Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty otwierającego nowy rok kalendarzowy pojedynku ligowego z Espanyolem zdaniem redakcji FCBarca.com?
Najlepsze: z całą pewnością nie byłoby tego zwycięstwa bez Joana Garcíi
Końcówka meczu w wykonaniu Barcelony była zabójcza. Kluczowe były zmiany. Wprowadzeni na boisko Fermín López, Dani Olmo i Robert Lewandowski „maczali palce” w obu trafieniach. Pierwszy zanotował dwie asysty, a pozostali wpisali się na listę strzelców. Szczególnej urody było zwłaszcza trafienie Daniego Olmo, który technicznym strzałem w samo okienko pokonał dobrze dysponowanego Dimitrovicia. Mowa jednak tak naprawdę o ostatnim kwadransie, w którym Barcelona zdominowała gospodarzy, oddając sześć strzałów przy braku choćby jednej próby rywali. A jak to wyglądało wcześniej?
Wcześniej był to w dużej mierze pojedynek Joana Garcíi z byłymi kolegami z drużyny. Espanyol aż do ostatnich 15 minut meczu miał zdecydowanie więcej z gry. Oddał 14 strzałów przy dziewięciu próbach Barcelony, aż siedem z nich było celnych, a wynik 0:0 utrzymywał się tylko dzięki bramkarzowi gości. Joan García popisał się aż sześcioma interwencjami, z których ta po strzale głową Romero była wprost fenomenalna. Imponującym wyczuciem i refleksem wykazał się również wygarniając piłkę spod nóg Roberto Fernándeza. Po końcowym gwizdku nie było najmniejszych wątpliwości, że to golkiper Barçy zasłużył na tytuł MVP.
Najgorsze: problemy defensywy nie wyparowały i muszą martwić
Pierwsze 30 minut Barcelony w defensywie nie było takie złe. Można było wręcz odnieść wrażenie, że obrońcy nieźle zarządzają ryzykiem. W przekroju całego meczu potrafili się wyróżnić niezłymi interwencjami, jak wybicie piłki sprzed linii bramkowej Koundé, kilka wygranych pojedynków Cubarsíego czy Balde oraz pojedynków powietrznych Gerarda Martína. Jako formacja z czasem obrona zaczęła rozchodzić się w szwach, a błędy w kryciu były rażące. Sytuacja sam na sam Roberto Fernándeza była głównie zasługą podwójnie nieskutecznego wejścia wślizgiem obrońców gości, a pozostawienie Koundé samego z dwójką napastników tylko dzięki nieporadności rywali nie skończyło się golem. Trudno uwierzyć, by defensywa w takim składzie personalnym była w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Pau Cubarsí potrzebuje partnera z prawdziwego zdarzenia, a Koundé i Balde presji ze strony zmienników. Być może powrót Erica Garcíi do obrony trochę poprawi sytuację, ale z całą pewnością nie sprawi, że problemy wyparują.
Poza tym trudno po dzisiejszym spotkaniu obronić Ferrana Torresa, Marcusa Rashforda i Raphinhę. Cała trójka zagrała wyraźnie poniżej swoich możliwości. Miejmy nadzieję, że w Superpucharze Hiszpanii zobaczymy ich najlepsze wersje.
Komentarze (11)