Dlaczego w Barcelonie nie lubią Javiera Savioli?

Barman

17 stycznia 2007, 17:48

Brak komentarzy
Sześć goli w ostatnich trzech meczach. Średnia w Barcelonie blisko 0,5 bramki na mecz. A mimo to działacze i trenerzy Barcelony chcą go wyrzucić. Nie wiemy - może Javier Saviola pije, może bije kolegów w szatni, może jest hazardzistą - ale o tym doniosłaby hiszpańska prasa. A w takim razie racjonalnego powodu usprawiedliwiającego niechęć Franka Rijkaarda do Argentyńczyka po prostu nie ma.

Latem Argentyńczyk usłyszał od holenderskiego trenera, że jest mu niepotrzebny. Do Barcelony zgłosiło się 20 klubów (z Arsenalem, Boltonnem, PSV Eindhoven i Panathinaikosem na czele), które chciały zatrudnić 26-letniego napastnika. A on uparł się, że zostanie, bo jak twierdził: w Barçy "grają najlepsi piłkarze świata". Katalończycy muszą mu płacić 5 mln euro za sezon, ale Argentyńczyk zapewniał, że mógł zarabiać więcej. Oczywiście nie było mowy o przedłużeniu, wygasającego w czerwcu kontraktu.

Argentyńczyk w trakcie obecnego sezonu leczył kontuzję, gdy był zdrowy siedział na ławce rezerwowych albo na trybunach. Na boisko wchodził tylko wtedy, gdy Rijkaard nie miał innego wyjścia.

Gdy w 2001 r. przychodził z River Plate Barcelona zapłaciła za niego blisko 30 mln euro. W pierwszym sezonie w 43 meczach strzelił 21 goli. W następnym w 50 meczach zdobył 20 bramek, w kolejnym w 40 spotkaniach trafiał 17 razy. Dwa lata temu został wypożyczony do Monaco, a ostatni sezon spędził w Sevilli. W każdym z tych klubów grał gorzej niż w Barcelonie.

"El Conejo" (królik) miał być nowym Maradoną i trudno powiedzieć, dlaczego mu się nie udaje. Jeśli latem przejdzie do Sevilli raczej nie naprawi swojej kariery. A chyba nie ma drużyny na świecie, która nie chciałaby mieć go w składzie. To nie jest przypadek Martina Palermo czy Juana Pablo Angela - czyli zawodników z Ameryki Południowej, którzy nie umieli grać w Europie. Saviola (do czasu) radził sobie świetnie, a teraz staje na uszach, by w Barcelonie zostać. Do 1/4 finału Pucharu Króla wprowadził zespół sam (5 goli w spotkaniach z Alaves - 2:0 i 3:2 dla Barçy) - i to mimo, że w drugim spotkaniu grał już Ronaldinho. W sobotnich derbach Barcelony strzelił jedynego gola dla swojego zespołu.

[źródło: Gazeta Wyborcza]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze