Rodrygo: Musimy wygrać El Clásico za wszelką cenę

Mateusz Doniec

7 października 2025, 13:00

AS

17 komentarzy

Fot. Getty Images

Rodrygo udzielił wywiadu dla dziennika AS, w którym poruszono zarówno temat możliwego przejścia do Barcelony, jak i ostatnich Klasyków. Napastnik Realu Madryt powiedział, że jego drużyna musi tym razem za wszelką cenę wygrać Klasyk.

Tomas Roncero (AS): Wiem, że w twoim domu w stolicy Hiszpanii jest dziecięca koszulka Realu Madryt. Miałeś tylko sześć lat i już ją nosiłeś. Jak to się zaczęło?

Rodrygo: Mój ojciec przywiózł ją z Niemiec, gdzie był na wyjeździe ze swoją drużyną. Po powrocie mi ją podarował i od tamtej pory zacząłem się identyfikować z tym zespołem, klubem, jego sukcesami. Poza tym grało tam wtedy wielu Brazylijczyków, więc zacząłem ich śledzić. A zwłaszcza, gdy pojawił się Cristiano. "Pożerałem" wszystkie mecze Realu tylko po to, żeby go oglądać. W Brazylii jestem kibicem Santosu, ale odkąd byłem dzieckiem, zawsze lubiłem Real. To było moje marzenie — żeby pewnego dnia zagrać w Europie właśnie tam.

Ale mówią, że prawie trafiłeś do Barcelony. Jak to było?

Zanim podpisałem z Realem, wszystko było już dogadane z Barceloną. To prawda. Ale mój ojciec powiedział mi, że Real się odezwał i że muszę wybrać. Dla mnie to było bardzo proste. Wiedziałem, czego chcę i jakie jest moje marzenie. Nawet się nie wahałem. I oto jestem.

Gdyby ojciec cię nie uprzedził, dziś byłbyś piłkarzem Barçy! To byłby cios...

(Śmiech) Grałem wtedy w Santosie i zaczynałem się wyróżniać. Barça się po mnie zgłosiła — zawsze powtarzam, że to wielki klub i mam do niego duży szacunek. Ale Real był moim marzeniem i decyzja była łatwa. Nie mogłem dłużej czekać na Real, więc kiedy pojawiła się okazja, zrobiliśmy to tak, jak trzeba.

A potem przyszły kolejne sezony. Po magicznym roku z pięcioma trofeami, 2025 był sezonem do zapomnienia: kontuzje, odpadnięcie z Arsenalem, wysokie porażki z Barceloną... Słaby bilans. Do marca radziłeś sobie świetnie — strzeliłeś nawet pięknego gola Atlético w Lidze Mistrzów — ale później przyszło wyraźne załamanie formy. Czasem zapominamy, że za piłkarzem stoi człowiek. Nie wyglądałeś dobrze. Pamiętam pierwszą połowę finału Pucharu Króla z Barceloną w Sewilli i myślałem: "Co się dzieje z Rodrym?". To nie byłeś ty. Co się wtedy stało — to na szczęście już za tobą?

Rzeczywiście przeżywałem bardzo trudny moment w życiu osobistym. Przez długi czas z nikim nie rozmawiałem. Nikt nie wiedział, co się dzieje. To był naprawdę ciężki okres. Nie czułem się dobrze ani fizycznie, ani psychicznie. Bardzo mnie to obciążało. Najpierw Bóg, potem rodzina... i trener Ancelotti pomogli mi z tego wyjść. Carlo bardzo mi pomógł. Widział codziennie, że nie jestem w formie, że nie mogę grać, że nie mogę pomóc drużynie. Ale nie było czasu na regenerację, bo graliśmy co trzy dni. Nie da się wtedy zatrzymać i rozwiązać problemu. On widział, że jestem człowiekiem i mam prawdziwe problemy. Zrozumiał, co przeżywam. Powiedział: "Bądź spokojny, teraz nie jesteś gotowy, żeby grać". Ja mu dziękowałem i błagałem, żeby mnie wystawił. Ale on wiedział, że najpierw musi odzyskać człowieka, a dopiero potem piłkarza. Najważniejsze było wrócić do równowagi psychicznej. To był bardzo trudny czas w moim życiu, ale dziś wszystko mam za sobą. Jestem dobrze, czuję radość, jestem szczęśliwy i bardzo zmotywowany, żeby rozegrać wielki sezon. Zawsze, gdy mogę, dziękuję Carletto, jego synowi Davidowi i całemu sztabowi. Wszyscy mi pomogli, a przede wszystkim rodzina.

Teraz koncentrujesz się na dwóch meczach Brazylii z Koreą Południową i Japonią, ale już wkrótce po przerwie reprezentacyjnej czeka nas Klasyk na Bernabéu. W zeszłym sezonie Barcelona pokonała was czterokrotnie. Czy będzie rewanż? Kibice są zaniepokojeni, bo drużyna od dawna nie potrafi się pokazać z dobrej strony w wielkich meczach.

Poprzedni sezon najlepiej zostawić za sobą. Wiemy, że nie stanęliśmy na wysokości zadania, zwłaszcza w Klasykach. Nie czuliśmy się dobrze w tych spotkaniach. To prawda, że rok wcześniej było odwrotnie i wygraliśmy wszystkie cztery mecze z nimi, ale trzeba przyznać, że teraz są mocniejsi, bardziej pewni siebie. Jednak my też mamy świetny zespół. To będzie trudny mecz, ale gramy u siebie, na Bernabéu, przy naszych kibicach — i musimy pokazać, kim jesteśmy. Dobrze to zaplanować i wygrać za wszelką cenę. Gramy w naszym domu.

Czy wyobrażasz sobie, że 26 października pokona Barcelonę golem swojego autorstwa?

Każdy, kto trafia do Realu, marzy o wygraniu Ligi Mistrzów i o strzeleniu decydującego gola Barcelonie. Oby tak się stało.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (17)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze