Marc Ciria nie mógł ubiegać się o fotel prezydenta FC Barcelony, ponieważ aż niemal 600 podpisów za jego kandydaturą uznano za nieważne. Odjęcie tej liczby sprawiło, że Ciria spadł pod próg uprawniający do startowania w wyborach. Finansista złożył w tej sprawie skargę, która dziś została przyjęta do rozpatrzenia.
Jak podaje Roger Saperas na antenie radia RAC1, Kataloński Trybunał Sportu przyjął do rozpatrzenia odwołanie złożone przez Marca Cirię w sprawie 240 podpisów, które zostały unieważnione. Jeśli wyrok będzie korzystny dla Cirii, kandydat mógłby zażądać powtórzenia wyborów w Barçy.
Sam Ciria zapowiadał jednak, że nie zamierza zakłócać przebiegu wyborów ani funkcjonowania klubu. Dziś potwierdził to w rozmowie z Gerardem Romero, nawołując jednak przy tym zmian w procesie wyborczym. "Nie zaskarżyłem wyborów w tamtym czasie, choć mogłem to zrobić, powiedziałem, że pójdę do ostatniej instancji, ponieważ wiedziałem, że mamy rację. Nigdy nie zakłócę życia klubu" - zapewnił.
Komentarze (7)