Poznaj rywala: Newcastle United F.C.

Tomasz Jastrzębski

18 września 2025, 06:00

Wikipedia, Transfermarkt

11 komentarzy

Fot. Getty Images

Pierwszy rywal w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, to bez wątpienia zespół bardzo ciekawy, ze świetnym trenerem i wieloma atutami, które mogą napsuć krwi podopiecznym Hansiego Flicka. Newcastle United, bo o nich mowa, pokazali, że ich awans do elitarnych europejskich rozgrywek sprzed trzech lat nie był przypadkiem i po rocznej przerwie ponownie meldują się wśród najlepszych zespołów Starego Kontynentu.

Jak trafili do Ligi Mistrzów?

Sroki zajęły piąte miejsce w Premier League i tym samym wywalczyły bezpośredni awans do tegorocznej edycji. Dodatkowe miejsce (nominalnie ma ich cztery) Anglia zdobyła poprzez współczynnik ligowy UEFA, w którego to jest liderem. Jednak rywalizacja o udział w Lidze Mistrzów w poprzednim sezonie ligi angielskiej była zacięta jak nigdy i dopiero w ostatniej kolejce udało im się go zagwarantować, na dodatek tylko ze względu na lepszy bilans bramkowy od Aston Villi.

Jak radzą sobie w tym sezonie?

To dopiero początek, jednak można powiedzieć, że zespół bardzo ucierpiał przez przeciągającą się sagę transferową swojego najlepszego zawodnika - Alexandra Isaka. W pierwszych czterech kolejkach Premier League zgromadzili pięć punktów, strzelając zaledwie trzy bramki, tracąc również trzy, i tyle samo razy zachowując czyste konto. Gołym okiem widać, że mają przede wszystkim problemy ze strzelaniem goli, ale te powinny rozwiązać transfery dwóch napastników: Yoane’a Wissy oraz Nicka Woltemade, który ostatnio zadebiutował z bramką dającą pierwszą wygraną w tym sezonie. Ciekawe, jaki pomysł ma na nich Eddie Howe, bo wydając tak duże pieniądze (odpowiednio 57 i 75 milionów euro) będzie chciał zapewne docelowo zestawiać ich razem w ataku, a to będzie się wiązało ze zmianą systemu bądź ustawieniem Wissy na skrzydle, co może osłabić jego największe atuty. Piotr Domagała z podcastu Top Four, którego poprosiłem o opinię w trakcie pisania tego artykułu, porównał ich do duetu Peter Crouch i Jermaine Defoe, którzy z powodzeniem grali razem w Portsmouth i Tottenhamie. Z reguły takie połączenia są trudne do pogodzenia we współczesnym futbolu, ale być może staną się wyjątkiem potwierdzającym regułę. Niemniej w meczu przeciwko Barcelonie zobaczymy tylko jednego z nich, gdyż Wissa jest obecnie kontuzjowany, zatem zapewne będziemy świadkami klasycznego 4-3-3.

Na kogo trzeba uważać?

Według Piotra Domagały, to środek pola będzie największym wyzwaniem dla Barçy: „Newcastle posiada rewelacyjny środek pola, bardzo fizyczny grający ze świetną intensywnością i pressingiem - tu widzę jedno z kilku najpoważniejszych zagrożeń dla Barcelony. Joelinton, Bruno i Tonali rzucają wyzwanie każdej linii pomocy w Premier League i Europie, a co dopiero nie grającej tak fizycznie w tym aspekcie Barcelonie”. Problemem może też być: „Wymienność pozycji w ofensywie i bardzo jakościowi skrzydłowi - Elanga, Gordon, Barnes i Jacob Murphy po najlepszym w karierze sezonie”. Rzeczywiście, przy wysoko ustawionej linii obrony Barçy, piekielnie szybki Elanga może mieć pole do popisu. Gordon to zawodnik o waleczności Gaviego czy Fermína, więc, jeśli zagra (ostatnio nie grał w lidze przez… czerwoną kartkę, którą otrzymał w meczu z Liverpoolem), to będzie bardzo mocno naciskał obrońców Blaugrany przy wyprowadzaniu piłki, czyhając na najdrobniejszy błąd.

Oprócz szybkich kontr, to stałe fragmenty gry mogą być największym wyzwaniem dla podopiecznych Hansiego Flicka: „Ich kolejnym atutem są dobre stałe fragmenty gry, gdzie wykorzystują swoje warunki fizyczne - Burn, Schar, Joelinton czy właśnie Woltemade. Świetnie im to wychodziło m.in. w lutym, gdy wygrywali Carabao Cup po finale z Liverpoolem”. No tak, nie ma co ukrywać, że to Sroki będą mieć przewagę, jeśli chodzi o wzrost w polu karnym przy stałych fragmentach. Wymienieni zawodnicy mają odpowiednio: 201, 186, 186 i 198 cm wzrostu, więc trzeba unikać głupio traconych rzutów rożnych i wolnych blisko własnej bramki.

Trener

Eddie Howe to moim zdaniem największy atut naszych najbliższych rywali. Śledzę jego karierę odkąd udało mu się w świetnym stylu wygrać Championship (z Arturem Borucem w bramce) z Bournemouth i awansować do Premier League w 2015 roku. Byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak odważnie beniaminek grał w swoim pierwszym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. Nie tylko udało mu się utrzymać w najtrudniejszej lidze świata przez pięć sezonów, ale też zachować atrakcyjny styl gry, ofensywny z wysokim pressingiem, niezależnie od klasy i poziomu przeciwnika.

Jego następny pracodawca wykazał się jednak pewną odwagą, gdyż szejkowie, którzy przejęli Newcastle mogli przebierać w kandydatach, mając właściwie nieograniczony budżet, ale zdecydowali się powierzyć stery właśnie jemu, co z perspektywy czasu okazało się być bardzo dobrym pomysłem. Niemniej w momencie podjęcia pracy, Sroki  nie wygrały żadnego z pierwszych 12 meczów sezonu w lidze  i wielu wietrzyło im spadek, ale Eddie Howe był w stanie wyciągnąć ich z tej sytuacji (stali się pierwszym klubem, który utrzymał się w Premier League, pomimo nie wygrania żadnego z pierwszych 14 spotkań). A to był dopiero początek.

W następnym sezonie skończyli w pierwszej czwórce i awansowali do Ligi Mistrzów po raz pierwszy od 20 lat oraz wzięli udział w finale Pucharu Ligi Angielskiej, co było ich pierwszym finałem od 23 lat. Następny sezon naznaczyły liczne kontuzje i co za tym idzie gorsze – 7 miejsce na koniec sezonu 23/24. Jednak to ten rok jest prawdziwym apogeum, gdyż nie dość, że ponownie zakwalifikowali się do Ligi Mistrzów, rywalizując ze znacznie silniejszymi na papierze zespołami, to wygrali wyżej wspomniany finał Pucharu Ligi (Carabao Cup) z Liverpoolem - swoje pierwsze trofeum od 56 (!) lat, a Howe został pierwszym angielskim trenerem od 2008 roku, któremu udało się wygrać krajowy puchar. Myślę, że niewielu szkoleniowców byłoby w stanie wycisnąć tyle ze składu, który ma do swojej dyspozycji i dlatego to on jest moim zdaniem najlepszym zasobem klubu z północy Anglii.

Stadion

St James Park może pomieścić 52 264 widzów i jest 9. największym stadionem w Anglii. Według Piotra Domagały kibice Srok są jednymi z najgłośniejszych i najbardziej żywiołowo dopingujących fanów na Wyspach: „Kapitalna, chyba najlepsza albo jedna z najlepszych atmosfer na stadionach w Anglii. Wspaniała fanbaza kibiców, świetny obiekt”.

Jak do tej pory radziła sobie z nimi Barcelona?

Będzie to piąty pojedynek obu zespołów i pierwszy od 22 lat. Wszystkie mecze odbyły się w fazie grupowej Ligi Mistrzów, trzy razy wygrała Barcelona, a raz Newcastle.

17.09.1997 Newcastle 3:2 Barcelona

26.11.1997 Barcelona 1:0 Newcastle

11.12.2002 Barcelona 3:1 Newcastle

19.03.2003 Newcastle 0:2 Barcelona

Postacie łączące oba kluby

Było dwóch piłkarzy, którzy grali dla obu zespołów, jest to Luuk de Jong, który grał dla Newcastle w sezonie 2013/14 (zaledwie 12 meczów i tylko jedna asysta), a w Barcelonie całkiem niedawno, bo w sezonie 2021/22 i chyba nadal jest mile wspominany przez culés. Drugim jest Patrick Kluivert, który reprezentował z powodzeniem Blaugranę przez 6 lat (1998-2004), a następnie odszedł właśnie do Newcastle, gdzie spędził tylko rok bez specjalnych sukcesów (25 meczów, 6 bramek i 1 asysta).

Ważną postacią w historii obu klubów jest też Sir Bobby Robson, który w ciągu jednego roku, podczas którego był trenerem Barçy (później jeszcze przez rok był dyrektorem sportowym), zdobył aż trzy trofea: Puchar Zdobywców Pucharu, Puchar Króla oraz Superpuchar Hiszpanii. W Newcastle pracował przez 5 lat (1999-2004) i jest bardzo ciepło wspominany przez fanów Srok. W czasie jego pracy aż trzykrotnie kończyli sezon w pierwszej piątce.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (11)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze