Poniżej prezentujemy dokładne tłumaczenie felietonu Ivana San Antonio, który ukazał się na łamach dziennika Sport. Autor w mocnych słowach opisuje sytuację Realu Madryt i jego prezesa Florentino Péreza, kreśląc obraz klubu jako "starego zrzędy" oderwanego od rzeczywistości.
Ivan San Antonio: "Real Madryt stał się starym zrzędą, który żyje w gniewie na świat, bo nie jest w stanie pogodzić się ze zmianami, jakie w nim zachodzą. To starzec tęskniący za przeszłością, przekonany, że kiedyś było lepiej. Real Madryt to Clint Eastwood w Gran Torino – człowiek żyjący w izolacji, przekonany, że cała ludzkość spiskuje przeciwko niemu. Gdyby nie to, że potęga Królewskich jest ogromna i klub wciąż ma zdolność zastraszania swojego otoczenia (Walt Kowalski wymachujący karabinem), mógłby nawet budzić odrobinę litości u najbardziej empatycznych.
Real Madryt jest dziś żywym odbiciem swojego prezesa, Florentino Péreza, który trzyma klub jako zakładnika własnych paranoi. Udało mu się wmówić madridismo, że toczy krwawą wojnę ze wszystkimi i przeciw wszystkim: UEFA, RFEF, LaLigą, CTA, CSD... Raport sędziowski skierowany do FIFA jest oklaskiwany przez większość jego medialnego otoczenia, które zamiast cokolwiek kwestionować, przytakuje zgodnym chórem w rytm wyznaczany przez swojego duchowego guru – lidera sekty, w której rozszalało się zbiorowe szaleństwo. Jego skargi, lamenty i kampanie wymusiły zmianę w strukturze Komitetu Technicznego Arbitrów, a także w systemie wyznaczania, karania sędziów, a nawet w VAR-ze.
I nawet to wydaje się niewystarczające. Tuby propagandowe wciąż tłuką każdego, kto nie wyznaje wiary florentinistycznej, wykrzykując Negreira! Negreira! wznosząc ramiona z otwartymi dłońmi i przewracając oczami. Dosłownie. Nikt w jego otoczeniu nie potrafi wnieść odrobiny rozsądku w ten obłęd, a Real Madryt z każdym dniem żyje coraz dalej od rzeczywistości. Każda zmiana, każdy ruch, który nie został podyktowany przez przywódcę sekty, staje się podejrzany w umyśle kogoś, kto czuje się prześladowany.
Błąd przy wyrzuceniu Huijsena – drobiazg niemal niedostrzegalny w systemie arbitrażowym żyjącym w strachu – służy jako dowód na wszystkie teorie spiskowe. Barça od lat patrzy z osłupieniem na te brednie, ale już nie jest w tym sama, bo odjazd jest tak oczywisty, że przekroczył granice. De Zerbi powiedział to głośno po tym, jak jego Olympique Marsylia poległ na Bernabéu przez wymyślony rzut karny w polu karnym jego drużyny. Ale nie tylko on: Benatia, Carragher czy Payet to kolejne głosy, które po nowym europejskim skandalu przerwały milczenie. Podczas gdy w Hiszpanii medialne uwięzienie nie pozwala na sprzeciw, na poziomie kontynentalnym lamenty starego zrzędy obrażonego na świat odbierane są jako ponury żart, który rzeczywistość obnaża bez cienia uśmiechu. Wręcz przeciwnie".
Komentarze (25)