Deco, dyrektor sportowy FC Barcelony, po raz pierwszy odniósł się do odejścia Dro po jego niedawnym transferze do Paris Saint-Germain i w rozmowie z TNT Sports przekazał przy okazji kilka wymownych uwag.
Deco: Dro to chłopak, który w styczniu 2024 roku skończył 16 lat, w marcu podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt, a w tym okresie trenował z nami dwa–trzy razy. Dla nas nie ma znaczenia, kto jest jego agentem, liczy się profil zawodnika. Na początku poprzedniego sezonu przyszedł już trenować z pierwszym zespołem, spodobał się Flickowi i mimo że na tej pozycji było kilku piłkarzy, trener naprawdę go polubił.
- Dro miał klauzulę w wysokości sześciu milionów euro, jak większość zawodników podpisujących pierwszy kontrakt, a my mogliśmy jedynie przedstawić mu pomysł, jaki mieliśmy na jego rozwój, i kontekst, w którym mógłby tutaj rosnąć. Trener bardzo pomógł - kazał mu trenować z pierwszą drużyną i zabrał go na tournée. Rozczarowanie wynikało właśnie z tego. Z całym szacunkiem dla PSG, które jest znakomitym klubem i w którym mam przyjaciół, jak choćby Luisa Camposa.
- Gdybym był młody i grał w Barcelonie, nie zmieniałbym klubu, ale każdy dokonuje własnych wyborów. Wszyscy wiemy, że istnieją wpływy - nie wiemy, czy to kwestia rodziców - ale to jest jego sprawa. To nie jest temat finansowy. Doszliśmy do porozumienia z Paryżem dzięki dobrym relacjom, jakie istnieją między klubami, ale PSG nie miało żadnego wpływu na tę decyzję. Życzę mu szczęścia i rozwoju jako piłkarzowi, choć pośpiech w jego przypadku - czy to tutaj, czy w Paryżu - byłby szkodliwy. Czasem zarówno forma, jak i osoby zaangażowane w takie decyzje, nie są właściwe.
- Nie ma sensu robić z tego dramatu. Był w orbicie pierwszego zespołu, jak inni zawodnicy, podjął taką decyzję i na tym temat się kończy.
Komentarze (9)