José Mourinho: Nie mam żadnych złych uczuć wobec Barcelony

Dariusz Maruszczak

24 czerwca 2026, 12:10

Vanity Fair

11 komentarzy

Fot. Getty Images

José Mourinho udzielił wywiadu Vanity Fair, w którym był pytany o swoją przeszłość w Barcelonie. Nowy trener Realu Madryt przyznał, że nie żywi żadnych złych uczuć wobec Blaugrany, mimo całej historii napiętej rywalizacji z tym klubem.

Vanity Fair: Czasem edukacji był dla ciebie okres w Barcelonie, gdzie pracowałeś pod Bobbym Robsonem. Pep Guardiola był tam piłkarzem, a wy byliście przyjaciółmi. Był kapitanem i znakomitym piłkarzem, a ty zacząłeś pojawiać się jako trener. Czy patrzyliście na siebie i myśleliście – ten gość będzie topowym menedżerem?

José Mourinho: Słuchaj, jest takie zabawne zdjęcie z treningu. Wspominam je ze świetnymi uczuciami. Ja, Pep i Luis Enrique. Byłem młodym asystentem. Pep i Luis byli wtedy po prostu piłkarzami. Byłem wtedy daleko od miejsca, do którego dotarłem. Wierzę, że Pep i Luis myśleli tylko o swojej karierze piłkarskiej, a nie menedżerskiej. Teraz wszyscy jesteśmy zwycięzcami Ligi Mistrzów i osiągnęliśmy to, co osiągnęliśmy.

Ale wtedy, szczerze mówiąc, po prostu staraliśmy się jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Oczywiście mogłem dostrzec, że Pep był bardzo inteligentnym piłkarzem, sposób, w jaki grał, jak czytał grę... Oczywiście byłem w stanie też zauważyć, że Luis był liderem, że był motywatorem. To również było odczuwalne. Ale w tamtym czasie nie myślisz o takich rzeczach, tylko o tym, by dawać z siebie wszystko.

Odszedłeś z Barcelony i wzrastałeś jako trener. Pokonałeś Barcelonę w słynnym półfinale Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. Później po raz pierwszy trafiłeś do Realu Madryt. Z czasem zaczęto mówić, że stałeś się postacią antybarcelońską, mimo że wcześniej pracowałeś tam jako asystent – że szanujesz klub, ale rozkoszujesz się byciem jego przeciwnikiem i próbami pokonania go stylem różnym od jego firmowego sposobu gry. Czy tak to postrzegałeś?

W Barcelonie przeżyliśmy jako rodzina niesamowity okres. Moja córka trafiła do Barcelony, mając zaledwie miesiąc. Mój syn urodził się w Barcelonie. Ja, moja żona i dzieci spędziliśmy tam cztery wspaniałe lata. Nie mogę mieć żadnych złych uczuć z tym związanych.

Ale piłka nożna to piłka nożna. Grałem przeciwko Barcelonie wiele razy, jeszcze zaczynając w Chelsea przed przejściem do Interu. Wielkie mecze Ligi Mistrzów z Chelsea, potem wielkie mecze Ligi Mistrzów z Interem, a następnie trafiłem do Realu Madryt. Myślę, że to przeznaczenie ciągle stawiało nas naprzeciw siebie.

Ostatecznie nie zaprzeczam, że kocham Real Madryt i dlatego tam wracam. Ale nie mam żadnych złych uczuć wobec Barcelony. Po prostu lubię grać przeciwko niej, ponieważ w futbolu lubisz rywalizować z najlepszymi. Najlepsi zmuszają cię do tego, byś sam stawał się lepszy.

Ludzie uważali cię za antybarcelońskiego po części także ze względu na styl gry twoich drużyn. W tym sezonie Arsenal Mikela Artety był krytykowany za zbyt defensywny futbol albo „antyfutbol” w najbardziej skrajnych przypadkach. Kiedy obserwowałeś takie komentarze, przypominało ci się to, co mówiono o twoich drużynach zdobywających tytuły, gdy Arsenal ostatecznie wygrał ligę?

Nie, w ogóle. Teraz, ale także wcześniej, istniała taka głupia teoria, że „można być wielkim, nie wygrywając”. Dla mnie to totalna bzdura. To stoi w sprzeczności z naturą sportu, bo w sporcie celem jest zwycięstwo.

Nie lubię tego [krytyki stylu gry]. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że ludzie pracują i próbują wygrywać, wykorzystując najlepsze cechy, jakie może mieć ich drużyna. Jeśli chodzi o Arsenal, wierzę, że gdyby próbował być drugą wersją Manchesteru City, prawdopodobnie nie zdobyłby mistrzostwa. A zdobył. Trzeba szanować zwycięzców.

Tak właśnie patrzę na Arsenal, ale nie, nie oglądam się wstecz i nie porównuję nas do nich. Bo ostatecznie tamten zespół Interu, który wygrał Ligę Mistrzów – jeszcze przed tym ikonicznym meczem defensywnym, kiedy graliśmy w dziesiątkę przez ponad godzinę – tydzień wcześniej pokonał Barcelonę 3:1.

A ludzie nie mówią o strzeleniu trzech goli i zwycięstwie 3:1 z Barceloną. Wolą mówić o tym, co ja uważam za jeden z najlepszych występów defensywnych w historii w wykonaniu drużyny, która grając w dziesiątkę przez ponad godzinę, wytrzymała napór najlepszego zespołu świata tamtych czasów.

Często mówisz, że w futbolu chodzi o wygrywanie. Czy o coś jeszcze, czy tylko o to?

Chodzi też o to, by grać niesamowicie i strzelać mnóstwo goli. To niewiarygodne, bo Barcelona jest postrzegana jako drużyna grająca świetny futbol, zdobywająca mnóstwo bramek. Ale tkwi w tym wielka sprzeczność. Zespół, który zdobył najwięcej goli w historii hiszpańskiej piłki, to mój Real Madryt z sezonu 2011/12 – 121 bramek i 100 punktów w jednym sezonie. Jak bardzo defensywna była ta drużyna?

Kiedy po raz pierwszy trafiłeś do Realu Madryt, wszedłeś w prawdopodobnie najpopularniejszą współczesną rywalizację. Lionel Messi był u szczytu formy w Barcelonie, Cristiano Ronaldo przeżywał to samo w Realu, a wokół nich było jeszcze wielu dobrych piłkarzy. Jak wyglądało przeżywanie tamtych Klasyków z perspektywy trenera?

Ja uwielbiam grać w takich meczach. Nie oglądałem ich, ja w nich grałem. I po prostu to kochałem. Ale nawet po tylu latach, ile razy spotykałem ludzi na ulicy, mówili mi – przepraszam za to określenie – „Świat się zatrzymywał. Świat zatrzymywał się dla tych meczów”.

I dziś już tak nie jest. Ludzie nie patrzą na Klasyki tak, jak patrzyli wtedy. Świat naprawdę się zatrzymywał. To nie dotyczyło tylko Madrytu i Barcelony ani tylko Hiszpanii. To był cały świat. Ludzie czekali na te spotkania. Oczywiście Cristiano i Messi byli ikonami. Byli dwoma najlepszymi piłkarzami świata. Real Madryt jest najlepszym klubem na świecie. Barcelona jest jednym z najlepszych klubów świata po Realu Madryt.

Szczerze mówiąc, to było szaleństwo. Myślę, że może to było trochę jak rywalizacja Nadala z Federerem albo Nadala z Djokoviciem. Nawet jeśli dziś tenis ma wielu znakomitych młodych zawodników, ludzie kochający ten sport wciąż wspominają tamte lata jako coś wyjątkowego. Tamte Klasyki również były czymś wyjątkowym.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (11)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze