Fermín López: Nigdy nie miałem zamiaru odchodzić [cz. 1/2]

Mateusz Doniec

24 września 2025, 14:15

RAC1

4 komentarze

Fot. Getty Images

Fermín López udzielił długiego wywiadu dla stacji RAC1. Pomocnik wypowiedział się m.in. o swoich początkach, a także o możliwym odejściu tego lata.

Masz kontuzję, prawda?
Tak.

Co ci dolega?
Mięsień, który jest tutaj u góry, przy biodrze.

Ostatnia, cholernie pechowa akcja meczu, co?
Tak.

Trzy tygodnie?
Trzy tygodnie.

Mówisz do mnie po katalońsku.
Tak, lubię.

Podoba ci się?
Tak.

Ale urodziłeś się w miasteczku? Jak się nazywa?
El Campillo.

Masz rodzinne związki z kopalniami?
Tak. Mój dziadek, kiedy był młody, pracował… no, całe życie pracował w kopalni.

W kopalni? Twój dziadek był górnikiem?
Tak, tak.

Widziałeś go jeszcze przy pracy w kopalni?
Nie.

Mówi po katalońsku, bo twój tata jest z Gavy.
Mój tata urodził się w Gavie i w wieku 5 lat wyjechał z rodziną do El Campillo.

Jako dzieciak bardzo lubiłeś grać w piłkę?
Bardzo, tak.

Ale byłeś bardzo mały. Bardzo mały. Bardzo niski.
Tak.

Gdzie zaczynasz grać?
Zacząłem w szkółce El Campillo. Byłem tylko rok w kategorii benjamí, a potem poszedłem do Recreativo Huelva.

Teraz powiesz: całe życie byłem za Barceloną
To prawda.

Naprawdę?
Tak, tak.

Bo tu wszyscy mówią, że kiedy ktoś tu przychodzi, to każdy ma marzenia o grze w Barcelonie...
Nie, nie, to jest prawdziwe.

Nazywają Miri?
Tak.

Kim jest Miri?
To... mój wujek. Ze stron mojej mamy. I cóż, on zawsze był za Barceloną, zawsze mi pomagał, żebym był za Barceloną i prawda jest taka, że dlatego jestem za Barceloną.

Dlaczego mówią na niego Miri?
Bo też grał w piłkę i mówią, że grał bardzo dobrze, i mówili na niego „Miridona” od Maradony.

W wieku 13 lat zadzwoniła Barcelona. Do kogo dzwoni?
Do mojego taty.

I tata ci mówi? Czy czeka?
Dwa lata wcześniej Barcelona się mną interesowała, ale tata powiedział "nie", bo widział, że jestem bardzo mały. A wtedy, gdy miałem 13 lat, Barcelona powiedziała, że to ostatni pociąg. I tata mi to wyjaśnił i zapytał tak trochę, żeby wybadać. "Fermín, jeśli przyjdzie Barça, co zrobisz?". A ja powiedziałem, że jadę.

I pamiętasz ten pierwszy dzień, kiedy odwracasz się i mówisz: dobra, zostaję w La Masii?
To był najgorszy dzień. Na pewno najgorszy dzień mojego życia.

Najgorszy dzień twojego życia?
Znaczy, najszczęśliwszy, ale… Tak, najgorszy dzień życia... Nigdy nie byłem… z dala od rodziców. Od małego mieszkałem w domu i to był pierwszy raz, kiedy wyjeżdżałem jakby na zawsze. Bardzo, bardzo płakałem.

I co robisz wtedy, kiedy płaczesz? Szukasz kogoś? Ktoś pomaga? Miałeś jakichś kolegów w La Masii?
Mieliśmy grupkę z Xavim Simonsem... i kilkoma innymi, Jorge, Raúlem, którzy byli z tej samej drużyny, i pomagaliśmy sobie nawzajem.

Jest taki trudny moment u ciebie, kiedy musisz zamieszkać w Linares, bo klub wypożycza cię do Linares. Wtedy myślisz, że nigdy już nie wrócisz do Barcelony, że to adiós, czy nie?
Tak. Kosztowało mnie to trochę, bo wychodziłem z Barcelony, gdzie miałem wszystko, a Linares to nie ta sama drużyna, i na początku trochę ciężko było mi się zaadaptować, ale gdy zacząłem tam grać, zmieniłem nastawienie i czerpałem radość z gry.

Studiowałeś?
Zacząłem rok przed wyjazdem do Linares, kierunek CAFD (wychowanie fizyczne). Zrobiłem jeden semestr. A kiedy pojechałem do Linares, przerwałem, a po powrocie zacząłem znowu i było mi już ciężko, bo byłem w pierwszej drużynie, wracałem bardzo zmęczony z treningów, a to było po południu, i nie czułem się na siłach, ale chcę coś zrobić, szczerze.

Jasne. Byłeś o krok od odejścia tego lata, prawda?
No, nie o krok.

Ale przyszła bardzo dobra oferta, żeby przeprowadzić się do Londynu.
Tak.

Zastanawiałeś się?
Nie. To znaczy, tak, zawsze można się nad pewnymi rzeczami zastanowić, prawda? Są kluby, które się interesują, ale nigdy nie miałem zamiaru odchodzić i tyle.

Miałeś jasność i miałeś wrażenie, że klub chciał cię sprzedać, czy nie?
Myślę, że też nie.

A propos, wczoraj w programie rozmawialiśmy z Joanem Laportą. Rozmawialiśmy, bo musieliśmy poruszyć temat Lamine Yamala i tak dalej, i powiedzieliśmy: "prezydencie, jutro przyjdzie Fermín". Dobrze się dogadujesz z prezydentem?
Tak, bardzo dobrze.

No to posłuchaj, to jest to, co nam o tobie powiedział:

Mam do niego ogromne zaufanie. Jest doskonale zintegrowany. To świetny piłkarz. Wiemy, że trener na niego liczy. Naszą intencją było utrzymanie grupy. Miał ofertę z Chelsea, także z innych klubów, i jestem bardzo szczęśliwy, że jest z nami. Wkrótce wróci do gry.

Powiedział, że inne kluby też, co?
Zawsze coś jest.

Nie powiesz mi, co?
Nie, nie, nie dam ci newsa (śmiech).

Kurczę... Powiesz, że to Real? Wyobrażasz sobie, że to Real?
Nie sądzę.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze