Na oficjalnej stronie internetowej FC Barcelony pojawił się ponad godzinny wywiad z Joanem Laportą, w którym prezydent dokonał bilansu swojej kończącej się dziś kadencji. Poniżej prezentujemy drugi fragment obszernej rozmowy. Pierwszą część można przeczytać w tym artykule.
Wróćmy do rozmowy o Espai Barça. Dużo mówiło się o przetargu, o firmie Limak i o budowie nowego stadionu. Na tym etapie, w 2026 roku, czy jest pan zadowolony z tego, jak przebiegają prace? Czy stadion jest w takim punkcie, w jakim chciał pan, aby był, gdy w 2023 roku rozpoczynano modernizację?
Joan Laporta: Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolony. Jestem zadowolony, ponieważ trzeba pamiętać, że był to projekt, który musieliśmy w praktyce rozpocząć niemal od zera. Trzeba było go ponownie zaktualizować, uczynić wykonalnym, dostosować do poziomu, jaki odpowiada Barcelonie. Dziś mogę powiedzieć, że prace idą w dobrym tempie. Mogę też powiedzieć, że mimo okoliczności, mimo pojawiających się problemów i przeszkód, które napotkaliśmy po drodze, prace są wykonywane dobrze. W tym sensie trzeba też podkreślić, że jest to inwestycja o ogromnej złożoności, realizowana w rekordowym czasie, bo stadion powinien być gotowy już od momentu, gdy odszedłem w 2010 roku. Tymczasem w ciągu trzech lat osiągamy stan, w którym budowa naprawdę robi wrażenie - i to jest fakt. Poza tym trzeba powiedzieć, że nie jest to wyłącznie projekt stricte budowlany ani tylko kwestia nowego stadionu. To jest przyszłość Barcelony. To najważniejsza droga wzrostu, jaką będziemy dysponować. Dlatego projekt jest realizowany właściwie i nadano mu maksymalną wagę. To najważniejszy projekt majątkowy w historii klubu.
A jeśli chodzi o Limak?
Jeśli chodzi o Limak, jesteśmy zadowoleni. Limak pokazał bardzo dużą zdolność wykonawczą, udowodnił, że potrafi szybko reagować na pojawiające się problemy i wyzwania. Jest efektywny, zaangażowany, prezentuje bardzo wysoki - i to mnie również bardzo satysfakcjonuje - poziom wymagań technicznych, a także wysoki poziom jakości wykonania, co uważamy za kluczowe. Uważamy, że w momentach komplikacji, gdy konieczne były korekty, zawsze reagowali w sposób profesjonalny, sprawny i nastawiony na znalezienie rozwiązań. Dlatego, jeśli pytasz mnie, jak się czuję we współpracy z Limakiem, odpowiem: czuję się zadowolony i wdzięczny, bo Limak włożył w ten projekt ogromne zaangażowanie, które naprawdę trzeba docenić.
Jeśli chodzi o powrót na stadion, wszyscy z niecierpliwością czekają na moment, gdy będzie mógł przyjąć publiczność. Panie prezesie, kiedy otrzymamy licencję 1C, która pozwoli na użytkowanie całej drugiej trybuny?
To jest temat, który mnie martwi. Rzeczywiście mnie martwi, ponieważ uważam, że jest oczywiste, iż ta część stadionu również jest już ukończona, czyli północny sektor. Z tego, co nam przekazano, konieczna jest poprawa dostępów - i to robimy. Problem w tym, że licencja powinna była zostać przyznana już w pierwszym tygodniu stycznia, a jesteśmy w lutym i nadal jej nie otrzymaliśmy - ani dla północnego sektora, ani dla Grada d’Animació, sektora 1957. To mnie martwi, bo uważam, że już powinniśmy ją mieć. Z drugiej strony wiemy - i nauczyliśmy się tego - że proces ten jest powolny, ponieważ znajduje się w centrum uwagi medialnej. Rozumiem, że wszyscy chcą zrobić wszystko bardzo dobrze, najlepiej jak się da. Uważam jednak, że wkrótce ją otrzymamy. Wiem, że mamy zaangażowanie ze strony ratusza i burmistrza, ponieważ są też pewne kamienie milowe i wydarzenia, które chcemy organizować na stadionie, a które wymagają, by tempo prac było jak najszybsze. Nie chodzi bowiem tylko o stadion, ale także o jego otoczenie, które musi zostać uporządkowane. Jeśli chcemy gościć finał Ligi Mistrzów, finał w 2029 roku czy nawet finał mistrzostw świata, wszystko to musi być ukończone. Stadion może być gotowy, ale jeśli nie będzie gotowe także jego otoczenie, trudno będzie uzyskać zgodę na takie wydarzenia. W krótkim terminie, co najbardziej interesuje dziś kibiców Barcelony, naciskamy, by jak najszybciej zakończyć prace nad lożami i trzecią trybuną po uzyskaniu odpowiednich pozwoleń. Uważamy, że projekt jest już na tyle zaawansowany, że pozwolenia powinny zostać wydane. Zarówno pracownicy stadionu, jak i dyrektorzy budowy oraz Limak informują nas, że północny sektor i sektor 1957 są już gotowe i że powinniśmy otrzymać upragnioną licencję 1C. Dlatego harmonogram pozostaje bez zmian: trzecia trybuna i stadion w pełni ukończone w 2027 roku. Stadion powinien być zakończony w 2027. Moim zdaniem, pod koniec 2026 roku wszystko powinno być gotowe, a w 2027 roku pozostanie jeszcze zadaszenie, ponieważ jego montaż wymaga czterech miesięcy bez aktywności na stadionie. Powiedziałbym więc, że pod koniec 2027 roku stadion będzie ukończony, ale podkreślam: nie chodzi tylko o stadion, lecz także o cały kampus i jego otoczenie, które również musi zostać zrealizowane.
Cztery miesiące bez aktywności na stadionie. Czy to oznacza powrót na Montjuïc?
Nie planujemy powrotu na Montjuïc. Wszystko będzie można uzgodnić z kalendarzem ligi i Ligi Mistrzów, jeśli się do niej zakwalifikujemy - co, mam nadzieję, nastąpi - i myślę, że uda się to dobrze skoordynować. Był to trudny okres nie tylko dla instytucji, dla Barcelony, ale także dla jej kibiców - gra na Montjuïc była wyzwaniem. Teraz, gdy wracamy na Camp Nou, który staje się coraz bardziej funkcjonalny, patrzymy w przyszłość.
Jakiego zwrotu ekonomicznego spodziewa się pan po tym stadionie? Do jakiego stopnia jest on kluczowy dla przyszłości Barcelony?
Będzie on ogromny. Naprawdę ogromny. To najważniejsza droga wzrostu, jeśli chodzi o zwrot ekonomiczny i przychody. Nastąpi poprawa w sprzedaży biletów, większe wpływy z dnia meczowego, znacząca poprawa w obszarze hospitality, rozwój przestrzeni komercyjnych generujących przychody, większe możliwości aktywacji sponsoringowych, więcej globalnych wydarzeń oraz więcej doświadczeń premium i spersonalizowanych. To będzie oznaczało bardzo znaczący wzrost przychodów, pozwoli nam generować znacznie większe wpływy i, oczywiście, sprawi, że będziemy chcieli wdrożyć to wszystko jak najszybciej. Te przychody pozwolą nam stopniowo spłacać zadłużenie, inwestować coraz więcej w projekt sportowy, aby być coraz bardziej konkurencyjnymi, bez konieczności funkcjonowania w napięciu, jakie niesie ze sobą fakt bycia już odbudowanym finansowo, ale wciąż w procesie konsolidacji. Ta konsolidacja umocni odbudowę ekonomiczną.
A Palau Blaugrana? Kiedy, pana zdaniem, stanie się rzeczywistością, co jest przecież także marzeniem wielu kibiców?
Jeśli chodzi o Palau, mówiąc o jego kalendarzu, jedno jest jasne: jego realizacja w naturalny sposób rozpocznie się wtedy, gdy będziemy w końcowej fazie prac na Spotify Camp Nou. Skoro mówiliśmy o 2027 roku, to zakładam, że właśnie wtedy położymy kamień węgielny. A następnie, będąc już w ostatniej fazie budowy Spotify Camp Nou, Palau będzie powstawać w sposób naturalny. Palau będzie oczywiście nowoczesnym obiektem, wielofunkcyjnym, halą, która dzięki swojej pojemności będzie generować przychody i pozwoli także na organizację innych wydarzeń, takich jak koncerty czy europejskie finały. Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani nowym Palau, bo będzie on również architektoniczną perełką.
Znowu wywołuję u pana uśmiech, bo zawsze, gdy mówi pan o piłce nożnej i pierwszym zespole mężczyzn, pojawia się uśmiech. Żyjemy dziś chyba w bardzo dobrym momencie. Nie wypadliśmy z elity hiszpańskiego i europejskiego futbolu, wręcz jesteśmy coraz bliżej czołówki. W zeszłym roku byliśmy o krok od finału. Zdobyliśmy potrójną koronę krajową: ligę, Puchar i Superpuchar. W tym sezonie mamy już Superpuchar. Czy to efekt trafnych decyzji, czy - jak pan wcześniej powiedział - szczęścia, choć niektórzy twierdzą, że to nie jest kwestia szczęścia?
Prawda jest taka, że wykonaliśmy ogromną pracę i podjęliśmy decyzje, które okazały się słuszne. Uczynienie zawodników z La Masii fundamentem pierwszego zespołu, wzmocnienie drużyny piłkarzami, którzy dobrze funkcjonowali, potrafili się zaadaptować i doprowadzili nas do historycznego sezonu, jakim był poprzedni, kiedy zdobyliśmy potrójną koronę - ligę, puchar i superpuchar - choć zabrakło nam naprawdę niewiele do Ligi Mistrzów. Myślę, że ten zespół daje kibicom ogromną radość. Kibice są szczęśliwi, bo mamy drużynę, która działa, która sprawia, że chcesz, aby nadszedł weekend, żeby zobaczyć, jak gra, nawet w tych najtrudniejszych meczach. Jesteśmy też w procesie ciągłego doskonalenia, bo Deco razem z Hansim nieustannie pracują nad tym, by zespół był jeszcze lepszy. Jesteśmy bardzo dumni, bo najważniejsze jest to, żeby drużyna dawała radość kibicom. A kibice są zadowoleni, bo zespół jest na dobrym poziomie.
Wczoraj na tym stadionie Marc Bernal strzelił swojego pierwszego gola, Tommy zadebiutował, Eric zakończył mecz jako kapitan. W kampanii wyborczej w 2021 roku, w haśle "Estimem el Barça", był też punkt "Estimem la Masia". Mamy dziś Pau Cubarsíego, Lamine'a, Fermína, który został, bo chciał zostać i bo klub chciał, żeby został, a który rozgrywa znakomity sezon. La Masia to prawdziwe błogosławieństwo dla futbolu Barcelony.
Zawsze nim była. La Masia zawsze była skarbem. Ale prawdą jest też to, że teraz realizuje się piękny scenariusz, spełnia się marzenie. Wszyscy ci zawodnicy, których wymieniłeś, zostali przedłużeni - niemal wszyscy do 2031 roku. Byli pożądani przez inne kluby, a jednak zostali. Mówimy o Fermínie, Balde, Bernalu, Casadó, wspomniałeś o Tommym, który zadebiutował. Mamy Erica Garcíę, mamy też Olmo - to wszystko są zawodnicy z domu, Lamine jest w świetnej formie. To właśnie jest miłość do La Masii, bo to dowód, że piłkarz, gdy trafia do domu marzeń barcelonismo, widzi, że może spełnić swoje marzenie o grze w pierwszym zespole. A to trzeba udowadniać czynami. Dzięki trenerom, których mamy, i którzy wprowadzili ich do pierwszej drużyny, ten model działa. Mamy też Gaviego, który wraca po kontuzji i wszyscy czekamy, czy w lutym już wróci do gry. Ostatnio ten niesamowity gol Marca Bernala - zawodnika, o którym już w akademii niektórzy widzieli, że może dojść do pierwszego zespołu. Jeśli do tego dodasz piłkarzy takich jak Joan García, Pedri, a także zawodników z innych kultur piłkarskich, którzy świetnie się odnaleźli - Raphinhę, Frenkiego de Jonga, Lewandowskiego, który dał nam bardzo dużo, Koundé, Araújo, który dla mnie też jest "z domu".
Jak pan widzi zakończenie sezonu? Wiadomo, futbol zależy od wielu czynników...
Jestem nastawiony bardzo optymistycznnie. Uważam, że rzeczy robione są bardzo dobrze. W lidze jesteśmy liderem. W Pucharze jesteśmy w półfinale - trafiliśmy na Atlético Madryt i to będzie bardzo, bardzo wyrównany dwumecz. Mamy już jeden tytuł - Superpuchar - więc jesteśmy mentalnie nastawieni na zdobywanie trofeów. W lidze jesteśmy pierwsi, a w Lidze Mistrzów jesteśmy wśród ośmiu najlepszych drużyn Europy. Chciałbym też podkreślić, że jesteśmy jedynym klubem bez właściciela - nie mamy jednego właściciela. Jesteśmy wspólnotą ponad 140 tysięcy socios. W zeszłym sezonie, 2024/25, przybyło nam ponad 10 tysięcy nowych członków. To pokazuje, że klub żyje. Podoba mi się to, że jesteśmy w dobrej sytuacji w Lidze Mistrzów i że udowodniliśmy, iż klub o modelu stowarzyszeniowym, w którym socios są właścicielami, może rywalizować na najwyższym poziomie. Uważam, że dziś jesteśmy jednym z kandydatów do zdobywania ważnych tytułów.
W czasie tej kadencji trenerami byli Ronald Koeman, Xavi Hernández, a teraz Hansi Flick. Jak ocenia pan zarządzanie tymi etapami, biorąc pod uwagę okoliczności każdego z nich?
Ronald przyszedł w momencie największej trudności. Postawił na młodych zawodników i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Jestem mu bardzo wdzięczny, bo przejął drużynę w najtrudniejszym momencie i zdobył Puchar Króla - pamiętam ten finał w La Cartuja.
Xavi również przyszedł w trudnym momencie, dał nadzieję i - moim zdaniem - na nowo połączył drużynę z naszym autentycznym stylem gry. Zdobył Superpuchar i ligę, co było bardzo ważne. Obu jestem bardzo wdzięczny.
Jeśli chodzi o Flicka, podjęliśmy decyzję o zatrudnieniu osoby, która wnosi metodologię bardzo dobrze dopasowaną do genetycznego stylu gry Barcelony, bo jest cruyffistą. Wniósł dyscyplinę, profesjonalizm, od pierwszego dnia rozumiał, czym jest Barça, i od początku wnosił realną wartość. Ma mentalność zwycięzcy, zdrową ambicję - jest wymagający, zawsze chce więcej. Zdobył szacunek i sympatię całego środowiska. Widzę też bardzo dobrą chemię z Deco, co sprawia, że projekt sportowy funkcjonuje.
W przypadku Flicka wielu z nas było zaskoczonych. Pamiętam, że na początku przyjechał z panem do Kolonii na mecz piłki ręcznej w Lanxess Arenie. Wiele razy słyszeliśmy go na konferencjach prasowych, gdy mówił, że tego, co przeżywa tutaj, nie przeżył nigdzie indziej, nawet w swoim kraju. To zaskoczenie... to zaangażowanie i ten sposób rozumienia Barcelony - u osoby, która nie jest piłkarską legendą klubu, jak w poprzednich przypadkach.
Cóż, o Hansim mówiono mi bardzo dobrze. Już wtedy, kiedy zdecydowałem, że wrócę, żeby ponownie zostać prezydentem Barcelony, że wystartuję w wyborach, mówiono mi o Hansim bardzo dobrze. I bardzo dobrze mówił nam o nim Ralf Rangnick, który był jak ojciec dla wszystkich tych niemieckich trenerów, którzy zrobili karierę i odnieśli sukces: Klopp, Tuchel, Nagelsmann i Hansi Flick. Potem, gdy Deco i Bojan prowadzili rozmowy z Hansim, żeby go zatrudnić, czułem się jeszcze bardziej komfortowo, bo powiedzieli mi, że zobaczyli profesjonalistę, zdyscyplinowanego człowieka, który wniesie kryteria ważne dla tego, by zespół znów zaczął wygrywać. A później, gdy przyjechał, był ten okres, w którym wyjaśnialiśmy mu, czym jest Barça. Kazałem napisać mu list, żeby - powiedzmy - od pierwszego momentu wiedział, dokąd trafia, skąd to wszystko pochodzi. Zawsze widziałem w nim dużą gotowość do poznawania wszystkiego, co dotyczy klubu, tego, czym jest "więcej niż klub". I mówię ci: od pierwszego momentu w to wszedł. Sprawia, że czujemy się bardzo komfortowo. Pozwalamy mu pracować. Myślę, że to ważne, żeby zostawić Hansiego i jego sztabowi przestrzeń do pracy, razem z Deco i jego zespołem. I ten sposób organizacji... że tutaj zarząd, dyrektorzy i prezydent są po to, by pomagać, ale jednocześnie pozwalamy im pracować, bo oni bardzo dużo wiedzą. Wiedzą bardzo dużo, mają doświadczenie, są konkurencyjni, są ambitni, znają wymagania związane z byciem w Barcelonie. To sprawia, że jestem bardzo pewny, iż osiągniemy cele, które wyznaczyliśmy na ten sezon.
Wspomniał pan kilka razy nazwisko Deco. Zwykle bardzo wysoko ocenia się decyzję o powierzeniu ławki Hansiemu Flickowi, ale nie wiem, czy na tym samym poziomie stawia pan decyzję o powierzeniu dyrekcji sportowej Deco.
Decyzja o Deco jest absolutnie trafiona. Jest absolutnie trafiona, bo to człowiek, który doskonale zna Barcelonę. Był zawodnikiem tamtej mitycznej Barcelony i zna ją bardzo dobrze - zna ją bardzo dobrze, bo w tamtych czasach, gdy byłem prezydentem, Deco był jednym z liderów zespołu. Powiedziałbym: liderem drużyny w szatni. Oczywiście byli też liderzy charyzmatyczni, jak Ronnie, który był fantastyczny, i jeszcze inni... i spółka. W tym sensie zna Barcelonę, zna rynek, bo jego droga po zakończeniu kariery piłkarskiej pozwoliła mu poznać rynek i poznać wymagania, jakie ma klub taki jak Barça. Zbudował konkurencyjny zespół. Ta formuła, o której mówię - że to działa między zawodnikami z różnych kultur piłkarskich - sprowadziła Lewandowskiego, Raphinhę i Rashforda. Mówimy o zawodnikach, którzy zostali, bo to nie tylko ci, których sprowadziliśmy, ale też ci, którzy zostali, mimo że w pewnych momentach słyszeli "syrenie śpiewy" z innych klubów. Mamy... którzy funkcjonowali. Mamy Joana Garcíę, był Dani Olmo - kolejny sukces. To wszystko zadziałało, i Rony, który jest młodym chłopakiem i też odgrywa tu swoją rolę, razem z zawodnikami z La Masii, których przedłużono, co nie było łatwe. Ja bardzo wysoko oceniam odnowienie kontraktów z chłopakami z domu, bo to było bardzo trudne, bardzo trudne. I on ustawił, uporządkował, ustrukturyzował sportową część klubu, razem z Alexanco, razem z Bojanem - uważam, że to było bardzo ważne. Wykonał świetną pracę. Zmodernizowano też dział skautingu - teraz z João [Amaralem] i całym jego zespołem - oraz z Alexanco i jego ludźmi. Są tu profesjonaliści, którzy pracują bardzo, bardzo dobrze, stworzyli strukturę sportową, która działa i na pewno przyniesie nam wiele owoców. Uważam, że to decyzja absolutnie trafiona. To człowiek "z krwi i kości", o silnym charakterze i bardzo wyrazistej osobowości, który - w tym sensie - przypomina mi Txikiego. Nie jest kimś, kto chce nadmiernego protagonizmu, wręcz przeciwnie: on chce pracować spokojnie ze swoim zespołem i żeby pozwolono mu pracować, bo to umie robić.
Jest jedna rzecz, o której mi wspomniano: że w tej drugiej kadencji, Barça zdobyła znacznie więcej tytułów niż w pierwszej kadencji - a i wtedy było ich wiele - licząc wszystkie profesjonalne sekcje. Jasne, jednym z zespołów, który - w odróżnieniu od pierwszej kadencji - dzięki profesjonalizacji zdobył w ostatnich latach wiele trofeów, jest piłka nożna kobiet. I to nie tylko ligi, Puchary Królowej czy Liga Mistrzyń, ale też Złote Piłki, które wynoszą markę Barcelony na tę fantastyczną galę, gdzie na chwilę zatrzymuje się cały futbol. Jak ta międzynarodowa projekcja futbolu kobiecego pomogła lub jak pan ją ocenia w ramach swojej kadencji, panie prezydencie?
Powiem tak: jednym z powodów ogromnej dumy w tej kadencji było Barça Femení. Powiedziałbym, że to jeden z wielkich powodów dumy tej kadencji. To było coś niezwykłego. I nie mówię tylko o sukcesach sportowych, których było bardzo dużo, jak słusznie mówisz. Wygraliśmy trzy Ligi Mistrzyń, wygraliśmy pięć lig, wygraliśmy puchary, superpuchary. Wygrywają wszystko - sukces sportowy jest oczywisty. Ale one dały nam nowoczesny wizerunek, dały nam wizerunek inkluzywny, dały nam wizerunek uniwersalny. Kiedy Barça jest punktem odniesienia dla sportu kobiecego. Jestem im bardzo wdzięczny, bo także na poziomie indywidualnym sukcesy zespołowe przyniosły sukcesy indywidualne: jak mówiłeś - Alexia i Aitana. Aitana ma już na koncie trzy Złote Piłki, Alexia dwie. Poza tym są punktem odniesienia - powiedziałbym nawet: społecznym punktem odniesienia. To zespół, który przekroczył granice, który zapełniał stadiony i który zrobił coś, co bardzo cenię: nawiązali świetną więź z kibicami. Jest bardzo silna emocjonalna relacja z kibicami. One sprawiły też, że cały świat mówił o Barcelonie w sposób, który nas jako instytucję wzbogacił. I to wszystko - podkreślam - nie jest przypadek. To dlatego, że była praca, był talent i dlatego, że ułatwiliśmy im stworzenie niezbędnej struktury, aby mogły mierzyć jak najwyżej.
Komentarze (20)