ABC: Skarga na Joana Laporta okazała się być sfałszowana

Mateusz Doniec

12 marca 2026, 22:30

ABC

4 komentarze

Fot. Getty Images

Dokument, na którym oparto skargę przeciwko Joanowi Laporcie o pranie pieniędzy, okazał się fałszywy. Według niezależnej analizy kryminalistycznej zawiera błędne dane identyfikacyjne banku - na przykład numer telefonu - a ponadto nie zgadzają się sumy kwot odpowiadających rzekomym "prowizjom" płaconym przez różnych dostawców klubu.

Jak podaje Salvador Sostres z ABC, o fałszerstwie świadczy przede wszystkim fakt, że firmy takie jak Spotify i Nike - by wymienić dwie najbardziej emblematyczne - w żaden sposób nie mogły dokonywać płatności na rzecz spółek offshore, ponieważ poziom kontroli, regulacji oraz ich procedury compliance absolutnie na to nie pozwalają, gdyż w razie dopuszczenia się takich działań groziłyby im bardzo poważne konsekwencje karne.

Konkrety są następujące: 23 lutego socio klubu, zarejestrowany zaledwie dwa dni wcześniej, złożył w Audiencia Nacional zawiadomienie przeciwko Joanowi Laporcie o domniemane pranie pieniędzy, pobieranie nienależnych prowizji i udział w organizacji przestępczej. Do pisma dołączono 38 dokumentów, w tym wyciągi bankowe z rachunku rzekomo prowadzonego w Dubai Islamic Bank na nazwisko New Era Visionary Incorporated - spółki z siedzibą w strefie wolnocłowej Ras Al Khaimah (ZEA), która utrzymywała relacje kontraktowe z klubem. Sędzia Santiago Pedraz odrzucił skargę z powodu braku właściwości terytorialnej i przekazał sprawę do sądów w Barcelonie.

Doniesienie, oparte na niektórych wiarygodnych przesłankach, było głównym argumentem wyborczym przeciwników Laporty (niekoniecznie lub wyłącznie wszystkich poszczególnych kandydatów, lecz raczej licznych anonimowych środowisk podsycających antylaportyzm w Barcelonie). Jednak chcąc zaoszczędzić od 600 do 800 tysięcy euro, które kosztowałoby rzetelne prywatne śledztwo dotyczące przepływów finansowych związanych z prowizjami pobieranymi przez otoczenie prezesa, przygotowali - bądź zlecili przygotowanie, albo wiedzieli, że powstanie - dokumentowy "patchwork" z wyraźnymi oznakami fałszerstwa, jak twierdzą cytowani eksperci.

Aby domknąć sprawę, otoczenie Laporty, po zorientowaniu się w manipulacji, zleciło jedynemu wiarygodnemu prywatnemu śledczemu w Katalonii potwierdzenie fałszerstwa dokumentu poprzez niezależną analizę kryminalistyczną. To ten sam śledczy, do którego powinni byli zwrócić się przeciwnicy prezydenta, aby zdobyć autentyczne dokumenty mogące pomóc im wygrać wybory.

"Rywalom nie chciało się zapłacić i zadowolili się tym, że ktoś z zewnątrz złożył zawiadomienie oparte na tym symulowanym materiale, przygotowanym tak, by sprawiał wrażenie wiarygodnego - i jak można było przewidzieć, nie przyniosło to zamierzonego efektu" - pisze autor artykułu. "Najbardziej przygnębiające jest to, że pre-kandydaci wydali około 300 tysięcy euro na nieudaną kampanię, a cała rywalizacja wyborcza Víctora Fonta będzie go ostatecznie kosztować od 800 tysięcy do miliona euro. Oznacza to, że nawet nie zaoszczędzili - po prostu skierowali swoje środki w niewłaściwym kierunku. Tymczasem Laporta, który naprawdę chce wygrać, skorzystał z usług tego samego śledczego, którego jego przeciwnicy nie chcieli zatrudnić (ze względu na koszt), i nie tylko pozbawił ich argumentu wyborczego, lecz także umożliwił sobie podjęcie wobec nich kroków karnych - zasadnie - za fałszowanie dokumentów w celu skłonienia mało uważnego sędziego do uznania ich za dowód i zarządzenia, w trakcie kampanii, zatrzymania" - tłumaczy Sostres.

Według przeprowadzonego dochodzenia wyciągi bankowe dołączone do skargi są fałszerstwem zbudowanym na prawdziwych szablonach Dubai Islamic Bank. Pierwszym dowodem jest to, że dokument przedstawiono jako wyciąg z rachunku tego banku, a jednocześnie zawiera on wewnętrzną sprzeczność, której żaden realny system bankowy nie mógłby wygenerować: nagłówek identyfikuje dokument jako część wielostronicowego zestawu, podczas gdy stopka tej samej strony brzmi "Page 1 of 1" ("strona 1 z 1"). Bank nie może wystawić wyciągu, który jednocześnie stanowi element serii stron i deklaruje, że jest pojedynczą stroną. Nie jest to literówka, lecz ślad ręcznej edycji i dowód, że osoba manipulująca dokumentem nie zauważyła niespójności między jego sekcjami.

Drugi dowód - jak wskazuje dochodzenie - wynika z analizy matematycznej sald widniejących na wyciągu, która ujawnia błąd jednego euro w obliczeniach dotyczących transakcji z 28 stycznia 2025 roku, przypisanej przychodzącemu przelewowi od Nike European Operations Netherlands B.V. w wysokości 46 590 500,00 euro.

Wyliczenie wygląda następująco:

Saldo wcześniejsze: 153 285 588,78 euro
Wpływ od Nike: + 46 590 500,00 euro
Prawidłowy wynik: 199 876 088,78 euro

Tymczasem dokument wskazuje: 199 876 089,78 euro (błąd jednego euro).

Taki błąd jest technicznie niemożliwy w rzeczywistym środowisku bankowym. Systemy core banking używane przez Dubai Islamic Bank - platformy typu Temenos T24 lub Oracle FLEXCUBE - obliczają salda w pełni automatycznie. Żaden operator nie ingeruje w arytmetykę wyciągu. Tego rodzaju rozbieżność natychmiast uruchomiłaby alerty uzgodnień księgowych i uniemożliwiła wystawienie dokumentu.

Błąd jednego euro jest natomiast charakterystyczny dla ręcznej edycji w arkuszach kalkulacyjnych: pojawia się, gdy ktoś wpisuje kwoty komórka po komórce i w którymś momencie kopiuje lub zaokrągla wartość z nieprawidłowym miejscem po przecinku. Od tego momentu błąd przenosi się na wszystkie kolejne salda, które pozostają wewnętrznie spójne, ponieważ autor przeliczył resztę tabeli na podstawie błędnej wartości. W ujęciu kryminalistycznym jest to kolejny ślad procesu i niepodważalny dowód, że dokument nie został wygenerowany przez system bankowy, lecz skonstruowany ręcznie.

Trzecim dowodem jest nieprawidłowy numer telefonu. E-Receipts dołączone do wyciągu — elektroniczne potwierdzenia poszczególnych przelewów rzekomo wystawione przez Dubai Islamic Bank — podają jako numer kontaktowy banku +971 4 60 2525. Faktyczny numer obsługi klienta Dubai Islamic Bank to +971 4 609 2222. To zupełnie różne numery. Ten sam bank nie może wystawiać dokumentów, które nie zawierają jego własnych danych kontaktowych.

Czwartym dowodem jest fakt, że wyciąg przypisuje spółce offshore ze strefy wolnocłowej drugiej kategorii w ZEA - RAK Freezone, znacznie mniej renomowanej i słabiej nadzorowanej regulacyjnie niż strefy wolnocłowe Dubaju - jednoczesne wielomilionowe transakcje z FC Barceloną, Nike European Operations, Gestifute International (agencją Jorge Mendesa), Limak İnşaat Sanayi ve Ticaret A.S. (turecką firmą budującą Espai Barça), Spotify Technology S.A., CaixaBank S.A., Starlight HK Ltd oraz Capital Planet S.L., przy dostępnym saldzie 331 milionów euro.

To, by jedna spółka instrumentalna bez znanej struktury operacyjnej pełniła rolę finansowego węzła między Nike, Spotify, Barceloną i tureckim wykonawcą, obracając ponad trzystoma milionami euro bez wywołania alertu o praniu pieniędzy ze strony jakiegokolwiek regulatora - ani banku centralnego ZEA, ani hiszpańskiego SEPBLAC, ani emirackiej Financial Intelligence Unit - jest po prostu niewyobrażalne. Operacje przedstawione jako dowód rzekomej siatki przestępczej są w rzeczywistości - według śledztwa - dowodem fikcyjności dokumentu: nikt, kto choć minimalnie zna funkcjonowanie międzynarodowych systemów compliance, nie zaprojektowałby takiego schematu transakcyjnego, gdyby chciał, by wyciąg przeszedł poważną weryfikację.

Wskaźników fałszerstwa jest zatem wiele i potwierdzają one, że ktoś spreparował te dokumenty, by zniszczyć Laportę, opierając się na pewnych przesłankach, lecz bez zadania sobie trudu dotarcia do autentycznej dokumentacji.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze