Grają najlepiej, jak mogą, ale nie grają, jak umieją...
Barcelona mistrzem półmetka sezonu w Hiszpanii, ale w Katalonii wszyscy drżą z obawy. Martwią się też fani Realu Madryt, choć pogrążony w kryzysie zespół ma do lidera zaledwie punkt straty.
39 pkt, które zdobyła w pierwszej rundzie Barça, to aż o 7 mniej niż w poprzednim roku, kiedy Katalończycy parli jak taran po drugie z rzędu mistrzostwo kraju. W ostatnim czasie drużyna Franka Rijkaarda straciła w lidze aż 11 z 21 pkt możliwych do zdobycia. Nie to jest jednak najgorsze, ale bardzo słaba forma zespołu, przed którym jeszcze kilka miesięcy temu cała Europa chyliła czoła.
"Grają najlepiej, jak mogą, ale nie grają, jak umieją" - napisał felietonista Katalońskiego "Sportu". Rzeczywiście gwiazdorzy Barçy wyglądają na wyczerpanych fizycznie i psychicznie, zagubili radość ze wspólnej gry, uśmiech zniknął nawet z twarzy Ronaldinho, którego zatrzymuje teraz na boisku, kto tylko chce. A przykład natychmiast idzie w świat i odważnych jest coraz więcej. Barça nie wygrała wyjazdowego meczu od dwóch miesięcy, momentem przełamania ma być spodziewany w lutym powrót kontuzjowanych Messiego i Eto'o. Ale w Katalonii słychać już głosy pesymistów twierdzących, że to ostatnie tchnienia drużyny, która miała przyćmić dream team Johanna Cruyffa...
A spodziewano się rekordowego sezonu w historii klubu: po zakupach Gudjohnsena, Zambrotty i Thurama najlepszy klub Europy miał zdobyć w tym roku aż sześć trofeów. Tymczasem przegrał już Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny, a forma drużyny wskazuje, że to nie koniec nieszczęść.
Jedyne, co pociesza fanów Barçy, to przedłużający się kryzys w obozie największego rywala. Prezes Realu Madryt Ramon Calderon ma na pewno więcej kłopotów niż szef Barçy Joan Laporta. Dopiero teraz, z odejściem Beckhama (LA Galaxy) i Ronaldo (Milan), dobiega faktycznie koniec ery galaktycznej, która wyniosła Real na wyżyny (siedem trofeów w latach 2000-03), ale od trzech i pół sezonu zgrane gwiazdy doprowadziły klub na skraj przepaści.
Calderon i trener Fabio Capello czyszczą drużynę z epigonów galaktycznych. Proces jest bolesny, ale biorąc pod uwagę, że w czasie tej zawieruchy "Królewscy" stracili do Barçy tylko punkt - w Madrycie nie jest tak beznadziejnie, jak się powszechnie sądzi.
Na pewno dobrze jest w Sewilli, choć drużyna, która była rewelacją jesieni, ostatnio przegrywa. Czy to ten kryzys, na który w Hiszpanii powszechnie oczekiwano, nie dowierzając, że mistrzem może być ktoś spoza trójki: Barça, Real, Valencia?
[źródło: gazeta.pl]
39 pkt, które zdobyła w pierwszej rundzie Barça, to aż o 7 mniej niż w poprzednim roku, kiedy Katalończycy parli jak taran po drugie z rzędu mistrzostwo kraju. W ostatnim czasie drużyna Franka Rijkaarda straciła w lidze aż 11 z 21 pkt możliwych do zdobycia. Nie to jest jednak najgorsze, ale bardzo słaba forma zespołu, przed którym jeszcze kilka miesięcy temu cała Europa chyliła czoła.
"Grają najlepiej, jak mogą, ale nie grają, jak umieją" - napisał felietonista Katalońskiego "Sportu". Rzeczywiście gwiazdorzy Barçy wyglądają na wyczerpanych fizycznie i psychicznie, zagubili radość ze wspólnej gry, uśmiech zniknął nawet z twarzy Ronaldinho, którego zatrzymuje teraz na boisku, kto tylko chce. A przykład natychmiast idzie w świat i odważnych jest coraz więcej. Barça nie wygrała wyjazdowego meczu od dwóch miesięcy, momentem przełamania ma być spodziewany w lutym powrót kontuzjowanych Messiego i Eto'o. Ale w Katalonii słychać już głosy pesymistów twierdzących, że to ostatnie tchnienia drużyny, która miała przyćmić dream team Johanna Cruyffa...
A spodziewano się rekordowego sezonu w historii klubu: po zakupach Gudjohnsena, Zambrotty i Thurama najlepszy klub Europy miał zdobyć w tym roku aż sześć trofeów. Tymczasem przegrał już Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny, a forma drużyny wskazuje, że to nie koniec nieszczęść.
Jedyne, co pociesza fanów Barçy, to przedłużający się kryzys w obozie największego rywala. Prezes Realu Madryt Ramon Calderon ma na pewno więcej kłopotów niż szef Barçy Joan Laporta. Dopiero teraz, z odejściem Beckhama (LA Galaxy) i Ronaldo (Milan), dobiega faktycznie koniec ery galaktycznej, która wyniosła Real na wyżyny (siedem trofeów w latach 2000-03), ale od trzech i pół sezonu zgrane gwiazdy doprowadziły klub na skraj przepaści.
Calderon i trener Fabio Capello czyszczą drużynę z epigonów galaktycznych. Proces jest bolesny, ale biorąc pod uwagę, że w czasie tej zawieruchy "Królewscy" stracili do Barçy tylko punkt - w Madrycie nie jest tak beznadziejnie, jak się powszechnie sądzi.
Na pewno dobrze jest w Sewilli, choć drużyna, która była rewelacją jesieni, ostatnio przegrywa. Czy to ten kryzys, na który w Hiszpanii powszechnie oczekiwano, nie dowierzając, że mistrzem może być ktoś spoza trójki: Barça, Real, Valencia?
[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)