"Po co o tym piszecie?". To pytanie regularnie spotykamy w komentarzach pod publikowanymi przez nas artykułami. Nadszedł czas, żeby nie trafiało ono w próżnię. W nowym cyklu pod taką właśnie nazwą będziemy na nie odpowiadać, opierając się na konkretnych liczbach.
Początek tej serii to dobry moment, żeby przy okazji odpowiedzieć też na kilka innych, często pojawiających się pytań/obserwacji/zarzutów. Choć nie lekceważymy ich, to mamy wrażenie, że często są one stawiane jako efekt niewiedzy na temat funkcjonowania portali internetowych. Oczywiście zdecydowanej większości ludzi taka wiedza jest zupełnie zbędna - mimo tego, postaramy się zaspokoić ciekawość tych, których ta tematyka interesuje. Żeby było jasne - nie skarżymy się, tylko staramy się wytłumaczyć nas punkt widzenia.
"Artykuł dla klików".
Cóż mamy powiedzieć - ta opinia jest jak najbardziej prawdziwa. Jednocześnie jednak, trudno nam traktować ją jako zarzut. Brzmi ona bowiem tak, jakby komuś trenującemu na siłowni "zarzucić", że "podnosi ciężary, żeby być silniejszy". Albo w stosunku do kogoś patrzącego na padający za oknem deszcz wyrazić "pretensje" brzmiące "zabierasz parasol, żeby nie zmoknąć". Dokładnie tak - ktoś wykonuje racjonalne działania z punktu widzenia pożądanego przez siebie efektu.
W przypadku zaś portali internetowych, mechanizm nie jest zbyt skomplikowany - im więcej "klików", tym większe stawki od reklamodawców (w pewnym uproszczeniu oczywiście). Im większe stawki, tym nie tylko bardziej redaktorzy będą opływać w luksusy, ale i tym mniej reklam będzie potrzebne (bo każda reklama przyniesie więcej przychodów) i tym więcej wartościowych tekstów będzie mogło być publikowanych (bo nie będziemy musieli aż tak patrzeć na "kliki").
Podsumowując - im więcej "klików", tym lepiej i dla Was, i dla nas.
"Tylko kliki się liczą".
Spokojnie, wiemy, że tak naprawdę z reguły chodzi o to, że w ocenie komentujących skupiamy się wyłącznie na "klikach", ignorując wiarygodność czy przydatność danej informacji. Ten zarzut łączy się jednak bezpośrednio z wątkiem omówionym powyżej.
Tak,jak ustaliliśmy, zależy nam na tym, żebyście klikali w artykuły - i nie ukrywamy tego. Powstanie każdego artykułu wymaga bowiem poniesienia określonego kosztu. Jest on publikowany przez redaktora, któremu należy się wynagrodzenie za jego pracę (a nie jest to osoba przypadkowa, lecz znająca biegle co najmniej dwa języki obce), opatrzony zdjęciem, do którego ktoś posiada prawa autorskie (koszt takiej licencji to naprawdę wysoka suma), a utrzymanie strony, na której czytacie te słowa też kosztuje (serwer, praca programistów, itp.). Do tego, obecnie dochodzą nam niemałe wydatki na opracowanie nowej wersji strony.
Wobec powyższego, nie powinno Was chyba dziwić, że te koszty powinny się zwrócić i to z nawiązką - a to najczęściej zapewniają właśnie "kliki". Na marginesie - tych wszystkich kosztów nie mają choćby facebookowe fanpage, czy profile twitterowe agregujące treści. Czy to z samej specyfiki ich funkcjonowania (korzystanie z darmowej infrastruktury), czy z działań wątpliwych pod wzgędem zgodności z prawem ("pożyczanie" sobie zdjęć). My funkcjonujemy w innych realiach, co siłą rzeczy wymaga od nas działania w inny sposób.
"I znów te clickbaity".
Mimo tego, że "kliki" nas interesują (z powodów wskazanych powyżej), to jednocześnie naprawdę nie chcemy ich od Was wyłudzać. Tym zaś właśnie są clickbaity.
Wszyscy to znamy - ktoś kusi Was caps lockiem, krzykliwym tytułem czy niejednoznacznym zdjęciem, a gdy już przejdziecie do artykułu, to okazuje się, że jest on zupełnie o czymś innym. To naprawdę nie jest naszą intencją. Z tego względu, nie znajdziecie u nas artykułów zatytułowanych: "To KONIEC Polaka w Barcelonie?! [ZOBACZ JAK]", a potem okaże się, że mowa nie o Robercie Lewandowskim, ale o będącym z nim na zdjęciu losowym turyście.
Jednocześnie, naszym zdaniem clikbaitem nie jest sytuacja, w której w artykule o tytule "Poznaliśmy rywala Barçy w Pucharze Króla" po kliknięciu w artykuł rzeczywiście bez przeszkód dowiecie się, kto jest tym rywalem. Nikt nie wyłudził od Was tego kliknięcia, lecz doszło do uczciwej "transakcji". Wy chcieliście poznać tę informację i tak się stało. My zaś chcieliśmy dostać Waszego "klika", którego najpewniej by nie było, gdybyśmy zdradzili tę informację już w tytule. Dostarczyliśmy Wam usługę, za którą otrzymaliśmy od Was zapłatę, nie musząc sięgać bezpośrednio do Waszych kieszeni.
***
Nie chcemy zbytnio zanudzać, dlatego póki co poprzestaniemy na tych trzech popularnych zarzutach. Jeżeli jednak chcielibyście poznać odpowiedzi na jeszcze inne pytania związane z funkcjonowaniem strony, to dajcie znać w komentarzach i postaramy się zamieścić je w kolejnym odcinku cyklu.
Teraz zaś przechodzimy już do tytułowego pytania, brzmiącego "Po co o tym piszecie?". Liczby nie kłamią, zatem przedstawiamy:
TOP5 najczęściej czytanych artykułów w styczniu 2026
1. Barcelona postawiła Lewandowskiemu dwa warunki dotyczące pozostania w klubie
2. Toni Kroos: Barça nie zdobędzie żadnego międzynarodowego trofeum
3. Barcelona zrehabilitowała się w drugiej połowie i awansowała do 1/8 finału Ligi Mistrzów!
***
Już z tego zestawienia możemy wyciągnąć kilka istotnych wniosków.
Przede wszystkim, w czołowej piątce nie ma żadnego artykułu dotyczącego bodaj najbardziej istotnego sportowego wydarzenia miesiąca, czyli wygranego Superpucharu z Realem Madryt. Zdobyte trofeum, El Clásico - wydawałoby się, że właśnie tego tematu będą dotyczyły niemal wszystkie nabardziej popularne materiały, prawda? Cóż, wcale nie.
Ba, mimo rozegrania w styczniu aż dziewięciu meczów (!), tylko jeden z najbardziej poczytnych artykułów dotyczy któregokolwiek z nich - i w sporej mierze wynika to z szalonej multiligi z osiemnastoma spotkaniami Ligi Mistrzów, które rozgrywane były naraz.
Oprócz meczu z Kopenhagą, najbardziej popularne okazały się zaś trzy artykuły o plotkach transferowych, z czego dwa z nich to obalenie ich ślepego powielania przez polskie portale ogólnosportowe. Z tego właśnie względu rozpoczęliśmy kolejny nowy cykl, który zatytułowaliśmy Alert FCB.
Czołową piątkę uzupełnia wyrazista wypowiedź byłego piłkarza Realu Madryt. To wręcz zupełnie odrębny temat - często bowiem widzimy komentarze, że przecież jesteśmy na stronie o FC Barcelonie, a nie o ekipie Królewskich. Cóż, macie rację, ale to naprawdę nie nasza wina, że informacje o największym rywalu tak "grzeją" użytkowników (zwłaszcza te negatywne).
***
Mamy nadzieję, że ten cykl przyczyni się do tego, że lepiej zrozumiecie, czemu na stronie pojawił się dany artykuł. Oczywiście wiemy, że nie zawrócimy kijem Wisły i w dalszym ciągu pytania jak w tytule będą regularnie pojawiać się w komentarzach - nie będziemy jednak odpowiadać na nie wpadkowo, a wyłącznie odsyłać do tego materiału.
Na zakończenie, pamiętajcie proszę, że publikujemy na stronie średno ponad 20 artykułów dziennie. Jeżeli zatem nawet jakiś pojedynczy news Wam się nie spodoba, to jesteśmy przekonani, że i tak z pewnością znajdziecie coś dla siebie.
Dajcie znać, czy uznajecie ten cykl za przydatny i z jaką częstotliwością chcielibyście go czytać.
Komentarze (53)