Odejście Iñigo Martíneza do Al-Nassr pozostawiło po sobie pewną dozę niepewności co do przebiegu wydarzeń. Xavi Hernández Navarro z dziennika Ara przedstawił niektóre detale dotyczące całego procesu.
Dziennikarz informuje, że początkowym celem Deco było zarobienie na odejściu Andreasa Christensena. Ostatecznie jednak dyrektor sportowy musiał ułatwić zmianę klubu właśnie Iñigo Martínezowi. Według Hernándeza Navarro Bask czekał do powrotu z tournée, aby poinformować Deco ofercie z Al-Nassr. Pierwszy telefon od Saudyjczyków Iñigo miał odebrać jeszcze w Japonii, a ciszę w tym temacie utrzymywał aż do domknięcia warunków milionowego kontraktu. Gdy jego koledzy spali w nocy, on miał prowadzić negocjacje z pomocą zaufanego przedstawiciela José Tudela. Żaden z członków ekspedycji niczego nie wiedział, aż do lotu powrotnego do Barcelony. Jako pierwsi dowiedzieli się Dani Olmo i Hansi Flick w trakcie podróży.
Dalej Hernández Navarro przedstawia reakcję trenera. Flick był zrezygnowany, ale rozumiał, że Iñigo zyskał sobie prawo do decydowania o swojej przyszłości. Nie próbował go przekonać, mimo że wiedział, że bez niego trudno będzie utrzymać ryzykownie grającą defensywę z poprzedniego sezonu. Natomiast z Deco Bask spotkał się już w Ciutat Esportiva. Zdaniem dziennikarza Ary wszystko trwało mniej niż 10 minut i miało na celu zapewnienie piłkarzowi odejścia za darmo, żeby nie trzeba było płacić za transfer. Iñigo musiał jedynie zrezygnować z niektórych kwot wynegocjowanych wcześniej z Barceloną.
Hernández Navarro relacjonuje, że Barcelona, podpisując w marcu kontrakt z Iñigo Martínezem do 30 czerwca 2026 roku, zapewniła sobie jego obecność w kadrze, ale kilka miesięcy później przeważyła „mieszanina zdrowego rozsądku i pośpiechu”. Chodziło o wyjściowe założenie związane z chęcią zredukowania liczby obrońców, o którym Deco mówił wprost parę tygodni temu, oraz kwestii dotyczących problemów z rejestracją graczy. Dziennikarz podsumowuje, że Barça dostała na tacy okazję związaną z milionową ofertę dla Iñigo z saudyjskiego futbolu.
W tych okolicznościach propozycja Al-Nassr została odebrana jako szansa. Według Hernándeza Navarro dlatego Barça nie postawiła oporu przed odejściem podstawowego gracza. Była to po prostu okazja na ucięcie jednego z najwyższych wynagrodzeń w zespole. W tym kontekście interes Iñigo pokrywał się z potrzebami Deco i Laporty.
Dziennikarz Ary relacjonuje, że Iñigo zgodził się rozwiązać umowę, dzięki czemu mógł liczyć na jeszcze wyższą pensję w Al-Nassr i klauzulę dotyczącą jednostronną zakończenia kontraktu po pierwszym roku. Z otoczenia defensora miały płynąć podsumowania, że propozycja była „nie do odrzucenia”, mając na uwadze, że zawodnik ma 34 lata, a jego kariera znajduje się już w fazie zmierzchu. „Iñigo wiedział, że w tym roku będzie mu trudno utrzymać poziom z poprzednich rozgrywek, więc odchodzi w najlepszym momencie, kiedy był najbardziej kochany” - twierdzą bliscy defensora.
Hernández Navarro pisze też o innym szczególe z tournée. Otóż Deco dołączył do drużyny w Azji między innymi w celu uspokojenia napięcia między zespołem i dyrekcją. Dotyczyło ono opóźnienia wylotu do Japonii i całego planu przygotowań do sezonu, z nadmiernymi podróżami autokarem i całą infrastrukturą, która zdaniem graczy powinna wyglądać lepiej. Hansi Flick osobiście miał poinformować Joana Laportę o niezadowoleniu zawodników.
Komentarz FCBarca.com: Te informacje wskazują, że absencja Iñigo Martíneza w dalszej części wyjazdu do Azji nie miała na celu oszczędzenia zawodnika przed dopięciem transakcji, przynajmniej ze strony klubu, który aż do zakończenia tournée nic nie wiedział o zamiarach piłkarza. Ponadto nie ma wiadomości o ewentualnej klauzuli umożliwiającej graczowi odejście za darmo, o której donosiły niektóre media. W relacji Hernándeza Navarro widzimy, że strony po prostu doszły do porozumienia ws. rozwiązania kontraktu i odejścia Iñigo za darmo, bo to było zgodne z ich interesem.
Komentarze (22)