Choć ledwo kilka dni temu zakończyły się mistrzostwa świata, a wiekszość piłkarzy FC Barcelony jest jeszcze na zasłużonych wakacjach, to niektóre ligi nie zwalniają tempa. W Stanach Zjednoczonych mundial został zastąpiony rozgrywkami MLS. Debiut w Chicago Fire zaliczył Robert Lewandowski, który zmierzył się z "barcelońskim" Interem Miami.
Na Florydzie spotkali się dwaj najlepsi środkowi napastnicy FC Barcelony (a może i najlepsi ogólnie) w XXI wieku: Lewy oraz Luis Suárez. Tym razem górą okazał się Urugwajczyk, który zdobył dwie bramki, a jego drużyna zwyciężyła 3:2.
Polak miał "udział" przy kuriozalnej bramce, która otworzyła wynik spotkania. Defensor Interu wycofał piłkę do bramkarza, Rocco Novo Riosa. Ten zaś nie zdołał jej wybić i zdumiony Lewandowski musiał tylko odprowadzić ją wzrokiem, gdy wpadała do siatki.
Nie będziemy udawać, że oglądaliśmy debiut Polaka w MLS z wypiekami na twarzy. Z relacji dziennikarzy wynika jednak, że Lewandowski - co zrozumiałe - nie jest jeszcze w pełni gotowy do sezonu. Z tego względu na boisku spędził nieco ponad godzinę.
Krytyczny wobec siebie był również sam Lewy, który przyznał, że potrzebuje złapać rytm meczowy.
Komentarze (31)