FC Barcelona pokonała 3:1 Deportivo Alavés i przynajmniej na kilkanaście godzin odskoczyła Realowi Madryt w ligowej tabeli. Z czego zapamiętamy to spotkanie?
1. Postęp Maldiniego
Gdy w zeszłym sezonie jeden z kolegów z drużyny określił Gerarda Martína mianem Maldiniego mogło to wywoływać jedynie pusty śmiech. Oczywiście nie chodzi o to, by teraz na poważnie zacząć porównywać Hiszpana do jednego z najlepszych obrońców w historii, ale poprawa w jego grze jest widoczna gołym okiem. Z zagubionego na lewej stronie defensywy piłkarza narodził się stoper, który potrafi pokazać swoje atuty - zwłaszcza w rozegraniu. Wczoraj był kluczowy w napędzaniu akcji zespołu, w tym także tych bramkowych.
Lepsze funkcjonowanie zespołu z Gerardem Martinem ustawionym jako lewym stoperem prowadzi nas do oczywistego wniosku - po odejściu Iñigo Martíneza, Barça potrzebuje lewonożnego stopera. Najlepiej takiego, który będzie pewniejszy od Maldiniego w defensywie, bo w tym aspekcie ma on jeszcze spore pole do poprawy.
2. Nierówne dziewiątki
Ledwo tydzień temu mogliśmy się zachwycać formą obu snajperów Barçy. Robert Lewandowski otworzył strzelanie na nowym Camp Nou, zaś Ferran Torres dorzucił dublet. Po tym, jak w Londynie Polak był kompletnie niewidoczny, a Hiszpan zagrał tragiczny mecz, można było oczekiwać, że z Deportivo Alavés znów zaprezentują dobrą dyspozycję.
Tak się jednak nie stało. Lewandowski wprawdzie zaliczył asystę (a powinien kolejną, jednak świetną sytuację zmarnował Lamine Yamal), ale poza tym po raz kolejny próżno go było szukać na boisku (zaledwie 23 kontakty z piłką). Polak był najbardziej widoczny, gdy kilkukrotnie dał się zaskoczyć piłkarzom gości, którzy doganiali go po zwolnieniu akcji i bez problemu odbierali mu piłkę. Choć Lewy nie zawiesił poprzeczki wysoko, to Ferran i tak do niej nie doskoczył - przez pół godziny Hiszpan nie oddał ani jednego strzału, zdążył za to stracić piłkę aż siedem razy i zaliczyć spektakularne podanie w trybuny.
Hansi Flick będzie miał ból głowy przed nadchodzącym meczem z Atlético, jednak niestety nie będzie to wynikać z kłopotu bogactwa.
3. Olmo wraca do strzelania
Przy słabej formie snajperów, ciężar zdobywania bramek musiał wziąć na siebie ktoś inny. Tym razem był to Dani Olmo, który trafił do siatki po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy. Jeszcze dwa tygodnie temu Mateusz Doniec stwierdził, że Fermín López wysyła swojego starszego kolegę na przedwczesną emeryturę do Arabii Saudyjskiej. Teraz to Andaluzyjczyk leczy uraz (na szczęście niezbyt poważny), zaś były gracz RB Lipsk popisał się dubletem.
Oprócz goli warto zwrócić uwagę, że Olmo musiał funkcjonować w dość eksperymentalnym zestawieniu linii środkowej. Tak u Marca Casadó, jak i szczególnie u Marca Bernala było widać brak rytmu meczowego (co jest naturalne, biorąc pod uwagę to, ile minut do tej pory zaliczyli w tym sezonie). 20-tka Barçy wzięła na siebie ciężar napędzania akcji ofensywnych, a wyróżnić warto przede wszystkim kilka ładnych wymian piłki z Laminem Yamalem. Gołym okiem widać, że nastoletnia gwiazda Barçy lubi grać ze starszym kolegą.
4. Rapha, dobrze, że jesteś
Brak rytmu meczowego było wczoraj widać także u innego piłkarza, którego od dawna nie oglądaliśmy w pierwszej jedenastce. Powrót Raphinhi do wyjściowego składu i tak należy jednak ocenić pozytywnie. Niezależnie od tego, czy akurat nosi opaskę, Brazylijczyk to prawdziwy kapitan i lider zespołu. To on zachęca kolegów do pressingu i to on zawsze pierwszy biegnie do kontrataku. Raphinha żyje meczem na 120%, dając z siebie wszystko, co nieuchronnie udziela się także kolegom.
Rapha to także lider pozaboiskowy - wczoraj to on długo rozmawiał z wyraźnie zmartwionym Hansim Flickiem, pocieszając go. Jednocześnie, błędem byłoby sprowadzanie roli Raphinhi tylko do kwestii atmosfery w zespole. Brazylijczyk to po prostu świetny piłkarz - wczoraj zostało to docenione także przez LaLigę.
5. Bramkarz robi różnicę
Joan García musiał wyciągać piłkę z siatki już na samym początku meczu. Potem jednak występ Hiszpana był kompletny. Jak zwykle dokładny w rozegraniu (100% skuteczności podań na własnej połowie) i czujny przy kontrach rywala (dwa udane wyjścia poza pole karne). Przede wszystkim jednak, były gracz Espanyolu wczoraj dwukrotnie ratował Barçę przed stratą bramki. Jeszcze w pierwszej połowie ekwilibrystycznie obronił strzał gracza Alavés, mimo że obserwował akcję już praktycznie z poziomu murawy.
W końcówce meczu zaś García okazał się górą w sytuacji sam na sam. Choć sędzia pokazał spalonego, to można mieć spore wątpliwości co do tego, czy VAR podtrzymałby ten werdykt - na szczęście dzięki Joanowi nie musieliśmy tego sprawdzać.
Kibice na Camp Nou w podziękowaniu skandowali jego imię, zdając sobie sprawę, że z innym bramkarzem Barça mogła wczorajszy mecz nawet przegrać.
Komentarze (40)