby być kolejnym zarzutem w stronę 22-latka. Być może dopiero poznamy kulisy całej sprawy. W każdym razie wzrost klauzuli na poziom około 100 milionów też nie zachęca do powrotu do tej koncepcji. Prawdopodobnie ją wyklucza, skoro już teraz Barça nie była tak chętna na rozmowy po fiasku poprzedniej operacji.
Moim zdaniem decyzja Nico o pozostaniu w Athleticu jest po prostu zła dla niego samego. Czego on może się jeszcze nauczyć w baskijskim klubie? Już rok temu był na etapie rozwoju, w którym powinien zrobić krok do przodu, grać gdzieś, gdzie spotka się z poważniejszymi wyzwaniami, trudniejszymi rywalami w walce o miejsce w składzie, większą presją. Nie musi to być wcale Barcelona. Nie chodzi też o brak szacunku dla Athleticu, ale to po prostu nie jest klub na pierwszorzędnym poziomie dla zawodnika z ambicjami wejścia na szczyt. Co dał Nico kolejny rok w ekipie Los Leónes? Ja uważam, że to był dla niego czas stagnacji, choć niektórzy mogą nawet ocenić, że kroku w tył.
Barça sobie poradzi
Choć medialnie wygląda to kiepsko, trzeba też jednak na koniec powiedzieć, że w Barcelonie nie będzie dramatu kadrowego z powodu fiaska transferu Nico. Bez niego Barça była o krok od finału Ligi Mistrzów i sięgnęła po krajowy tryplet. Oczywiście, lewoskrzydłowy był i nadal jest potrzebny, ale wierzę, że do klubu trafi jeszcze wartościowe wzmocnienie ataku. Na szczęście jest jeszcze sporo czasu do końca okienka. Z tym, co ma Hansi Flick, plus jednym, dwoma uzupełnieniami kadry i sięgnięciem po La Masię, można walczyć na wszystkich frontach. Zatem mimo negatywnego wydźwięku tego felietonu nie zamierzam popadać w jakiś pesymizm w związku z brakiem pozyskania Nico. Mam przeczucie, że koniec końców to on przede wszystkim na tym straci.
Komentarze (49)