Josep Maria Bartomeu udzielił wywiadu rozgłośni Catalunyo Radio, w którym zaskoczył tezą, że jego dziedzictwo wcale nie było takie złe, a obecne sukcesy to też część jego spuścizny. Były prezydent Barcelony zrzuca winę za problemy na COVID czy odejście Neymara oraz krytykuje rządy Joana Laporty, wytykając opóźnienia w oddaniu Camp Nou, sprzedaż majątku czy utratę finansowego fair play.
Dlaczego przerywa milczenie: Milczałem od momentu, gdy podałem się do dymisji w październiku 2020 roku, ponieważ kiedy prezydent wykona swoją pracę, najlepiej zejść na drugi plan. To prawda jednak, że ostatnio, zarówno z powodu spuścizny, bo po pięciu latach wciąż dużo się o mnie mówi, jak i przez kampanię, moje nazwisko znów zaczęło się pojawiać. Pomyślałem, że to może mój moment, by się wytłumaczyć, bo to jedyny sposób, by ktoś zrozumiał, co się wydarzyło i czym jest ten słynny temat spuścizny, która nie jest aż tak poważna, jak się mówi.
Wyborcze zwycięstwo Laporty: Jasne, że spodziewałem się jego wygranej. Socios Barcelony chcą drużyny, która wygrywa i która im się podoba, i najbardziej normalne jest to, że zostają ci, którzy są u władzy. Nie mam z nim żadnych relacji. Ostatni raz spotkaliśmy się przy okazji wyborów w 2015 roku, wygrałem je, a on nie przyszedł mi pogratulować.
Słynna i krytykowana spuścizna: To nie była zła spuścizna. Była to spuścizna, która miała rzeczy dobre i mniej dobre, ale była całkowicie uwarunkowana przez COVID, który wpłynął na cały świat, również na Barcelonę. W tamtym momencie Barça była klubem w dobrej sytuacji sportowej i ekonomicznej, rozwijała się i miała przychody. Pandemia sprawiła, że wpływy spadły i w sezonach 2019/20 oraz 2020/21 klub stracił 500 milionów euro, co oczywiście sprawiło, że finanse klubu odczuły tego konsekwencje. Martwi mnie kwestia finansowego fair play: w 2021 roku Barcelona „napompowała” straty, nie wiem, w jakim celu. Zawyżenie strat i nieuznanie, że pandemia miała wpływ na finanse klubu na poziomie 500 milionów euro, sprawiło, że straciliśmy fair play, mimo że LaLiga przygotowała raport ostrzegający przed tym skutkiem. Można było je utrzymać. „Dźwignie” to nic innego jak utrata aktywów i nie zostały one przeznaczone na redukcję zadłużenia.
Neymar jako detonator problemów: Budżet płacowy wystrzelił po odejściu Neymara. PSG „ukradło” go, płacąc klauzulę. Od tego momentu zaczęliśmy cierpieć, żeby inni zawodnicy nie zaczęli uciekać, a także z powodu ogromnej siły ekonomicznej klubów-państw i Premier League. Naszym rywalem była Premier League ze względu na siłę finansową. W związku z tym przeprowadziliśmy pewne przedłużenia kontraktów, by zapobiec odejściom. Oprócz pensji trzeba było podnosić klauzule. Klauzulę Messiego zwiększyliśmy z 400 do 700 milionów, podobnie zrobiliśmy z Albą i Busquetsem, by uniknąć kuszenia ze strony innych klubów.
Władza Messiego i słynny burofax: Wszyscy mówią o władzy Leo, kiedy był w Barcelonie, ale Messi nie decydował o transferach ani o trenerach, nie miał przywilejów. Poza boiskiem nigdy o niczym nie decydował. W sierpniu 2020 roku, gdy poprosił o odejście, powiedziałem „nie”, bo był naszym najważniejszym aktywem i jednym z głównych źródeł przychodów. Nie mogłem dać mu odejść za darmo, poza tym miał kontrakt. Myślę, że to zrozumiał i dlatego został. Uważał, że za kilka miesięcy pojawi się nowy zarząd, który przedłuży z nim umowę. Jego zaskoczenie przyszło wtedy, gdy nadszedł moment przedłużenia i go pożegnali.
Jego dziedzictwo: Bycie prezydentem Barcelony nie jest łatwe. W tym okresie zrobiliśmy wiele rzeczy. Gdy mówi się o spuściźnie, nie wspomina się o majątkowej: zbudowaliśmy Estadi Johan Cruyff, zrobiliśmy La Masię, powstało wiele obiektów sportowych, kupiliśmy grunty, zaczęliśmy realizować Espai Barça poprzez pozwolenia i projekty architektoniczne. Była też sportowa spuścizna w postaci wielu tytułów.
Najlepsze działania obecnego zarządu: Najlepsze, co zostało zrobione w ostatnich latach, było zatrudnienie Flicka i stworzenie drużyny, która również jest częścią naszej spuścizny, bo z obecnej kadry 23 zawodników 10 lub 11 pochodzi z naszego okresu. Flick wykonał świetną pracę i to bardzo dobry wybór Laporty, ale cała reszta nie do końca mi się podoba.
Sprawa Negreiry: Każdy bronił swojego okresu w kontekście sprawy Negreiry. W moim przypadku jestem objęty śledztwem do 2018 roku, kiedy zdecydowaliśmy się zrezygnować z usług Javiera Enríqueza. Byłem jedynym, który poprosił sędzię, by nie przekazywała dokumentacji Barcelony Realowi Madryt, który złożył taki wniosek kilka miesięcy temu. Nie uważałem za sprawiedliwe, by Real miał dostęp do najbardziej wewnętrznych dokumentów klubu. Raporty sędziowskie to coś, co robiło wiele klubów, nie tylko Barcelona.
Sprawa Barçagate: Cel zakontraktowania Nicestream do monitorowania mediów społecznościowych rozpoczął się w 2017 roku, kiedy odszedł Neymar i w kontekście tego, co wydarzyło się przy referendum w Katalonii. Barça zawsze była bardzo ostrożna i śledziła tradycyjne media, a w zamian za to nie mieliśmy żadnej kontroli ani nie wiedzieliśmy, co dzieje się w mediach społecznościowych, jakie rozmowy się toczą. Nicestream służyło temu, żeby widzieć, co dzieje się w sieci i jakie rozmowy są tam prowadzone. Dział komunikacji mógł na tej podstawie opracowywać strategie ochrony reputacji klubu. Nie płaciłem za poprawę własnej reputacji.
Przebudowa Spotify Camp Nou: Bardzo zaskoczyło mnie, że Barcelona powierzyła budowę nowego stadionu tureckiej firmie, skoro w Katalonii i w Hiszpanii są duże firmy budowlane, które wygrywały wielkie przetargi i prowadziły przez lata różne projekty. Nasz powstał po referendum z 2014 roku. Budżet wynosił około 830 milionów euro, a teraz mamy ponad półtora roku opóźnienia. Chcieliśmy zmodyfikować pierwszą trybunę, by była bardziej stroma, teraz uważam, że jest zbyt daleko i już powoduje problemy z widocznością. Nasz projekt był tańszy, a wymiary stadionu były odpowiednie na tamten moment.
Komentarze (30)