FC Barcelona od pewnego czasu stosuje strategię gwarantowania sobie zysku od przyszłego transferu gracza, którego sprzedaje. Dzięki temu nawet przy niskiej cenie może "odbić sobie" te pieniądze w przyszłości. Ta taktyka do tej pory spisywała się znakomicie, ale może nie zadziałać w przypadku Oscara Minguezy.
W 2022 roku Barça oddała utalentowanego prawego obrońcę Celcie Vigo za jedyne 6 milionów euro, ale zapewniła sobie 50% z przyszłego transferu Hiszpana. Ruch teoretycznie okazał się dobry, ponieważ Mingueza wyrósł na jednego z czołowych obrońców w lidze i wiele większych klubów przygląda się jego sytuacji. Problem w tym, że jego umowa dobiega końca w 2026 roku i 26-latek może znaleźć nowego pracodawcę, nie przynosząc grosza ani Barcelonie, ani Celcie.
Klauzula wykupu Oscara Minguezy wynosi 20 milionów euro łatwo więc można policzyć, że Barcelona mogłaby w najlepszym wypadku zarobić 10 milionów. Dużo mówiło się o zainteresowaniu ze strony Aston Villi wzmacniającej się przed europejskimi pucharami, ale temat upadł. Negocjacje Celty z samym piłkarzem też się przeciągają - obrońca nie dał zielonego światła dla podpisania nowego kontraktu i czeka na lepsze oferty. Biorąc pod uwagę, że za pół roku 26-latek będzie mógł podpisać umowę z inną drużyną bez zgody swojego klubu wpłata klauzuli wydaje się mało prawdopodobna.
Barça musi więc liczyć, że wraz z końcem okienka po Minguezę zgłosi się ktoś zdesperowany, kto będzie w stanie zaoferować kwotę zbliżoną do klauzuli wykupu obrońcy, żeby móc zarobić na tej transakcji. W innym wypadku w Katalonii będą liczyć, że wychowanek da się jednak namówić Celcie na przedłużenie kontraktu. Jeżeli to również się nie uda, Barcelona nie zarobi już nic na swoim byłym zawodniku.
Komentarze (13)