Barcelona – Kopenhaga: najlepsze, najgorsze wg FCBarca.com

Błażej Gwozdowski

28 stycznia 2026, 23:36

10 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

4:1

Herb FC Barcelona

FC Kopenhaga

CPH

  • Robert Lewandowski 48'
  • Lamine Yamal 60'
  • Raphinha 69' (k.)
  • Marcus Rashford 85'
  • 4' Viktor Dadason 

Jakie były najlepsze i najgorsze aspekt dzisiejszego pojedynku Barcelony z Kopenhagą w ostatniej kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów zdaniem redakcji FCBarca.com?

Najlepsze: trafione zmiany, gol z wolnego, okazałe zwycięstwo i w efekcie pewny awans do fazy pucharowej

Przed meczem cel był jasny – wygrać i to jak najwyżej. Pierwsza połowa nie ułożyła się najlepiej i to goście wyszli na prowadzenie, a co gorsza utrzymali je do przerwy. Hansi Flick zareagował od razu, wprowadzając Bernala w miejsce Erica Garcíi i choć zmiana była podyktowana urazem głowy, to najważniejsze, że młody pomocnik stanął na wysokości zadania, a gra gospodarzy się poprawiła. Kluczowa była jednak szybko zdobyta bramka – Lamine Yamal świetnie podał do Roberta Lewandowskiego, który tym razem się nie pomylił i trafił do pustej bramki. Na 2:0 podwyższył Lamine Yamal, przy czym dopisało mu sporo szczęścia w postaci wyraźnego rykoszetu. Dopiero po golu z rzutu karnego za faul na Lewandowskim, którego autorem był Raphinha, zrobiło się spokojniej. Wynik ustalił Marcus Rashford, trafiając z rzutu wolnego i przypominając nam przy tym trochę czasy, kiedy to Leo Messi podchodził do piłki ustawionej za szesnastką.

Pod wieloma względami nie był to najlepszy mecz Barcelony, ale najważniejsze było zwycięstwo, najlepiej wysokie. Hansi Flick dobrze zareagował, a zmiany trochę pobudziły zespół. Ostatecznie udało się awansować z piątego miejsca i choć tak wysoka lokata jest powodem do zadowolenia, to nie jest wykluczone, że nagrodą będzie dwumecz z PSG już w 1/8 Ligi Mistrzów. Ten czarny scenariusz zostawmy jednak na później.

Najgorsze: znów problemy w pierwszej połowie pomimo niezłej dynamiki i kilku okazji

Powtórzył się scenariusz z rywalizacji z Realem Oviedo. Pierwsza połowa co prawda była trochę lepsza niż ta z ostatniej potyczki ligowej, ale nie udało się wykorzystać żadnej z okazji, a rywale do siatki trafili. To jest cena, jaką musi czasem zapłacić zespół, który gra z tak wysoko ustawioną defensywą, na dodatek daleką od formy. Kiedy wylosuje się słabsza skuteczność i dobry dzień bramkarza rywali, to wynik może być rozczarowujący. Na szczęście po przerwie Robert Lewandowski zrehabilitował się za zmarnowaną okazję z pierwszej połowy, a cały zespół poszedł za ciosem. Wciąż trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że z silniejszym rywalem o happy end będzie dużo trudniej.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (10)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze