David Silva to historia Manchesteru City, zespołu, w którym przez dekadę rozegrał 436 meczów i strzelił 77 goli, a do tego rozdawał kolegom mnóstwo genialnych asyst (136). Zanim jednak trafił do Anglii, jeszcze jako piłkarz Valencii, mógł założyć koszulkę Barcelony. Opowiada o tym sam zawodnik na kanale YouTube "El camino de Mario", prowadzonym przez byłego piłkarza Mario Suáreza.
"Kiedy wygraliśmy w 2008 roku EURO z reprezentacją Hiszpanii, rozmawiałem z Txikim [Begiristeinem]. Txiki do mnie zadzwonił, że mnie chcą. Ale Valencia w tamtym momencie nie sprzedawała zawodników. Później pojawiły się problemy finansowe i musieli sprzedać El Guaje [Davida Villę] i mnie – relacjonuje Silva próbę sprowadzenia go przez Barcelonę. Valencia transfer zablokowała, ale dwa lata później zgodziła się na jego odejście, tym razem do Manchesteru City, za 28,75 mln euro.
Zapytany przez Mario Suáreza, czy chciałby zagrać w Barcelonie, David Silva odpowiedział pytaniem: "A kto by nie chciał grać w Barcelonie albo w Realu Madryt?". Po czym od razu dodał stanowczo: "Najlepszą decyzją, jaką podjąłem, było przejście do City. Spędziłem tam 10 fantastycznych lat, wygraliśmy 14 trofeów, a kibice traktowali mnie niesamowicie. Poza tym oni mają coś wyjątkowego z futbolem, to dla nich coś więcej, prawdziwa religia".
W Realu Madryt Silva jednak był – na samym początku swojej piłkarskiej drogi. Tyle że skaut Królewskich nie miał wtedy najlepszego dnia. "Jako dzieciak, w wieku 12 lat, byłem w Madrycie na czymś w rodzaju tygodniowych testów, ale potem do mnie nie zadzwonili" – opowiadał Silva. Widząc niedowierzanie Mario Suáreza, podszedł do tego ze zrozumieniem: "Widziałem, że coś podobnego przydarzyło się Juliánowi Álvarezowi. To są rzeczy, których niełatwo dostrzec, kiedy ktoś jest tak młody".
Real stracił więc okazję, choć później – gdy Silva był już piłkarzem uznanym – interesował się nim ponownie, zwłaszcza w 2010 roku. "Zawsze krążyły plotki o Realu, nawet Vicente del Bosque mówił, że idę po Złotą Piłkę, ale podpisałem z City. Nie wiem, czy to zainteresowanie było realne" – przyznał Silva, który ostatecznie trafił do Manchesteru City dzięki uporowi Anglików.
Jako Obywatel zbudował legendę, zwłaszcza po przyjściu Pepa Guardioli na ławkę trenerską w 2016 roku. "Praca z Pepem to był inny poziom. On już wiedział, co zrobi rywal, wszystko miał przygotowane. To jego największa zaleta. Najgorsze jest to, że jest bardzo maniakalny, nie daje zbyt wiele swobody. Ale to crack" – podsumował Silva trenera, który odcisnął na nim ogromne piętno.
Komentarze (5)