Lamine Yamal: Cristiano Ronaldo to dobry przykład aury

Mateusz Doniec

10 lipca 2026, 20:30

El Mundo

6 komentarzy

Fot. Getty Images

Lamine Yamal udzielił obszernego wywiadu dziennikowi El Mundo, w którym opowiedział nie tylko o mundialu i swojej karierze, ale także o dzieciństwie, rodzinie, życiu na osiedlu, presji popularności oraz tym, dlaczego celowo nie pokazuje mediom swojego prawdziwego charakteru.

Eduardo J. Castelao (El Mundo): Mam syna w twoim wieku i używa słów, których kompletnie nie rozumiem. Pomożesz mi?

Lamine Yamal: Pewnie, dawaj.

Pierwsze to "bro".

Brat.

Ciągle mówi: "sto procent, sto procent".

To znaczy po prostu "tak", że nie ma żadnych wątpliwości co do tego, o czym rozmawiacie. Że według niego ma rację.

Tego już kompletnie nie rozumiem: "cringe".

Cringe to... nie wiem... na przykład oglądanie, jak twój tata tańczy.

Jak to?

No tak. To są takie... wiesz... rzeczy, które mogą wywołać zażenowanie.

Czyli jeśli zatańczę przy nim, to robię mu przykrość i to jest dla niego cringe?

Przy nim może nie, ale przy jego kolegach już tak.

Rozumiem. "Crash".

Mówi się "crush". To taka twoja dziecięca miłość albo obecna miłość. Ale nie taka... No nie może to być na przykład sąsiadka.

Dlaczego moja sąsiadka się nie liczy?

Nie wiem... no dobra, może jednak się liczy. To taka twoja niespełniona miłość. O, właśnie! Niespełniona miłość. Chociaż w sumie nie musi być niespełniona, bo może ci się uda.

Ale to skomplikowane! Następne: "aura".

Aura to ktoś, kto emanuje czymś takim... nie wiem... kiedy pojawia się w jakimś miejscu, to od razu... wiesz? Jak widzisz kogoś w filmie i mówisz: "wow". Na przykład Brad Pitt. Albo w piłce Cristiano – to byłby dobry przykład aury.

Między tobą a mną – kto ma więcej aury?

[Rozkłada ręce, jakby chciał powiedzieć: "co to za pytanie?", i się śmieje.] Chyba jednak ja.

Tego się spodziewałem. Dzięki za pomoc. Jak się czuje Lamine?

Bardzo dobrze. Czuję się naprawdę dobrze. Przyjechałem tutaj po dwóch miesiącach przerwy i musiałem stopniowo wracać do rytmu, ale na decydującą fazę turnieju jestem gotowy.

Wywiady trochę cię męczą?

Tak, męczą.

Dlaczego?

Bo ciągle padają te same pytania.

Myślisz, że ludzie wiedzą, jaki naprawdę jest Lamine Yamal?

Nie. Dlatego zawsze odpowiadam tak samo, żeby nigdy się tego nie dowiedzieli. Może właśnie dlatego ludzie mają o mnie obraz, który nie jest prawdziwy.

Nie chcesz, żeby wiedzieli, jaki jesteś?

Nie, nie chcę. To, jaki naprawdę jestem, zachowuję dla siebie. Myślę, że macie o mnie obraz, który nie jest prawdziwy.

Obchodzi cię, co ludzie o tobie myślą?

Nie obchodzi mnie to. Gdyby było inaczej, mówiłbym prawdę we wszystkich wywiadach.

Nie boisz się, że ludzie uznają cię za zarozumiałego albo aroganckiego?

Nie. Każdy może mieć własne zdanie o innych i to normalne. Czasami wydaje mi się, że to bardziej kwestia mediów, bo ludziom tak naprawdę jest obojętne, jaki jestem. Ty przecież, kiedy wracasz do domu, nie myślisz o mnie ani o tym, jaki jestem. To naprawdę nikogo nie obchodzi.

Czyli ludzi to nie interesuje.

Nie. Dla mnie liczy się życie z mamą, z bratem i z rodziną. Reszta jest mi raczej obojętna.

Co chciałbyś usłyszeć o sobie za 20 lat, kiedy skończysz już z piłką?

Chciałbym, żeby mówiono, że w piłce byłem kimś ważnym, że zainspirowałem piłkarzy, którzy przyszli po mnie, że lubili oglądać moje mecze i moje zagrania, że dzięki mnie zaczęli grać. A poza boiskiem chciałbym, żeby mówiono, że zawsze mówiłem prawdę, że byłem autentyczny, szczery i że byłem dobrym człowiekiem. Przede wszystkim dobrym człowiekiem.

Co znaczy być "z osiedla"?

To znaczy wychować się w rzeczywistości, w której żyje większość ludzi, a nie w tej, w której ja żyję teraz. Bycie z osiedla nie ma nic wspólnego z przestępczością ani z tym, co wyobrażają sobie ludzie, którzy nigdy na żadnym osiedlu nie byli.

Myślisz, że ludzie mają błędne wyobrażenie o tym, co to znaczy być z osiedla?

Tak. I to bardzo błędne. Wydaje mi się, że ci, którzy nie są z osiedla, chcieliby z niego być, bo myślą, że oznacza to coś zupełnie innego. Nie wiem dokładnie, co sobie wyobrażają, ale na pewno tego nie rozumieją. Być z osiedla to wychodzić z kolegami do parku, grać tam w piłkę, wracać do domu, oglądać mecze w pierwszym lepszym barze, wyjść z mamą coś zjeść, raz w miesiącu pójść do restauracji. To znaczy być z osiedla. A nie rozrabiać.

Możesz nadal być chłopakiem z osiedla, mając takie życie, taki status i takie pieniądze?

Tak. Możesz wyjść z osiedla, ale osiedle nigdy nie wyjdzie z ciebie. Uważam się za chłopaka z osiedla i jestem z tego bardzo dumny.

Kiedy jesteś sam w pokoju, nie myślisz o piłce ani niczym się nie zajmujesz – o czym wtedy myślisz? Co cię martwi?

Myślę: "Co znowu robi mój brat?". Bo na pewno coś kombinuje. Zawsze coś kombinuje. Ale tak serio, nie mam żadnych zmartwień.

Gdybyś mógł przejść się po mieście i nikt by cię nie rozpoznał, gdzie byś poszedł?

Zimą tak właśnie robię. Zakładam bluzę z kapturem i czapkę, jadę do centrum Barcelony, przechodzę się po Passeig de Gràcia i idę coś zjeść albo wypić.

Sprawiasz wrażenie bardzo pewnego siebie. Jest coś, co wywołuje u ciebie niepewność?

Nie. Nic takiego nie ma. Nie jestem osobą, która wszystko analizuje i zastanawia się: "Co się stanie, jeśli zrobię to albo tamto?". Po prostu żyję.

Domyślam się odpowiedzi, ale... kto sprowadza cię na ziemię?

Moja mama.

I jak to robi?

Kiedy nigdy nie stracisz do kogoś szacunku, ta osoba nie musi niczego robić. Nigdy nie straciłem szacunku do mojej mamy. To ona zawsze mówi, a kiedy mama mówi, wszyscy słuchają. Ja, mój brat, moi koledzy...

Nawet twoi koledzy?

Tak. Kiedy ona mówi, wszyscy słuchamy. Trzyma nas wszystkich krótko. Przy niej mówi się tylko tyle, ile trzeba.

Często wspominasz o poświęceniu rodziców. Co najbardziej pamiętasz?

Właśnie kilka dni temu poszedłem z rodziną i dziewczyną na kolację po meczu z Portugalią. Na deser przynieśli nam ogromną watę cukrową. Od razu przypomniało mi się dzieciństwo. Co roku były festyny w Granollers i Mataró. Wszystkie dzieci chodziły tam i kupowały watę cukrową, która wydawała się kosztować bardzo niewiele. A ja nie mogłem jej mieć co roku. Pewnego razu mama powiedziała mi: "W roku mundialu kupię ci jedną". Przypomnieliśmy to sobie właśnie wtedy, bo w restauracji przynieśli nam za darmo watę... tak ogromną! Pamiętam też, jak mama wychodziła wcześniej z pracy tylko po to, żeby spędzić ze mną dziesięć minut, zanim zasnąłem. Pamiętam, jak wynajmowała opiekunkę, bo musiała pracować. Albo jak tata robił wszystko, żeby przynieść nam jedzenie. Pamiętam to wszystko i bardzo to doceniam.

Gdybyś nie był teraz tutaj, co robiłbyś w lipcowy dzień?

Siedziałbym z kolegami na osiedlu i zastanawiał się, co będzie z moim życiem. Spędziliśmy mnóstwo godzin na ławce i zawsze mówiliśmy, że kiedyś będziemy milionerami. Pewnie znowu siedzielibyśmy na ławce albo przy wejściu do bloku i rozmawiali właśnie o tym.

Jak duże ego albo pewność siebie trzeba mieć, żeby dojść tam, gdzie ty jesteś?

To zależy od tego, jakim jesteś piłkarzem. Jeśli jesteś zawodnikiem, który nie rzuca się w oczy, żyje spokojnie i może normalnie wyjść na ulicę, wystarczy zwykła pewność siebie. Ale żeby wytrzymać to, z czym ja czasami muszę się mierzyć, potrzeba jej dużo więcej. Chociaż myślę, że ważniejszy od pewności siebie jest brak kompleksów. Ja ich nie mam.

Przy czym tracisz cierpliwość?

Mam całą listę! Przy kolegach, dziewczynie, bracie, czasami przy mamie, podczas meczów, przy babci, która czasem jest taka...

Bycie wzorem dla dzieci to odpowiedzialność?

Tak. Bo kiedy sam jesteś jeszcze młody, też robisz głupoty i popełniasz błędy. Tyle że ja mam bardzo wyraźnie wyznaczoną granicę, bo dzieci patrzą na to, co robię. Czasami trzeba więc powstrzymać się od takich głupstw, dobrze wszystko przemyśleć i po prostu ich nie robić.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (6)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze