Jakie były najlepsze i najgorsze aspekty pojedynku Barcelony z Levante zdaniem redakcji FCBarca.com?
Najlepsze: Barcelona liderem, Bernal rośnie, a Fermín kolekcjonuje piękne bramki
Podopieczni Hansiego Flicka musieli w niedzielę zwyciężyć, żeby wykorzystać porażkę Realu z Osasuną i powrócić na fotel lidera. Rywal nie postawił poprzeczki szczególnie wysoko i po dość przeciętnym spotkaniu udało się pewnie zwyciężyć i wyprzedzić Królewskich w tabeli. Od pierwszej minuty zagrał Marc Bernal i trzeba przyznać, że spisał się naprawdę solidnie. Poza ważną bramką otwierającą wynik spotkania był klinicznie wręcz precyzyjny w rozegraniu (100% podań celnych). W defensywie także zaliczył kilka świetnych interwencji w tym trzy odbiory, jeden przechwyt i dwa wygrane pojedynki powietrzne. Musi jeszcze popracować nad pojedynkami jeden na jeden, bo dwukrotnie został dość łatwo minięty, jednak cały występ w jego wykonaniu był bardzo udany. Nie zawiódł także Frenkie, wpisując się na listę strzelców i często napędzając ataki swoimi podaniami (cztery kluczowe). Na uwagę zasługuje także Fermín, który zdobył dzisiaj kolejną piękną bramkę strzałem z dystansu. Na swoim koncie ma już 30 bramek w barwach Barcelony, do których dołożył jeszcze 10 asyst. W ciągu półtora sezonu to wynik więcej niż doby.
Najgorsze: problem na pozycji nr 9 i skrzydłowi pod formą
Jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się komfortem na pozycji środkowego napastnika. Ferran strzelał bramki, a Robert był wysokiej jakości alternatywą o odmiennym profilu. W lutym obaj mają jednak wyraźny dołek formy. Dość powiedzieć, że tym miesiącu strzelili łącznie zaledwie jedną bramkę. Przeciwko Levante w pierwszym składzie wyszedł Robert Lewandowski i mecz zakończył bez zdobyczy bramkowej. Co gorsza, Polak oddał tylko dwa strzały. Ferran, który pojawił się na boisku na ostatnie niespełna pół godziny także zawiódł – zaledwie jeden strzał na bramkę i tylko cztery udane podania. Z „dziewiątkami” w takiej formie trudno będzie rywalizować o puchary. Na domiar złego daleko do szczytu formy jest zarówno Raphinhi jak i Lamine Yamalowi. Choć ten drugi zapisał na swoim koncie asystę (w tym wypadku jest to statystyka dla statystyk), to w przekroju meczu udane podania przeplatał z prostymi błędami. Z kolei Brazylijczyk nie może odzyskać rytmu przez urazy. Miejmy nadzieję, że teraz uda mu się złapać wyższą formę na decydującą część sezonu.
Komentarze (22)