Gran Derbi: FC Barcelona - Real Madryt 22:00 CET

Looky

9 marca 2007, 22:33

Brak komentarzy
Na ten mecz czeka cały sportowy świat. Nie będzie w ten weekend ważniejszego piłkarskiego wydarzenia niż Gran Derbi numer 233, tym razem rozgrywane na Camp Nou gdzie Barça nie zwykła w tym sezonie przegrywać. Cules nie będą pamiętać faktu, że Duma Katalonii nie gra już w Lidze Mistrzów, wybaczą słabszą postawę w lidze i ostatnią porażkę z Sevillą, zapomną nawet brak finezji w grze, który to brak pokazują ostatnio Barceloniści - a wszystko to pod jednym warunkiem: jeśli w sobotę w nocy będą mogli świętować zwycięstwo nad odwiecznym rywalem w pięknym stylu, którego sportowa Katalonia pragnie najbardziej. Stylu, który powalał na kolana i nie pozwalał wstać całej Europie jeszcze rok temu.

Historia ku pokrzepieniu

Rok 1994 kiedy Dream Team pokonał Real Madryt 5:0, a wielki Romario trzy razy umieszczał piłkę w bramce "Królewskich", Katalonia zapamięta do końca życia. Barça odniosła jedno z najwyższych w historii zwycięstw nad odwiecznym rywalem i na koniec sezonu zdobyła ostatnie mistrzostwo za kadencji Johana Cruyffa. Takich efektownych momentów było więcej, raz Katalończycy rozgromili nawet Real aplikując mu siedem bramek, zwycięstwo sprzed prawie 13 lat ma jednak wyjątkowo słodki smak. Pamiętają je nawet młodsi Cules, którzy nawet jeśli wówczas zaczynali swoją przygodę z barwami Azulgrana, dziś z dumą nazywają się kibicami Barcelony.

Przez ostatnie 23 lata Barça tylko raz przegrała w ligowym meczu z Realem rozgrywanym na Camp Nou. 6. grudnia 2003 roku podopieczni Rijkaarda ulegli kończącej swój żywot erze "Galacticos" 1:2, w rewanżu jednak wygrali na Bernabeu w takim samym stosunku bramek. Euforia w Katalonii była ogromna, bowiem było to pierwsze zwycięstwo w Gran Derbi od trzech lat. Jak smakował ten wyjątkowy triumf, każdy Cule doskonale pamięta. Od tego momentu Blaugrana dwukrotnie pokonała "Królewskich" 3:0, licząc fantastyczną wygraną w Madrycie, po której Ronaldinho otrzymał od miejscowych kibiców owację na stojąco.

Forma utracona

Mamy już marzec, a Barça w tym sezonie tylko momentami potrafiła zachwycić. Zawsze kiedy wydawało się, że drużyna Rijkaarda łapie wiatr w żagle, przychodziły porażki, po których Cules pokornie musieli pochylać głowę. Wielu zawodników nie może dojść do pełnej dyspozycji i w najważniejszych meczach, mimo wielkich chęci, po prostu zawodzi. Czy mimo tego kibice Barcelony wyobrażali sobie Gran Derbi bez Ronaldinho? Nawet jeśli Brazylijczyk nie jest gotowy na 100 procent, to jest to zbyt ważny mecz, by sam piłkarz zdecydował, że nie zagra. Motywacja jest ogromna, bo Rijkaard wie, że tylko zwycięstwo z Realem pozwoli zapomnieć o ostatnich słabszych wynikach.

Realowi Madryt wychodzi w tym sezonie jeszcze mniej niż Barcelonie. Można powiedzieć, że drużyna Capello to chaos totalny, który zaprezentował się w pełnej krasie w środowym spotkaniu z Bayernem. Czy to powinno jednak uspokoić Barçę? Na pewno nie, bo historia hiszpańskich klasyków pokazała, że słabo grający przez cały sezon rywal, przynajmniej raz na pół roku potrafi się wyjątkowo zmotywować. I ten raz przypada właśnie na Gran Derbi. Oglądając magię futbolu i z szybkim biciem serca czasem chcielibyśmy, by pojedynki tych dwóch wielkich zespołów trwały więcej niż 90 minut. Ten kto jutro wygra przynajmniej do jesieni będzie w świadomości swoich fanów klubem lepszym. To Barça ma jednak coś do udowodnienia po słabym występie na Bernabeu w październiku 2006 roku, to Barça musi w obecności 90 tysięcy kibiców wygrać.

Pod wodzą Franka Rijkaarda Duma Katalonii wygrywa z Realem i to efektownie. Od sezonu 2003-04 kiedy Holender objął Klub, wygraliśmy i przegraliśmy po trzy pojedynki, a w jednym padł remis. Barcelona zdobyła w tych siedmiu meczach 11 goli tracąc 9. Czy te statystyki oznaczają, że możemy spodziewać się dużej ilości bramek na Camp Nou? Można pokusić się o takie stwierdzenie, bowiem od prawie pięciu lat w Gran Derbi padają przynajmniej dwa gole.

Faworyt? Jaki faworyt!

W 'El Clasico' nie można przewidzieć rezultatu. Ile razy to Real był w wyśmienitej formie i przegrywał ze słabą w danym sezonie Barçą, tyle samo razy zdarzyła się sytuacja dokładnie odwrotna. Klasyk to pojedynek tak specyficzny, mający podłoże tak daleko wykraczające poza sportowe aspekty, że tylko fani jednej lub drugiej drużyny rozumieją czym jest "święta wojna". Mimo iż u bukmacherów to gospodarze są zdecydowanym faworytem, bo stawki za ich zwycięstwo są niskie, to nie powinniśmy nie doceniać przeciwnika. Capello to taktyk, któremu niewiele w tym roku wychodzi, tyle tylko, że w końcu wyjść musi i można spodziewać się, że gracze Realu wyjdą na Camp Nou zmotywowani podwójnie. Barcelona zdaje sobie więc sprawę jak trudne czeka ją w sobotę zadanie.

"Królewskim" ciągle jest w 2007 roku pod górkę. W ostanich sześciu ligowych meczach wygrali tylko raz, strzelili zaledwie 4 gole i na dodatek odpadli z Ligi Mistrzów. Jeżeli dodamy do tego fakt, że zespół z Madrytu nie gra już także w Copa del Rey, wyłania się obraz nędzy i rozpaczy, którego madryccy kibice nie mogą zaakceptować. Barça, mimo że nie błyszczy i również notuje sporo kiepskich występów, wciąż jest głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Na pewno ma zdecydowanie najmocniejszy skład... przynajmniej na papierze.

Kto będzie świętował?

I Rijkaard i Capello chcą wygrać. Nasz szkoleniowiec nie będzie mógł skorzystać z zawieszonych Zambrotty i Giuly'ego, trener Realu z Raula Bravo, Cannavaro, Beckhama i Carlosa. Nie są to na tyle istotne absencje, by zepsuły widowisko w stolicy Katalonii. Wszyscy mamy nadzieję, że widowisko dla nas zwycięskie, bo Barça ma szansę zburzyć mit, że nie radzi sobie w tym sezonie z silniejszymi rywalami. Jeśli gospodarze przypomną sobie jak grali w zeszłym roku, jeśli zaprezentują choć namiastki gry jaką wówczas imponowali, wtedy każdy Cule będzie dumny.

Czekamy na pierwszy gwizdek Undiano Mallenco, chcemy delektować się każdą z tych 90 minut. W momencie kiedy barwy Blaugrana zaleją nie tylko Katalonię, będziemy z nadzieją wspierać Barcelonę i nieść ją gorącym dopingiem do zwycięstwa. Wszystko będzie jasne w niedzielę po północy. Visca el Barça!

Prawdopodobne składy:

FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Puyol, Thuram, Sylvinho; Márquez, Xavi, Deco; Ronaldinho, Eto'o, Messi

Real Madryt: Casillas; Salgado, Ramos, Helguera, Torres; Diarra, Gago, Raul, Guti; Robinho, Van Nistelrooy
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze